14 grudnia
czwartek
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Aktor na emeryturze

Ocena: 0
859

Przejść się aleją Tadeusza Kondrata, usiąść na ławeczce Ireny Kwiatkowskiej, odwiedzić aktorów „U Carringtonów” – takie rzeczy tylko w Skolimowie!

fot. Monika Odrobińska / Idziemy

Przekraczając bramę Domu Artystów Weteranów w Skolimowie, przechodzi się do innego wymiaru. Ze ścian patrzą na nas tuzy polskich scen, a na korytarzu ukłonić się można bohaterom seriali.

 

Diwy i ksiądz Popiełuszko

Ale nie tylko. – Oprócz aktorów mieszkają tu i reżyserzy, i tancerze – jak Barbara Bitnerówna, primabalerina Teatru Wielkiego, i diwy operowe, i wielka skrzypaczka Wanda Wiłkomirska, a także malarki. Jedną z nich, Danutę Muszyńską-Zamorską, wielu skojarzy z obrazem dziewczynki z gołębiem – mówi Anna Solnicka-Heller, dyrektor Domu Artystów Weteranów Scen Polskich. – Nie sposób nie wymienić tak zasłużonych dla Domu postaci, jak Zofia Kucówna, Eugenia Herman – znana głównie z serialu „W labiryncie”, czy Włodzimierz Nowak, sławny recytator wiersza podczas uroczystego wręczania paszportów w „Misiu”. W Domu mieszka z żoną Haliną Kowalską – pamiętaną z roli śpiewaczki w „Alternatywy 4”.

Z portretów spoglądają mieszkańcy i przyjaciele Domu: Irena Kwiatkowska, Danuta Rinn, Irena Solska, Dobiesław Damięcki – prezes konspiracyjnego ZASP. Tablica pamiątkowa przypomina, że w czasie stanu wojennego mieszkał tu ks. Jerzy Popiełuszko.

Z portretów spoglądają mieszkańcy i przyjaciele Domu w Skolimowie. Na ich tle dyrektor Anna Solnicka-Heller,
fot. Monika Odrobińska / Idziemy

Jeśli ktoś by pomyślał, że w domu artystów gwar i przedstawienie za przedstawieniem, byłby w błędzie. – Artyści są już na emeryturze i… dobrze im z tym – podsumowuje pani dyrektor. – Wyjątkowe są za to odwiedziny czy koncerty ich uczniów. Wandzie Wiłkomirskiej oddają hołd, występując dla niej. Zaprzyjaźnieni aktorzy wystawiają tu próby generalne swoich przedstawień – gotowi na krytyczne uwagi profesjonalistów. Bardziej sprawni mieszkańcy jeżdżą do teatrów – ze Skolimowem chętnie współpracują Ateneum, Dramatyczny i Wielki w Warszawie. Dla aktorów weteranów to szansa, by być na bieżąco ze współczesną sztuką.

– Przez 30 lat uczyłam na wydziałach aktorskich, brakuje mi tego – mówi Eugenia Herman, nazywana tu Żenią. – Całe szczęście, studenci mnie odwiedzają. Ciągle odbywają się jakieś występy, sama czytałam „Oniegina” koleżankom, które już nie mogą czytać.

 

Tu gra nawet ogród

Pani Eugenia podkreśla, że nie ma czasu się nudzić. – Jedynie poranki są leniwe, ale tylko w tym znaczeniu, że nie ma wyznaczonej pory śniadania. Bo trzeba przecież wykonać poranną toaletę, przespacerować się, a o godz. 13 już obiad.

– Mamy zasadę, że do obiadu nie schodzimy w szlafroku i kapciach – dopowiada Anna Solnicka-Heller. – Mobilizuje to mieszkańców do zachowania elegancji. Wtedy wszyscy się spotykamy, wtedy składamy życzenia z okazji imienin i rocznic, czasem śpiewamy „Sto lat”, a czasem nie, bo nie każdy 90-latek sobie tego życzy – śmieje się pani Anna. Po południu jest czas na odpoczynek, lekturę, koncerty, spotkania z artystami. Trzy razy w tygodniu jest gimnastyka prowadzona przez rehabilitantów. – O tej porze pracownicy i stażyści udają się do pensjonariuszy, by z nimi porozmawiać – z każdym indywidualnie. Jeśli tylko pogoda pozwala, mieszkańcy spędzają czas w ogrodzie.

– To ogromna zaleta tego miejsca – mówi Eugenia Herman. – W Warszawie mieszkałam w Śródmieściu – żeby pochodzić z kijkami, musiałam jechać np. na AWF. Tu spacer mam na wyciągnięcie ręki.
Ogród – jak na to miejsce przystało – także wpisuje się w tradycje aktorskie: „grał” w „M jak miłość” i w „Ojcu Mateuszu”. Wzdłuż parkanu obsadzonego tujami można przejść się aleją Tadeusza Kondrata – pamiętanego z roli Belzebuba w telewizyjnej wersji „Igraszek z diabłem”. Można przysiąść na ławeczce Ireny Kwiatkowskiej i posłuchać jej głosu.

Wśród mieszkańców Domu Artystów Weteranów sporo jest jego równolatków, a w tym roku skończył 90 lat. – W latach 20. dostrzeżono potrzebę zaopiekowania się artystami, którzy gdy przestawali grać, nie mieli środków do życia, nie obejmował ich bowiem system emerytalny – mówi Anna Solnicka-Heller. – Wacław Preker przekazał ziemię, a od artystów i publiczności – w drodze zbiórki – uzyskano fundusze na wybudowanie głównego budynku.

Antoni Bednarczyk – z którego potomkami Dom wciąż utrzymuje kontakty – pieniądze zbierał trzykrotnie: raz przeszkodziła mu wojna, za drugim razem fundusze zjadła inflacja, trzecią zbiórkę rozpoczął już jako członek zarządu nowo powstałego Związku Artystów Scen Polskich, który do dziś prowadzi placówkę. Był w tym równie konsekwentny, co skuteczny – kolegów artystów ze sceny karał za spóźnienia na próby, za przeklinanie, urządzał popisy tresowanych piesków na Polu Mokotowskim. Spory datek przysłała z USA Pola Negri.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.


- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły