21 sierpnia
wtorek
Joanny, Kazimiery, Piusa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Efekt nowego premiera

Ocena: 4.22857
2300

Wystarczyło słuchać uważnie prezesa PiS, aby się przekonać, że planował zwrot w wizerunku i polityce rządu od miesięcy.

fot. PAP/Radek Pietruszka

Chyba żaden z obozów rządzących po 1989 r. nie przeprowadził tak śmiałej operacji wymiany ministrów kontrowersyjnych, skonfliktowanych z opozycją, ale i z różnymi środowiskami, za to ważnych dla części własnego zaplecza. Może to świadczyć, że Jarosław Kaczyński, ostateczny autor tych decyzji, ma poczucie siły swojej partii. Albo (względnie, ale też), że jest tak bardzo zdeterminowany, żeby tę własną partię zmienić, przebudować.

Nie miało się wrażenia poczucia siły, kiedy krótko i niezbyt pewnie apelował o zaufanie do najwierniejszych na kolejnej miesięcznicy smoleńskiej. Ale wobec tych ludzi, przywiązanych do odwołanego Antoniego Macierewicza, musiał przecież okazać szczególną ostrożność i cierpliwość.

 

Warto słuchać Kaczyńskiego

Niektórzy nadal uważają go za lidera planującego na sto kroków naprzód. Za kogoś, kto może nawet specjalnie trzymał spornych ministrów, żeby ich zrzucić z sań w połowie kadencji. Jak w dowcipie o ciasnym mieszkaniu, z którego rabin nakazuje usunąć wcześniej specjalnie dokwaterowaną kozę. Inni w ten geniusz zaczynają powątpiewać. Pośród rozgoryczonych zwolenników Macierewicza krąży opinia, że Kaczyński uległ „złym duchom”: prezydentowi Andrzejowi Dudzie i nowemu premierowi Mateuszowi Morawieckiemu.

Można dyskutować, czy Kaczyński miał od początku intencję zdymisjonowania Macierewicza. Z jego – Kaczyńskiego – otoczenia na dwa dni przed operacją płynęły sygnały, że nie. Ale sens rekonstrukcji objaśnił już wiele miesięcy temu: na konwencji PiS w Przysusze, mówiąc o „nowych warunkach”, jakie zaczynają się ujawniać.

Przeoczono te sugestie po części dlatego, że był to scenariusz na wyciszenie i uspokojenie, jednak ogłaszany w przededniu najbardziej rewolucyjnego ruchu: uderzenia w korporację sędziowską. Potem doszły konflikty z prezydentem o jego weto. Ale Kaczyński znowu powtarzał, że prezydencki opór wymaga nowych metod rządzenia. Wystarczyło go tylko uważnie słuchać.

Pierwszym sensem rekonstrukcji było zastąpienie menadżerskim nadzorcą innych ministrów premier Beaty Szydło, będącej bardziej emblematem niż realnym szefem. Zrazu miał nim być sam Kaczyński. Skończyło się na Morawieckim, który może się okazać menedżerem mniej skutecznym, bo niemającym samodzielnego autorytetu. Ale za to wnosi inne walory. Może zacząć od nowa dyplomatyczną grę z Europą. A w kraju apelować do innych grup wyborców, nie tracąc jednak starych.

 

Wrażenie nowego PiS

Zmiana ministrów to inna lekcja. Upada polityk czerpiący swoje prawo do samowolnych ruchów z prawicowego radykalizmu. Pełen niekonwencjonalnych pomysłów, ale też obwiniany o chaotyczne ich wykonywanie, mnożenie niepotrzebnych, a czasem nieprawdziwych wypowiedzi, a wreszcie i o konflikty wewnątrz rządzącego obozu – mowa o Antonim Macierewiczu. Trochę dotyczy to i innych odwołanych członków rządu. Można nie wiedzieć, kto ma rację w sporze o gospodarkę w Puszczy Białowieskiej, ale już bezkarność Jana Szyszki przy okazji forsowania lobbystycznej ustawy o wycince drzew wynikała z jego pozycji na prawej flance obozu, z wpływów w kręgach słuchaczy Radia Maryja. I z tego, że był atakowany przez przeciwników PiS.

Kaczyński wybrał powrót do jednej drużyny z początku kadencji.

Ten mechanizm dotyczył w jakiejś mierze i Witolda Waszczykowskiego. Jego można uznać za kozła ofiarnego, bo miał od początku słabą pozycję, a bywał twardy w wystąpieniach raczej na zamówienie samego prezesa. Ale też płaci za swoją zbytnią kontrowersyjność.

W teorii zmienia się więc kryterium polityki kadrowej w rządzie. Więcej dyscypliny i spójności, mniej hałasu i budzenia konfliktów – zdaje się mówić Morawiecki. Oczywiście, Macierewicz płaci także za podjazdowe wojny z prezydentem, a Kaczyński wybrał powrót do jednej drużyny z początku kadencji. Ale to on sam, a nie Andrzej Duda jest autorem tego zwrotu. Nieco inaczej ma od tej pory wyglądać prawica, a już na pewno rząd prawicy.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI