22 stycznia
sobota
Anastazego, Wincentego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Komentarze do czytań - Poniedziałek, XXXIV Tydzień zwykły

Ocena: 4.8
474

Jezus Chrystus zawsze widzi ludzkie sumienia, serca, myśli, ręce. Postrzega ludzi takimi, jakimi są naprawdę. Od chwili, kiedy Jezus spojrzał na wdowę, nie była ona już samotną. Bogaci wyrzucający z siebie to, co im zbywało, okazali się nędzarzami.

-teksty czytań-

Fot. pixabay.com/CCO

komentarze Bractwa Słowa Bożego,
autor: prof. dr hab. Eugeniusz Sakowicz

Pierwsze czytanie: Dn 1, 1-6. 8-20

W Księdze Daniela ukazane zostały zdarzenia z życia tego Męża Bożego, który przeszedł niejedną próbę wierności. Był – „jak złoto” – „w ogniu próbowany” i zwyciężył, dzięki ufności wobec Boga. W perykopie przedstawiona została historia Daniela, która wpisuje się w powstałą w języku hebrajskim część historyczno-dydaktyczną księgi. W dziele tym Bóg ukazany jest jako Pan historii. I nawet, jeśli jest ona dramatyczna, znaczona cierpieniem niewinnych ludzi, stygmatyzowana złem, to przecież ono nie ma wymiaru wiecznego. Każde zło trwa do czasu.

Królestwo Boże nie jest jakąś fikcyjną zapowiedzią, mającą doraźnie ukoić serca ludzi znękanych, tracących wiarę w moc dobra. Królestwo Boże na pewno nadejdzie. Wówczas nagrodę od Boga otrzymają wszyscy wierni, którzy nie zwątpili i nie ulegli mirażom zła. Na tle tych zasygnalizowanych myśli spojrzeć należy na opis pobytu Daniela na dworze króla babilońskiego i jednocześnie na jego wierność tradycji wiary w jedynego Boga. Zresztą już imię proroka wiele – a może i wszystko – mówi: „Moją mocą jest Bóg”, „Moim sędzią jest Bóg”.

Daniel wierność Bogu, wytrwałość i bezkompromisowość czerpał od mocnego, sprawiedliwego Boga. Doświadczenie sprofanowanej świątyni w Jerozolimie, grabież jej skarbca, uprowadzenie niektórych dostojników życia publicznego, zaprowadzenie nawet mających władzę do pałacu najeźdźcy, nowego władcy, mogło wpędzić w przygnębienie czy nawet rozpacz. Tak się nie stało. Uwięzieni nauczyli się wiele. Przede wszystkim nie zapomnieli, kim są. Nie wyrzekli się swojej tożsamości. Poznali zasady oraz reguły życia ustalone przez nowego władcę. Nie stali się wszakże ich niewolnikami. Niewolnicy króla najeźdźcy stali się jego służbą.

Sytuacja ta była wielką próbą wiary, przez którą miał przejść Daniel. Przede wszystkim nie zgodził się on na nieczystość rytualną. Nie przyjmował potraw królewskich, które – chociaż serwowane na stołach królewskiej świty – były nieczyste. Nie pił wina. Był wolnym w decyzji swojej, która skutkowała ciężką karą. Czy złamanie reguł dotyczących pokarmu jest dopuszczalne w sytuacji zagrożenia życia? Nie była to kwestia diety, lecz sprawa wierności regułom, których żadną miarą nie wolno łamać. Wiedział to Daniel. Ich zlekceważenie oznaczałoby zgodę na przyjmowanie każdego pokarmu – idei, światopoglądu, wizji życia. Zasiadanie zaś przy stołach nakrytych nieczystymi pokarmami byłoby wyrazem jedności z wrogami, ich niemal intymnej zażyłości i spoufalenia.

Daniel stal się wolnym od koniunkturalizmu, ale nade wszystko od wewnętrznego przymusu, przyzwalającego na kompromis. Był wolnym, bowiem otrzymał dar Boży – „znajomość i zrozumienie wszelkiego pisma i mądrości”. Dar ten otrzymał Daniel i jego towarzysze. Dzięki temu mógł zrozumieć oraz interpretować rożnego rodzaju „widzenia i sny”. Daniel, postępując drogą wierności Bogu, więcej widział, głębiej rozumiał. Był młodzieńcem czystym, tj. zintegrowanym wewnętrznie i dlatego mocnym. Panował nad sobą królewskim panowaniem.

Psalm responsoryjny: Dn 3, 52.53-54.55-56

Przepiękny i jednocześnie ponadczasowy hymn, który jest aktualnym w każdej epoce dziejów, wyśpiewany został przez trzech młodzieńców wyzwolonych ze śmierci w ognistym piecu. Ich winą była wierność Bogu. Nie zgodzili się oni oddać bałwochwalczego pokłonu obcemu królowi Nabuchodonozorowi. Nie uniżyli się przed nim. Nie zdradzili wiary w Boga i nie odwrócili się od tradycji przodków. Tym, który wyzwala z lęku i trwogi, z opresji, z niewyobrażalnego cierpienia, jest Bóg. Drogę do wyzwolenia wyznacza modlitwa.

Trzej młodzieńcy dotknięci prześladowaniem chwalili Boga, tj. wielbili Jego moc i potęgę. Nie złorzeczyli Jemu, co bywa pokusą w opresji. Błogosławili Boga. To piękne zdanie, mówiące o bliskiej relacji człowieka i Boga, który wszakże nie potrzebuje ludzkiego błogosławieństwa. Bóg nie jest królem tylko na wysokościach. Jego spojrzenie sięga otchłani, gdzie widzi niewinnie cierpiących. Postrzega ich ból, by ostatecznie z niego wyzwolić. Bóg, jako „wywyższony na wieki”, wyprowadzi człowieka, ufającego Jemu z najbardziej rozpalonego pieca egzystencjalnych doświadczeń.

Ewangelia: Łk 21, 1-4

Cóż ma wspólnego uboga wdowa z młodzieńcami wrzuconymi przez króla w piec ognisty i śpiewającymi z chwilą wyzwolenia przepiękny hymn na cześć Pana – Króla Wszechświata? Daniel i jego współtowarzysze niedoli gotowi byli na złożenie całopalnej ofiary ze swojego życia. Właściwie ofiarę tę złożyli. Piec okazał się „skarboną” świątynną, do której zostało „wrzucone” całe ich życie, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Być może byli oni synami wdów, które po ich śmierci zostałyby już całkowicie osamotnione. Nie wchodźmy jednakże w literacką fikcję.

Wrzucenie ofiary do takiej czy innej skarbony ustawionej w takiej lub innej świątyni może być aktem li tylko zewnętrznym. Może być nie tyle wrzuceniem, ile odrzuceniem niepotrzebnego balastu, by poczuć się przez chwilę usatysfakcjonowanym. Może też być oddaniem tego, co nie jest potrzebne, niekoniecznie pieniędzy.

Sytuacja czy też stan wdowieństwa był w religii biblijnego Izraela oraz w pierwszych latach chrześcijaństwa bardzo trudny. Życie bez męża, z którym przez lata wdowa była jednym ciałem, okazywało się zagrożone. Zdanym się było wówczas na łaskę najbliższych. Na kartach Ewangelii spotkać można np. wdowę dotkniętą niewyobrażalnym bólem, idącą w kondukcie pogrzebowym jedynego swojego syna. Jezus Chrystus ogarniał takie osoby szczególnym współczuciem.

Wdowa, dając na cele świątynne niewiele, dała wszystko. Bogaci, być może wśród nich bogacz z przypowieści o Łazarzu, przekazując wiele, nic nie dali. Uboga wdowa potwierdziła przez swój wspaniałomyślny dar, iż jest „u Boga”. Bogacze zaświadczyli, iż są „bez-bożni”.

Ze „swojego niedostatku” można Bogu ofiarować wiele: swój ból, lęk, trwogę, własne osobiste grzechy (zawsze mające wymiar społeczny) oraz winy, dręczone sumienie. Dary te nie są przekładalne ani wymienialne na pieniądze. Można nade wszystko dać samego siebie w darze, pokazać Bogu swoje puste ręce, pełne zaufania, swój wzrok zapatrzony w Niewidzialnego. Niewiasta, którą swoim wzrokiem „dotknął” Jezus i który spojrzeniem ją ogarnął, zaufała do końca Bożej Opatrzności, o której – tak określanej – w tym czasie nie mówiono.

W krótkiej perykopie o „groszu wdowim” pojawia się słowo o Jezusie, który „widział”. Jezus Chrystus zawsze widzi ludzkie sumienia, serca, myśli, ręce. Postrzega ludzi takimi, jakimi są naprawdę. Od chwili, kiedy Jezus spojrzał na wdowę, nie była ona już samotną. Bogaci wyrzucający z siebie to, co im zbywało, okazali się nędzarzami. Odeszli zadufani, zapatrzeni w siebie, a wewnętrznie na pewno rozdzierani przez smutek i samotność. Z wdową na zawsze pozostało spojrzenie Pana. Czyż mogło jej cokolwiek złego się przydarzyć, kiedy Pan otoczył ją i osłonił swoim spojrzeniem?

Tak, jak młodzieńcy zostali ochronieni w ognistym piecu przed zniszczeniem przez miłosierne spojrzenie Boga, tak wdowę to samo spojrzenie Boga wyzwoliło ku miłości.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 stycznia

Sobota, II Tydzień zwykły
Dzień Powszedni/ wsp. Najświętszej Maryi Panny w sobotę/ wsp. św. Wincentego, diakona i męczennika/ wsp.  św. Wincentego Pallottiego
Bogu zaufam, nie będę się lękał.
+ Czytania liturgiczne (rok C, :II): Mk 3,20-21
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter