22 maja
środa
Heleny, Wieslawy, Ryty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Teraz Mazowsze

Ocena: 0
1274

Nazwać Mazowsze zespołem ludowym to jakby o Chopinie powiedzieć: ludowy grajek.

fot. arch. Mazowsza

Na Warszawę leciały bomby, kiedy Tadeusz Sygietyński pytał żonę Mirę Zimińską-Sygietyńską, czy – jeśli przeżyją – pomoże mu stworzyć zespół folklorystyczny. Ona, przedwojenna aktorka, marzyła pewnie o scenie, ale w powstańczej piwnicy zgodziłaby się na wszystko.

W 1948 r. minister kultury i sztuki oddelegował Tadeusza Sygietyńskiego do utworzenia zespołu ludowego. Tadeusz i Mira wędrowali od wsi do wsi i podczas gdy on słuchał ludowych śpiewaków i grajków, spisując nuty, oraz rekrutował przyszłych mazowszaków, ona zachęcała gospodynie do otwierania skrzyń z paradnymi haftami, wełniakami, chustami. Wiele z nich uchroniła przed zniszczeniem, najstarszy ze zdobytych przez nią strojów pochodzi z XVIII w. Feeria barw na scenie Mazowsza to właśnie jej zasługa.

Do Karolina-Otrębusów ściągała z całej Polski uzdolniona artystycznie młodzież, której Sygietyńscy dali nie tylko wykształcenie muzyczne i powszechne, ale także obycie i dom. Irena Santor, wtedy Wiśniewska, „słowik Mazowsza”, wspominała: „Okaleczeni wojną, tęskniliśmy za autorytetem. On (Sygietyński) był naprawdę bliski ideału”.

 

Ściąga w kapeluszu

Przygotowania do pierwszego występu trwały dwa lata, a gdy 6 listopada 1950 r. w Teatrze Polskim Tadeusz Sygietyński uniósł batutę, artyści nie zdążyli otworzyć ust, bo z widowni buchnęła owacja – „za kostium, za kolor, za młodość, za uśmiech” – zapisała w pamiętniku Maria Malaszek-Kulfanowa z pierwszego składu zespołu. Bisom nie było końca.

Tadeusz Sygietyński zmarł w 1955 r. Los Mazowsza zawisł na włosku; w końcu dzieło zdecydowała się kontynuować Mira, która nazywała Mazowsze swoją drugą miłością życia. Poświęciła dla mazowszaków nie tylko karierę, ale i majątek na wyposażenie, ubranie i dożywianie.

Sygietyńskiego zastąpił wkrótce Witold Zapała – doskonały tancerz i choreograf o wybitnej wyobraźni przestrzennej. Brał pod uwagę „zachowanie” kostiumów i ich barw podczas tańca, dzięki czemu jego układy choreograficzne przypominają żywą, plastyczną rzeźbę.

Scena Mazowsza jaśniała gwiazdami, by wspomnieć tylko Irenę Santor czy Stanisława Jopka. – Mógł robić karierę w Moulin Rouge czy Metropolitan Opera, ale wolał zostać w Mazowszu – wspomina Józef Sarnacki, który współpracował z zespołem jako flecista. – Został zapamiętany jako „pierwszy furman Rzeczypospolitej”, ludzie faktycznie go kochali, choć popisową piosenkę śpiewał ze ściągi w kapeluszu. Ciepły, pogodny człowiek, niezwykle dumny z córki Ani.

Miano gwiazdy należy się wszystkim artystom Mazowsza. – Tu się startuje na stanowisko „śpiewak z obowiązkiem tańca” i „tancerz z obowiązkiem śpiewu” – mówi Karolina Mitkiewicz, w chórze Mazowsza już trzeci sezon. Wykształcenie muzyczne pomaga, ale czasem wartościowsze okazuje się doświadczenie w amatorskim zespole ludowym, jak w przypadku Karoliny. Umiejętności – i oczywiście kondycja – to jednak nie wszystko; liczy się jeszcze wygląd i to, czy kandydat pasuje (!) do mazowszańskiego stroju i makijażu. – Kiedyś po koncercie znajomy powiedział: „Widziałem ciebie trzy”, bo rzeczywiście w makijażu i strojach wszystkie jesteśmy podobnymi laleczkami, ale właśnie o to chodzi! – mówi Karolina.

W ostatnim czasie powrócono do pierwotnego, zapisanego w odnalezionych partyturach Sygietyńskiego, składu orkiestry niemal symfonicznej, bo Sygietyński nie był kompozytorem ludowym, ale symfonicznym. – Przed jednym z wyjazdów do USA Amerykanie zaproponowali, że chórowi i tancerzom dadzą swoją orkiestrę – wspomina Józef Sarnacki. – Wtedy dyrektor orkiestrze, która grała we frakach, kazał poszyć stroje ludowe, a Amerykanów zapytał: „A ubrania dla tych swoich muzyków macie?”. Nie mieli, i Mazowsze pojechało w pełnym składzie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 maja

"Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity."

Dziś w Kościele: środa V tygodnia Wielkanocy
+ dzień powszedni albo wspomnienie św. Rity z Cascia, zakonnicy
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Dz 15,1-6; Ps 122 (121),1b-2. 4-5; J 15,1-8
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -