Zwyczajna sytuacja: gospodarz przyjmował robotników o różnej porze.

Na koniec przyszedł czas na rozliczenie. Ci z pierwszego naboru, gdy dowiedzieli się, że dostali tyle samo, co ci ostatni, poczuli rozżalenie. Cóż – brutalna rzeczywistość czy pogwałcenie zasad przedsiębiorczości?
Często jesteśmy rozżaleni, nakręcamy się w duchu: miało być inaczej. Albo: miało być sprawiedliwie – według nas, oczywiście. Podobnie jak każdy z nas jest z natury dobry, każdy z nas dba o własne interesy. I nie chodzi o egoizm, tylko o szacunek dla wewnętrznych potrzeb, którymi powinniśmy się opiekować. Tymczasem zarządca z przypowieści nie był niesprawiedliwy. Każdego potraktował indywidualnie.
Bóg jest inny od nas. Jego myślenie, decyzje, działanie różnią się od naszej mentalności. To On jest Bogiem, a nie ja. Zatem to ja powinienem zmieniać sposób myślenia o rzeczywistości. To się nazywa nawracanie się, o czym tyle mówimy. Jeśli Jezus będzie tylko na marginesie mojego życia, czeka mnie frustracja, podobnie jak u najemników.
Niejednokrotnie Bóg niszczy moje plany i wizje na życie. Jak się coś takiego dzieje, jest pokusa, by wykrzyczeć tak, jak robotnicy: Bóg oszukał. Chrześcijaństwo to życie wiarą w nieznane. Bóg jest Osobą, a nie systemem ćwiczeń i formuł. Znasz to powiedzenie: Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach na przyszłość.
Wielu katolików (podobnie jak niegdyś wielu faryzeuszy) jest zgorszonych Bogiem, który jest skandalicznie miłosierny i hojny. Powracające pytanie uczniów: A co my będziemy z tego mieli? prowadzi do szczerej odpowiedzi Boga: Tyle, ile dla ciebie przygotowałem. Zaufaj.
Bóg nie kocha tylko wybranych, tych, którzy zapracowali sobie dobrymi uczynkami i liczą czas spędzony na klęczniku, pielęgnując w sobie poczucie zadowolenia. Każdy idzie swoją drogą do nieba (polecam Eucharystię, którą młody chłopak, bł. Carlo Acutis, nazwał autostradą do nieba). Do każdego Bóg mówi nieco inaczej. Na co Bóg się z tobą umawia? Warto wsłuchać się w Jego pragnienia i dostosować do nich własne.