22 czerwca
sobota
Pauliny, Tomasza, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Komentarze do czytań - Czwartek, V Tydzień zwykły

474

Miłość nie lęka się czekania, ale jest pewna, że spotkanie z dobrym, miłującym, wszechobecnym Bogiem spełni się choćby po przejściu bramy życia – jego prawdziwej pełni.

-teksty czytań-

Fot. pixabay

komentarze Bractwa Słowa Bożego,
autor: s. Ewa Maria (karmel)

Pierwsze czytanie: 1 Krl 11, 4-13

Schyłek rządów Salomona, jak usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu drastycznie różnił się od początkowego ich okresu. Jego odstępstwo, nieposłuszeństwo głosowi Pana nie pojawiło się nagle. Bóg, wprowadzając Izrael do Ziemi Obiecanej, przestrzegał naród przed wchodzeniem w związki małżeńskie z poganami (por. 1 Krl 11,2). Można usprawiedliwiać Salomona, który wbrew temu ostrzeżeniu poślubiał księżniczki z państw ościennych, bo wymagały tego stosunki polityczne. A jednak… utrzymanie dobrych relacji z państwami ościennymi, nie było wystarczającym powodem dla nieposłuszeństwa głosowi Pana. Na przykładzie Salomona widzimy, że chęć przypodobania się ludziom nie może, nie powinna stać na przeszkodzie, by pozostać wiernym Bogu. Jakże ogromne znaczenie ma zachowanie właściwej hierarchii wartości w życiu każdego człowieka. Ta hierarchia została zachwiana w sercu, umyśle Salomona. Wymagania Boga, Jego przykazania stanęły na przeszkodzie królewskim potrzebom, pożądaniom, zachciankom. Syn Dawida wyniósł swoje plany ponad Boże. Potęga, jaką osiągnął dzięki posłuszeństwu zarządzeniom Pana, sprawiła, że odrzucił błogosławieństwo Pana. Przestał słuchać Bożych napomnień. I miało to dla niego oraz jego potomków opłakane skutki.
Słowa, które dziś usłyszeliśmy są zachętą, byśmy zadali sobie pytanie: jak my traktujemy Boże napomnienia – Dekalog, który jest wyrazem troski Stwórcy wobec nas? Czy przez odrzucanie go nie zatracamy siebie i innych?

Psalm responsoryjny: Ps 106,3-4.35-36.37 i 40

„Szczęśliwi, którzy strzegą przykazań i sprawiedliwie postępują w każdym czasie”. Oto pierwszy obraz ukazany przez psalmistę, który następnie ukazuje powolne odchodzenie człowieka od tej szczęśliwości, danej nam przez Pana. Przedstawiona droga upadku jest wstrząsającym opisem degradacji człowieka, przestrogą przed stopniowym poddawaniem się żądzom, siłom przeciwnym Bogu, a więc i człowiekowi. Psalm stanowi zatem wyraźne ostrzeżenie przed początkowo nieznacznym, a później coraz wyraźniejszym usuwaniem się spod wpływu Boga i poddawaniem się pod rujnującą kuratelę świata. Niepostrzeżenie, zaczynając od drobnych uchybień, usypiamy własne sumienie. Później przechodzimy od cielesnych do duchowych wykroczeń, które brukają naszego ducha fałszywymi trendami myślowymi. Zaczynamy czcić nasze osobiste lub społeczne bałwany, bożki, jakie zajmują w naszym sercu miejsce Boga. Kończy się na tym, że na ofiarę takim bożkom składamy to, co nam najcenniejsze, czym chlubiliśmy się. Ostatecznie, nie chcąc uznać że odwracamy się od Boga, wmawiamy sobie i innym, że Bóg nas opuszcza, pała do nas gniewem. A może właśnie w takich chwilach warto spytać siebie - czy i jakie bożki zasłaniają nam Jedynego Władcę naszych serc? Czy te bożki tworzymy sami, czy ulegamy panoszącym się w świecie pomysłom na życie? Czy ufamy prawdziwemu Bogu na tyle, by móc przeciwstawić się niszczącym ideologiom i okazać Panu posłuszeństwo nawet za cenę odrzucenia przez ogół? Co dla nas jest ważniejsze - opinia świata pogrążonego w grzechu czy miłość Boga, Stwórcy świata, ładu i prawdziwego bezpieczeństwa?

Ewangelia: Mk 7, 24- 30

Dzisiejszy opis ewangeliczny jest co najmniej szokujący. Chrystus, który z pogardą odnosi się do ludzi? Bóg, który nie pozwala uciskać cudzoziemca (por. Kpł 19, 33n; Jr 22, 3), wzgardliwie zwraca się do poganki? Co zrobić z takim obrazem Jezusa? Spróbujmy wniknąć w tę scenę na tyle, na ile dziś jesteśmy w stanie to uczynić.
Widzimy w niej zamiłowanie Pana do pozostawania w ukryciu. Św. Marek ukazuje Go ukrywającego się na wielu płaszczyznach. Najpierw ta zewnętrzna: odchodzi z miast Izraela. Zatrzymuje się w okolicach pogańskich. Wchodzi do domu, nie chce być widziany, rozpoznany. W tym kontekście zachowanie Jezusa wobec Syrofenicjanki zdaje się być kolejną formą ukrycia. Pod zasłoną ostrych słów ukrywa On swą dobroć, miłość. Dlaczego tak robi? Zakończenie tej niezwyczajnej sceny daje odpowiedź. Jezus ukrywa się, by odsłonić wiarę kobiety. Wiarę, która pośród ciemności pozornego braku zainteresowania, wzrasta i świeci jak pochodnia (żeby posłużyć się obrazem zaczerpniętym z dzieł św. Jana od Krzyża). I właśnie w tym odkrywamy niezbędną dla nas naukę, zwłaszcza jeśli spojrzymy na to ewangeliczne zdarzenie, jako na obraz modlitwy. Czyż nie zdarza się nam podczas modlitwy być zanurzonym jakby w pustce? Nie odczuwamy obecności Boga. Nie widzimy efektów naszych starań. Pan się ukrywa! Czy zgodzimy się przyjąć taki stan rzeczy? Matka chorej dziewczynki przyjęła upokorzenie gorzkich słów. Czy zgodzimy się trwać przed Bogiem ukrytym, wymykającym się naszym zmysłom, uczuciom? Jeśli wytrwamy, usłyszymy, jak bohaterka tego fragmentu Ewangelii, pochwałę naszej wiary. Kiedy? Czy tak szybko jak tamta poganka? Niekoniecznie. Jednak miłość nie lęka się czekania, ale jest pewna, że spotkanie z dobrym, miłującym, wszechobecnym Bogiem spełni się choćby po przejściu bramy życia – jego prawdziwej pełni.

PODZIEL SIĘ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 czerwca

Piątek, XI Tydzień zwykły
Wspomnienie św. Alojzego Gonzagi, zakonnika
Błogosławieni ubodzy w duchu,
albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 6, 19-23
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter