23 października
wtorek
Marleny, Seweryna, Igi
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Najważniejsze co mam

Ocena: 2.6
1945

– Zrozumiałam, że ciało to nie wszystko. Nasze piękno jest głębiej – mówi Monika Kuszyńska

fot. arch. Moniki Kuszyńskiej

Z Moniką Kuszyńską, piosenkarką i mamą, rozmawia Marta Jacukiewicz

 

Spotykamy się w Łodzi. Każdy tu Panią zna, pozdrawia…

Kiedy słyszę, że nawet pan w taksówce przekazuje mi przez panią pozdrowienia, to przyjmuję to z zaskoczeniem, ale jest to bardzo miłe. Jestem z Łodzią mocno związana, bo jest to moje miasto i od urodzenia tu żyłam, tu dorastałam. Tu mnie znają, tu czasem koncertuję, tu mieszkają moi znajomi.


Są takie wspomnienia, do których lubi Pani szczególnie powracać?

Całe moje dzieciństwo, młodość, szkoła, przyjaźnie, ulica Piotrkowska – która od zawsze mi się kojarzyła z dorosłością, bo musiałam wyjść z osiedla, na którym mieszkałam, i zaczęłam dojeżdżać do liceum... To wszystko są nasze symbole. Już w dzieciństwie chciałam być piosenkarką. Moje marzenie się spełniło. Od kiedy pamiętam, bawiłam się też w występy i bardzo mocno mnie do tego ciągnęło.


Dziś jest stres przed koncertem?

Zawsze. Więcej lub mniej, ale kiedy śpiewam w moim mieście, stres jest większy – dlatego że przychodzą znajomi, rodzina.


Krawiectwo, projektowanie ubrań w ogóle nie było na liście zainteresowań?

Marzenia artystyczne były pierwsze. Zaczęły się spełniać. Z branżą krawiecką związani są rodzice i cała moja rodzina. Zajmują się projektowaniem mody, a ja do tego mam lewe ręce (śmiech). Może kiedy dziecko dostaje jakiś dar, to instynktownie przeczuwa, że coś powinno zrobić, iść w konkretnym kierunku.


Iść mimo wszystko... Czym jest niepełnosprawność?

Nie wiem, bo się nad tym nie zastanawiam. Nie widzę niepełnosprawności, również u siebie jej nie widzę. Nie jest czymś, co zaprząta moją głowę. Na początku bardzo mi to doskwierało, bo czułam się inna. Byłam inna od tej osoby, którą byłam wcześniej. Siłą rzeczy miałam różne ograniczenia, których wcześniej nie było. Różni ludzi próbują różnie definiować niepełnosprawność. Ale kiedy popatrzymy na tych, którzy stają się niepełnosprawni ruchowo, a żyją bardzo aktywnie, z drugiej zaś strony zobaczymy tych, którzy są zdrowi, ale nie wykorzystują swoich szans i potencjału – to rzeczywiście skłania to do refleksji...


Pamięta Pani moment wypadku?

Pamiętam, ale nie rozpamiętuję. Mam różne tiki nerwowe, kiedy dzieje się coś na drodze, bo moje ciało przypomina sobie tamten moment.


Po kilkunastu latach wróciła Pani do Milicza, gdzie miała Pani wypadek. Powiedziała Pani bardzo ważne słowa...

Myślałam, właściwie aż do dnia koncertu, że przyjazd do Milicza nie zrobi na mnie jakiegoś większego wrażenia. Nie chcę pamiętać Milicza źle tylko dlatego, że spotkało mnie tu coś bardzo, bardzo trudnego. Kiedy zbliżaliśmy się, pojawiły się we mnie dziwne emocje, i nie wiem, skąd się wzięły. Trochę mnie to zaskoczyło. Jednak tych niemal dwanaście lat temu skończyło się tu moje pierwsze życie. Koniec pierwszego był jednocześnie początkiem „drugiego” życia.


Miała Pani żal do Boga?

Nie miałam żalu, ale miałam wiele pytań: Dlaczego tak się stało? Do czego to, co się wydarzyło, ma mnie doprowadzić? Kiedy dziś z perspektywy czasu patrzę na to wszystko, widzę sens, że w taki właśnie sposób potoczyło się moje życie.


Spokój?

Dziś potrafię się cieszyć życiem. Kiedyś, jeszcze przed wypadkiem, byłam dużo smutniejszą osobą...

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -