26 stycznia
niedziela
Tymoteusza, Michała, Tytusa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Serce pełne świadectwa

Ocena: 0
707

- Zrozumiałem, że Jezus to Ktoś zdolny działać dziś w życiu człowieka - mówi ks. René-Luc, ewangelizator, autor bestsellerowej książki „Serce pełne Boga”, w rozmowie z Radkime Molendą.

fot. Marcin Tafejko

Co sprawiło, że Ksiądz napisał książkę o swoim nawróceniu?

Od mojego nawrócenia w 1980 r. wielu ludzi prosi mnie o świadectwo życia. To prawda – moja historia jest dość oryginalna. Nie wszystkim przyszło urodzić się z nieznanego ojca, w rodzinie, gdzie wychowywaliśmy się pod okiem gangstera, który na moich oczach, kiedy byłem nastolatkiem, popełnił samobójstwo. Do tego moje nawrócenie było dość gwałtowne. Nie myślałem jednak, by swoje wspomnienia spisać, ani nawet przez wiele lat nie dawałem świadectw. W seminarium nie było potrzeby mówić o sobie, a już jako ksiądz wolałem mówić o sprawach duchowych, o Jezusie.

Moja historia jednak wróciła do mnie, kiedy miałem 40 lat. Zwierzyłem się mojemu ojcu duchownemu, a ten niespodziewanie powiedział: „Napisz książkę, ale nikomu o tym nie mów, a gdy skończysz, daj mi ją do przeczytania”. Po lekturze powiedział: „Widzę, że nie chodziło ci o siebie, ale o to, czego dokonuje w twoim życiu Bóg. Widzę też, że żyjesz w pokoju ze swoją przeszłością. A jeśli tak, to powinno się tę książkę wydać”. Posłałem książkę jeszcze mojemu biskupowi i moim bliskim, których w książce opisuję. Także się zgodzili, by ją wydać.

 

Człowiek pozornie skazany na życie poza prawem jest dziś szczęśliwym kapłanem. Jak to się robi?

Opowiadam o tym w książce. Dość powiedzieć, że byłem jednym z pięciorga dzieci, każde z innego ojca. Mama zajmowała się nami sama, a kiedy miałem dziesięć lat, poznała mężczyznę, z którym spędziła cztery lata. Z czasem okazało się, że był gangsterem. Był dla nas bardzo brutalny; zaczęliśmy żyć w piekle. Kiedy byłem już na równi pochyłej, by wejść na dobre w świat przestępczy, trafiłem – w Montpellier, gdzie mieszkaliśmy – na spotkanie z Nickym Cruzem, byłym szefem bandy nowojorskiej, który stał się protestanckim pastorem. To był pierwszy przełom. Nicky mówił o swoim spotkaniu z Bogiem i nawróceniu, a ja byłem bardzo poruszony. Na koniec zaproponował, by każdy – jak on – spotkał się z Jezusem. Aby to było możliwe, trzeba było zrobić konkretny krok: podejść pod scenę i zaprosić Boga do swojego życia. Zrobiłem to – i tak zyskałem swoje pierwsze doświadczenie duchowe w życiu. Silnie odczułem obecność Boga. Zrozumiałem, że Jezus to nie tylko ktoś z odległej przeszłości, ale Ktoś zdolny działać dziś w życiu człowieka. To był początek mojego nawrócenia.

Na tamto spotkanie z Nickym Cruzem zawiozła mnie i moją mamę jej znajoma Marie-Dominique, a potem zawoziła mnie na spotkania grupy modlitewnej, której była członkiem. Trzymała mnie duchowo za rękę i nie wypuściła, dopóki moje życie się nie zmieniło. Przestałem uganiać się za dziewczynami, kraść. Zmieniłem przyjaciół. Zachowałem sport i jazdę na motorze.

Drugi przełom nastąpił, gdy w czerwcu 1980 r. z Marie-Dominique pojechaliśmy do Lourdes. Prosiłem tam Boga o łaskę poznania mojego ojca i oddałem swoje życie Jezusowi. Nie myślałem jeszcze wtedy o kapłaństwie. Chciałem tylko powiedzieć Jezusowi: „Zamykam tamten rozdział mojego życia i chcę z Tobą zacząć rozdział zupełnie nowy”. I pięć lat później odnalazł mnie mój biologiczny ojciec. Okazało się, że w tym samym czasie co ja także był w Lourdes i prosił Boga o cud, by mnie odnaleźć. Wtedy ostatecznie zamknąłem stary rozdział mojego życia, a wraz z otwarciem się rozdziału nowego przyszło odkrycie powołania do kapłaństwa.

 

To, że zbuntowany czternastoletni chłopak ze złego środowiska w jednej chwili łamie się i otwiera na Boga swoje serce – to nie jest częste ani oczywiste.

Sam jestem zaskoczony, jak wtedy zadziałał Duch Święty. Zresztą mojej matce ani Marie-Dominique wcale nie chodziło o to, by mnie nawrócić, ale jedynie pokazać mężczyznę, który potrafi porządnie żyć. Pamiętam, że w drodze powrotnej obie rozmawiały o tym, co mówił Nicky Cruz, że było to interesujące, ale nic więcej. Ale kiedy zapytały o moje wrażenia, odpowiedziałem: „Chcę wiedzieć wszystko o tym człowieku”. „O Nickym Cruzie?” – zapytała matka. „Ależ nie o nim, tylko o Jezusie!” – odpowiedziałem. Pamiętam, jak wielkie było ich zdziwienie. To właśnie jest największa radość, której doświadczają wszyscy kaznodzieje: kiedy ktoś po twoim świadectwie nie chce poznać ciebie, tylko Jezusa.

 

To dowód, że w sercu nawet najgorszego człowieka jest miejsce, które może wypełnić tylko Bóg, i tęsknota, by tak się stało.

Często mówię o Jezusie w więzieniach. Kiedyś dawałem świadectwo na wyspie Elbie, gdzie jest więzienie tylko dla skazanych na dożywocie za brutalne morderstwa. Zacząłem od swojego dzieciństwa – i okazało się, że to było najważniejsze. Ci przestępcy mieli dzieci i wiedzieli, czego doświadczały, dlatego mnie rozumieli. Co ciekawe, reagowali najmocniej w tych momentach mojego świadectwa, które u normalnych ludzi nie wywołują na ogół żadnej reakcji. Duch Święty działa na wiele sposobów. Ma swój klucz do każdego serca. Bóg jest dla wszystkich.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Związany z "Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A., były redaktor naczelny portalu idziemy.pl
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 25 stycznia

Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!
Dziś w Kościele: sobota, II tydzień zwykły, Święto Nawrócenia św. Pawła Apostoła
Czytania liturgiczne (rok A, II): Dz 22,3-16 lub Dz 9,1-22; Ps 117,1-2; Mk 16,15-18
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -