6 grudnia
piątek
Mikołaja, Jaremy, Emiliana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dramatyczny list lekarki POZ

Ocena: 0
5214
W sieci pojawił się anonimowy list otwarty kobiety podpisującej się jako "lekarz rodzinny z 30-letnim stażem w jednej placówce". Opisuje ona, jakie wymogi stawiają wobec lekarzy POZ zmiany proponowane przez Ministerstwo Zdrowia. Są one co najmniej bulwersujące.
20150105 21:51 mz, wykop.pl
fot. PAP/Grzegorz Michałowski
 
"3 stycznia po dzienniku widziałam rozmowę z politykami na temat sytuacji, jaka zaistniała w POZ [podstawowej opiece zdrowotnej – przyp. red.]. Prowadząca wielokrotnie mówiła, że nie rozumie postępowania Porozumienia Zielonogórskiego. Cała sprawa została sprowadzona do nadmiernych żądań finansowych, braku odpowiedzialności i krzywdzenia pacjentów" – zaczyna swój list lekarka. Dodaje, że "do tej rozmowy nie został zaproszony nikt ze strony lekarzy, a o tym, czego chcą lekarze, wypowiadał się autorytatywnym głosem przedstawiciel PO [pogrubienia - red.]". "Przekłamania i oszczerstwa są poważne i poważne jest to, o co walczy Porozumienie Zielonogórskie" – ocenia kobieta.

Gabinet lekarski czy biuro?

Następnie charakteryzuje problemy, z jakimi styka się jako lekarka rodzinna. Podstawowym jest za mała ilość czasu, którą może poświęcić pacjentom. Lekarzy w POZ jest za mało, a wymogów biurokratycznych – za dużo.

"W województwie opolskim średnia wieku lekarza pracującego w POZ przekroczyła 57 lat. Gdyby w tej chwili z systemu odeszli emeryci, to system by się zawalił. Młodych, kształcących się lekarzy jest niewielu" – wskazuje lekarka rodzinna.

Przytoczone przez nią statystyki szokują. "Ja miesięcznie przyjmuję ponad 1200 pacjentów. Średnio 50-70 osób dziennie. Zdarzają się dni, gdzie tych pacjentów przyjmuję i 100. Każdego roku dochodzi nowa praca. Część jest widoczna dla wszystkich, bo większą część czasu patrzę w monitor i stukam w klawiaturę. Dużej części państwo nie widzicie. Skraca się czas poświęcony na kontakt z pacjentem, a wydłuża czas biurokratyczny. Lekarze i tak nie są w stanie prowadzić kartotek w sposób zgodny z przepisami i bezpieczny dla siebie, bo starają się wypełnić swoje podstawowe zadanie leczenia pacjentów".

"Sukces" ministra

Lekarka uważa, że "w nowej umowie [NFZ z lekarzami POZ] jest kilka niemożliwych do przyjęcia zadań". "Jest ona skierowana przeciwko pacjentom i stawia pacjentów i lekarzy naprzeciwko siebie. Tylko razem jesteśmy w stanie zawalczyć o wspólne dobro" – podkreśla autorka listu. Po czym odnosi się do niektórych z jej punktów.

"Pierwsza sprawa – pakiet kolejkowy. (...) Lekarz endokrynolog, jak wszyscy wiedzą, leczy najczęściej choroby tarczycy. W nowej umowie to lekarz POZ będzie zobowiązany do leczenia niedoczynności tarczycy. Wszyscy państwo, którzy jesteście pod kontrolą poradni endokrynologicznej, teraz wrócicie do POZ. Lekarz nie będzie mógł państwa skierować do specjalisty. Rozwiązany problem kolejki u endokrynologa? Ma pan minister sukces? Łagodny przerost gruczołu krokowego też w gestii lekarza POZ. Zniknie kolejka do urologa? Takich jednostek chorobowych wrzuconych do POZ jest więcej" – wyjaśnia lekarka swoim "pacjentom, znajomym i przyjaciołom".

Zaznacza, że "na wykonanie tych zadań lekarz POZ nie dostaje żadnych dodatkowych pieniędzy, a minister może zaoszczędzić na wykupieniu tych wizyt u specjalistów". "Tyle, że specjaliści mieli wykupioną konkretną ilość wizyt, a my nie mamy limitu. Przyjąć należy wszystkich pacjentów" – pisze kobieta i dodaje, że ona sama niestety "nie potrafi już w sposób bezpieczny dla pacjentów przyjmować większej ilości ludzi". "Liczni moi koledzy mają już przyjmowanie na godzinę. Pacjent endokrynologiczny na kontrolnej wizycie będzie musiał zająć 30 minut, tak jak u specjalisty. Już ostatnio pojawiły się kłopoty gdzieniegdzie z dostaniem się do lekarza w dniu rejestracji. Niestety teraz obejmie to już wszystkie praktyki".

"Co zrobić z pacjentami potrzebującymi zwolnienie do pracy? Z nagłymi zachorowaniami? Ludźmi z wymiotami, biegunkami, bólami, gorączkami? Nie potrafię w sposób uczciwy w stosunku do pacjenta przyjąć na siebie nieskończonej ilości zadań i przejąć pacjentów moich kolegów specjalistów tylko po to, by minister miał wyborczy sukces" – żali się lekarka.

Autorka listu zwraca uwagę, że umowa z NFZ ma być bezterminowa i że NFZ może ją zmieniać bez jakiejkolwiek konsultacji z lekarzami. "Ja tylko mogę ją wypowiedzieć. Będzie można do POZ wrzucać wszystko, co się nie zmieści gdzie indziej. My staniemy się pierwszą twarzą NFZ w opozycji do pacjenta. Sami już niewydolni, będziemy tak jak teraz dostawać nowe zadania i nasza niemożność wykonania zadań będzie uderzała w pacjentów" – przewiduje kobieta.

Następnie podaje przykłady zbędnych jej zdaniem skierowań do okulisty i dermatologa, które mają teraz wystawiać lekarze POZ. "Okulistycznie leczymy zapalenia spojówek i powtarzamy zalecone przez okulistę leki. Po co wypisywać skierowania do okulisty na dobranie okularów? Ja i tak nie mogę nic w tej dziedzinie zrobić. To jest i Wasz, i nasz czas. Żeby pójść z dzieckiem po korektę szkieł, będziecie musieli zarejestrować się wpierw do POZ po skierowanie. Kolejny dzień u lekarza w kolejce. Podobnie u dermatologa. Do dermatologa zawsze szło się bez skierowania. Była to najskuteczniejsza metoda wczesnego leczenia chorób wenerycznych. Teraz najpierw do mnie, a później dalej".

Resort przerzuca odpowiedzialność

Lekarka przewiduje również, co czeka pacjentów chorych na nowotwory. "Kolejna rzecz – pakiet onkologiczny. To już jest grubsza sprawa. W mojej praktyce mam w ciągu roku od 7 do 10 wykrytych pierwszorazowych zachorowań na nowotwór. (...) Skupię się na nowotworach jelita grubego. Przez kilka lat funkcjonowało przesiewowe badanie kolonoskopowe i to dawało rezultaty. Za rządów ministra Arłukowicza to zostało zaniechane albo mocno okrojone. Fakt, że moi pacjenci nie mają do tych badań dostępu. Pozostaje planowana kolonoskopia. Większość placówek ma wykupione przez NFZ to badanie bez znieczulenia. Bardzo bym chciała zobaczyć twarz ministra po wykonaniu tego badania bez znieczulenia".

"Jeżeli rak jelita grubego daje jednoznaczne objawy, to często jest już za późno na pełne wyleczenie. Jest to więc wyjątkowy wyścig z czasem. Jakie są wczesne objawy raka jelita grubego? Mogą być pojawiające się biegunki, mogą być zaparcia, może być krew w kale, mogą być pobolewania, może być utrata wagi. Dotąd dawałam skierowanie na kolonoskopię. U większości pacjentów były polipy, które lekarze od razu usuwali. Wszyscy ci pacjenci to potencjalni chorzy na raka. Radość z wyleczenia i uniknięcia tragedii. Teraz spośród tych pacjentów mam wybrać lepszych i dać im zieloną książeczkę. Wszystkim nie mogę. Jeżeli nie dam komuś, u kogo w trakcie stania w jeszcze dłuższej kolejce rozwinie się rak, to pacjent będzie miał żal do mnie, a nie do ministra, a ja będę musiała z tym żyć" – pisze autorka listu.

"Dlaczego nie mogę dać wszystkim? Bo muszę mieć trafienia! Trafienia to jest określenie ministra na pacjenta z chorobą nowotworową. Wydam 30 książeczek, pacjent przejdzie diagnostykę i teraz oceni moją pracę urzędnik. Jeżeli będę miała od 0 do 1 trafień, to zostanę skierowana na karne szkolenie, a za wykonaną pracę mi nie zapłacą. Czyli [jeśli] badając w kierunku choroby nowotworowej 30 pacjentów nie znajdę u nikogo rozwiniętego raka, to będę ukarana szkoleniem i finansowo. Teraz badam nawet stu ludzi, żeby wykryć jednego raka. Moja sytuacja się poprawi, jeżeli będę miała 2 trafienia, dostanę wtedy 20 złotych i nie będę karana upokarzającym szkoleniem. Ta kwota rośnie i przy stosunku 1 trafienie na 5 sięga ponad 100 złotych. Cały czas cytuję umowę! Staniemy więc z pacjentem po przeciwległej stronie – on będzie się cieszył, że nie ma raka, ja będę miała poważny problem. Będę więc unikała zielonych książeczek jak ognia albo wydam je wszystkim" – opisuje absurdalne przepisy lekarka. "Jeżeli nie wydam, to minister wygrał, bo lekarze są źli i nie chcą pracować, jak wydam, to nie wytrzymam finansowo (bo za tę diagnostykę zapłacę z puli POZ) i dołożę do pracy kolejne wypisywanie książeczek, sprawozdań. Wydłuży się więc kolejka pacjentów u mnie. Wąskie gardło w postaci zbyt małej ilości zakontraktowanych kolonoskopii pozostaje. Tyle, że teraz za to odpowiadam ja, nie minister."

"Zmasowane kontrole, nagonka w mediach. Bardzo się boję"

Lekarka krytykuje także zmiany dotyczące weryfikacji ubezpieczeń zdrowotnych pacjentów za pomocą systemu e-WUŚ (Elektroniczna Weryfikacja Uprawnień Świadczeniobiorców). "Dwa razy w tygodniu trafia się pacjent, który e-WUŚ wyświetla w kolorze czerwonym – pacjent nieubezpieczony. W większości są to pacjenci, którzy mają ubezpieczenie i faktem, że świecą na czerwono, są oburzeni. Teraz pacjent wypisuje oświadczenie, że jest ubezpieczony i my przyjmujemy takiego pacjenta nieodpłatnie. NFZ płaci za takiego pacjenta. Teraz NFZ przestaje płacić za pacjentów świecących na czerwono (w mojej praktyce 11%). Czyli jak pacjent świeci na czerwono i wypisze nam oświadczenie, to za jego leczenie i wizytę nie zapłaci nikt. Pieniądze zostają w funduszu. Kolejna oszczędność ministra" – oburza się kobieta i dodaje, że "takich pułapek jest więcej".

"W tym roku mija 30 lat mojej pracy i zawsze byłam po stronie pacjenta, bo sama też jestem pacjentką i to z wiekiem coraz częściej i boleśniej. Ministrowie się zmieniają, a ja od 30 lat o 8.00 wołam "Proszę!" (teraz parę minut później. bo ładuje się komputer)" – podsumowuje lekarka. "Tej pracy nie chcą wykonywać młodzi lekarze i jak nic się nie zmieni, to po pięciu latach nastąpi poważny kryzys w służbie zdrowia na poziomie POZ. Wtedy obecny minister będzie już miał inną posadę, równie prestiżową i pozbawioną osobistej odpowiedzialności jak teraz, ale my zostaniemy na dole, pacjenci i lekarze" – przewiduje.

"Dlaczego inni [lekarze] podpisali? My nie podpisaliśmy, i [zobaczcie] jakie mamy kłopoty, a strach pomyśleć, co nas czeka. Straszą nas przez telefon, jeżdżą do prywatnych domów. Ruszyły zmasowane kontrole. Nagonka bezpardonowa w mediach. Kłamstwa, półprawdy, wyrwane z kontekstu słowa. Ja się boję bardzo i nie dziwię się, że inni też się boją. Tylko zwarta grupa może się przeciwstawić" – dzieli się przeżyciami.

"Jeżeli my przegramy, to tak naprawdę przegrają pacjenci" – kończy swój list, prosząc czytelników o rozpowszechnianie go wśród ich znajomych.

Niedawno w naszym serwisie zamieściliśmy podobny komentarz sekretarza Naczelnej Izby Lekarskiej, dr. Konstantego Radziwiłła.
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 6 grudnia

Oto nasz Pan przyjdzie z mocą
i oświeci oczy sług swoich..

Dziś w Kościele:
+ piątek, I tydzień Adwentu, wspomnienie obowiązkowe św. Mikołaja, biskupa
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 29,17-24; Ps 27,1.4.13-14; Mt 9,27-31
+ Komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -