2 października
niedziela
Teofila, Dionizego, Slawomira
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Białoruska awaria

Ocena: 0
1198

 

Pewnego wieczora na skwerze w Mińsku (nazywanym nieoficjalnie placem Przemian) grupa ubranych po cywilnemu mężczyzn (najprawdopodobniej jednak funkcjonariuszy milicji) zdejmowała biało-czerwono-białe flagi. Przypomnijmy, że właśnie te flagi zostały przez Łukaszenkę zakazane; dzisiejsza oficjalna flaga pochodzi z czasów ZSRR i jest czerwono-zielona. Teraz użycie zakazanych kolorów jest symbolem sprzeciwu wobec władzy. 31-letni Bandarenka, przechodząc przez plac, coś do tych mężczyzn powiedział. Został przez nich pobity, a potem przeniesiony do mikrobusa i przewieziony na komisariat. Niecałe dwie godziny później karetka zabrała go do szpitala. Lekarzom nie udało się go uratować. W mediach społecznościowych opublikowano nagranie ukazujące moment zatrzymania Ramana.

Plac Przemian to skrzyżowanie kilku ulic, nazwane tak ku czci dwóch dźwiękowców z Mińskiego Pałacu Dzieci i Młodzieży, którzy w sierpniu podczas oficjalnej imprezy puścili fragment piosenki „Przemian!” Wiktora Coja – tam namalowano ich wizerunki. Raman Bandarenka mieszkał w pobliżu. Paradoksalnie zdjęcie w Wikipedii ukazuje go w mundurze – służbę wojskową odbył w wojskach wewnętrznych…

 


CAŁA DZIELNICA ARESZTEM

Jak napisano w opozycyjnym, internetowym „Biełorusskim Partizanie”: „Z początku zabierali [milicja – red.] za biało-czerwono-białe flagi. Potem – po prostu dlatego, że ktoś wyszedł, gdy ogłoszono protest, i znalazł się tam, gdzie oni się tego obawiają. Następnie – za białe wstążki. Potem – za kwiaty. Tak, za kwiaty”.

To właśnie wspomniana już taktyka milicji: OMON atakuje wszystkich, za cokolwiek. Chodzi o takie przestraszenie społeczeństwa, by zrezygnowało z protestów. Ale teraz zrobiło się jeszcze gorzej.

„Wyłączyć ciepło i wodę. Wyłączyć internet. Państwo zmienia się z instrumentu wzajemnej pomocy dla obywateli w źródło problemów. Tych problemów, które może rozwiązać tylko ono samo, ponieważ innym jest to zabronione” – czytamy w artykule.

Chodzi o dzielnicę Nowaja Barawaja w Mińsku, gdzie wyłączono wodę i ogrzewanie. Zdaniem spółki Minskwodokanał, zarządzającej siecią wodociągów w Mińsku, przyczyną mogło być umyślne uszkodzenie systemu dostarczania wody. Ktoś zniszczył zawór na rurze, którą wodę doprowadzano. Teoretycznie można było go wymienić w ciągu jednego dnia, ale z „nieznanych przyczyn” trwało to znacznie dłużej. Minskwodokanał pisał o „czynnościach profilaktycznych” i podkreślał, że „dostawa wody w pełnym wymiarze zostanie przywrócona po otrzymaniu pozytywnych wyników laboratoryjnych badań jakości wody”.

Władze mają problem z tą dzielnicą. Komisje wyborcze w niej funkcjonujące najwyraźniej nie chciały słuchać poleceń i nawet według oficjalnych danych właśnie tu opozycyjna kandydatka Swiatłana Cichanouska wygrała z Łukaszenką – i to z ogromną przewagą. A teraz mieszkańcy brali czynny udział w protestach. Pozbawieni wody, mogli liczyć jedynie na wsparcie ludzi z innych dzielnic – i je otrzymali. Ostatecznie władze poinformowały o wznowieniu dostaw.

Jak pisały niezależne białoruskie media, najpierw zaprzestano podawania wody przetrzymywanym w aresztach – a odpoczątku protestów na Białorusi zatrzymano 25 tysięcy osób (!), osiem zmarło. Potem swoistym aresztem stała się cała pozbawiona wody dzielnica.

 


PAT TRWA

Niestety, na razie nie widać rozwiązania dla białoruskiego pata. Alaksandr Łukaszenka stracił poparcie społeczeństwa – i to jest oczywiste. Ale społeczeństwo nie ma skutecznych narzędzi wywierania wpływu na władze.

Bardzo negatywny scenariusz rysuje rosyjski opozycyjny publicysta Dmitrij Bykow. Jego zdaniem jest jak w starym dowcipie: lepiej już było. Jak napisał: „Złudzeń nie ma i szczerze mówiąc, nigdy nie było; jasne jest, że przy dowolnym wyniku wyborów przywódca tego typu [jak Łukaszenka – red.] nigdzie nie odejdzie. Zmieni konstytucję, zabije wszystkich niezadowolonych, zostanie sam – ale nie może fizycznie zejść z tronu. Taka opcja po prostu nie istnieje”.

Czy więc Białoruś pozostanie krajem, w którym brutalnie rządzi „ostatni dyktator Europy”? Zapewne przez jakiś czas tak, ale nie na długo. Najważniejszy powód: stary system ekonomiczny – niezreformowana sowiecka gospodarka – jest po prostu niewydolny. Białoruś pilnie potrzebuje coraz większych pieniędzy, a jedynym państwem, które gotowe jest jej cokolwiek dać, pozostaje Rosja.

Jak na razie rosyjski prezydent Władimir Putin oficjalnie popiera Łukaszenkę. Wiadomo, że tak naprawdę są w fatalnych stosunkach, ale jeden i drugi usiłuje robić dobrą minę do złej gry. Putin na pewno nie chce, by Łukaszenka odszedł na skutek społecznych protestów – to byłby fatalny przykład dla Rosjan. Ale z pewnością szykuje scenariusze, w których zamiast Łukaszenki w prezydenckim pałacu w Mińsku zasiądzie polityk o wiele bardziej przewidywalny, głoszący demokratyczne hasła, akceptowany tak przez dzisiejszą elitę, jak i przez społeczeństwo, ale przede wszystkim prorosyjski. Niestety, Zachód nie ma dziś wpływu na Białoruś – realny wpływ ma jedynie Rosja.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 2 października

Niedziela, XXVII tydzień zwykły
Przyjdźcie, uwielbiajmy Go, padając na twarze, *
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Łk 17, 5-10
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Wiara jak złota rybka? (komentarz Idziemy)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter