4 czerwca
czwartek
Kwiryny, Franciszka
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dobrych ludzi jest więcej

Ocena: 0
838

Szkoda, że czasami dajemy się tak łatwo zmanipulować, uwieść złu - mówi Piotr Cyrwus w rozmowie z Martą Jacukiewicz.

fot.arch. Piotra Cyrwusa

Na brak zajęć w ostatnich latach chyba Pan nie narzeka?

Od czasu, kiedy zmieniłem pracę i nie pracuję już na etacie w warszawskim Teatrze Polskim, jestem wolnym strzelcem – pracuję w Teatrze Capitol, Teatrze Imka, Teatrze STU i w Telewizji Polskiej, TV Puls i TVN. Praca w teatrze jest ciężką pracą, chociaż komuś może się oczywiście wydawać, że my, aktorzy, tylko się wygłupiamy.

 

To zawód, który daje rozwój?

Aktorstwo to wspaniały zawód, który wymaga ciągłego rozwoju. Z jego wykonywaniem bardzo często wiąże się również zamiana miejsca pracy. Czasami jest tak, że jakąś rolę gramy przez wiele lat, jesteśmy utożsamiani z bohaterem, którego gramy. Niekiedy jest to bardzo trudne, ponieważ aktor musi zagrać zarówno dobrą postać, jak i złą. Ostatnio dość powszechne staje się to, że ludzie, którzy oglądają bardzo dużo seriali, nie radzą sobie z identyfikacją aktora. To było też jednym z powodów, dla których opuściłem serial „Klan”. Może zbyt pochopnie, gdyż sam identyfikuję się czasem z moimi bohaterami ulubionych seriali.

 

Podobno nawet jeden z byłych prezydentów zwrócił się kiedyś do Pana „Panie Ryśku”?

Oj, to było bardzo dawno temu (śmiech).

 

Całe szczęście, że Rysiek był pozytywną postacią...

Rysiek to tylko postać serialowa. Takie były wymogi scenariusza, i sumiennie wypełniałem moje zadanie. Bardzo lubię też grać złe postacie, a najchętniej złożone psychologicznie. Potrafię wcielić się w tego konkretnego bohatera, ale przecież to nie jestem prawdziwy ja. W sztuce czasem przedstawiamy złe zachowanie i czyny ludzi różnej profesji, żeby widz mógł przeżyć katharsis i być lepszym. Czasami trzeba zagrać i złego księdza, ale przecież to nie znaczy, że wszyscy księża są źli. Ludziom czasami się to myli.

 

Można się w jakiś sposób przygotować do odegrania złej postaci?

Nie ma na to sposobów. To talent i wyobraźnia aktora. Są też i tacy aktorzy, którzy wkładają więcej wysiłku w to, by utożsamić się z bohaterem, którego będą grać. Czasami się odchudzają. Każda metoda jest dobra, jeśli ostatecznie przemówi to do widza. Jest jedno „ale”: nie możemy krzywdzić siebie i innych.

 

Która rola w ciągu ostatnich dwóch lat była dla Pana największym wyzwaniem?

Zdecydowanie rola Klaudiusza w „Hamlecie”. Była dla mnie bardzo dużym wyzwaniem, i innym typem roli w ogóle. To Szekspir – zawsze jest się z czym zmagać. W ostatnim czasie dość często wcielam się w postacie różnych polityków, ludzi pokręconych, którzy czynią zło. Uważam, że nie ma ludzi złych, tylko tacy, którzy czasem źle postępują.

 

W życiu aktora pojawiają się wątpliwości, czy dalej iść w tym kierunku?

Miałem taki czas. Było mi coraz ciężej i zastanawiałem się, czy grać dalej. Jeden młody reżyser powiedział mi wtedy: „Piotruś, ale coś musisz grać” (śmiech).

 

Z czego wynikały te rozterki?

Za dużo zacząłem myśleć o tym, jak mnie postrzegają, jak opisują... Nie jest to jednak dobre spojrzenie.

 

Zdarzyło się, że ktoś na ulicy powiedział coś niemiłego w odniesieniu do konkretnej roli?

Takie sytuacje w moim przypadku nigdy nie miały miejsca. Na ogół jestem postrzegamy jako sympatyczny. Myślę, że nie tylko jako aktor, ale też człowiek w ogóle.

 

Dość często można spotkać Pana w kościele – w tygodniu. Co daje Panu wiara?

Wiara przede wszystkim daje mi wolność. Bardzo się boję przyczepiania różnych etykietek i ocen. Nawet ostatnio myślałem o tym, że przecież żyjemy tak krótko... Każdy chciałby być szczęśliwy, mieć więcej pieniędzy, jeździć częściej na wakacje, ale najważniejsze jest to, by nie czynić zła i nie krzywdzić drugiego człowieka. Wiara przez te wszystkie wieki była również wypaczana przez różnych ludzi, ale to wiara zwolniła ludzi z niewolnictwa. Dała ludzkości i każdemu z nas perspektywę wolności. Szkoda, że czasami dajemy się tak łatwo zmanipulować, uwieść złu.

 

Wyjeżdżacie na zdjęcia, wstaje Pan rano i idzie do kościoła. Są komentarze, ocenianie przez innych?

Aż tak to nie jest, chociaż chciałbym. Nikt nigdy otwarcie niczego mi nie zabronił. Chodzenia do kościoła nie zabronili mi nawet w komunizmie (śmiech). To jest mój wybór. Kto może mi czegoś zabronić? A to, że coś ktoś o mnie pomyśli... Co mnie to obchodzi. Może teraz nawet jest trudniej, kiedy jako współbracia oceniamy się, dzielimy ze względu na poglądy polityczne. Wykluczamy się, szukamy wspólnot, które myślą tak jak my, żeby był święty spokój. Komuna przyszła z zewnątrz i nam nie zagroziła, choć oczywiście gnębiła i krzywdziła – delikatnie mówiąc. Trzeba patrzeć, co my mamy w środku, co z nas wychodzi.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 4 czerwca

Czwartek, IX Tydzień zwykły
+ święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Rdz 22,9-18 lub Hbr 10,4-10; Ps 40,7-11b.17; Mt 26,36-42
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter