Granice kłamstwa
Dlaczego ludzie często nie chcą znać prawdy? Przed czym w ten sposób uciekają? – odpowiada profesor socjologii Andrzej Zybertowicz w rozmowie z Markiem Krukowskim.
Dlaczego ludzie godzą się na życie w kłamstwie?
Ludzie – niezależnie od tego, czy robią to świadomie, czy nieświadomie – wybierają sytuacje dla nich dogodniejsze. Odmowa wiedzy, a nawet zaangażowanie się w kłamstwo są często mniej kłopotliwe, mniej kosztowne, przynajmniej w danym momencie, od życia w prawdzie.
W nauce istnieje pojęcie racjonalnej ignorancji. Na czym ono polega?
Gdy koszty pozyskania wiedzy na jakiś temat są wyższe niż oczekiwane przez kogoś korzyści z posiadania tej wiedzy, to racjonalne jest niesięganie po tę wiedzę. W teorii polityki wykorzystywane jest to do tłumaczenia absencji wyborczej. Kiedy partie lansują swoje programy w gęstej otoczce propagandowej, przestudiowanie ich i sprawdzanie, czy politycy je realizują, wymagałoby tak dużo czasu, że spora część wyborców uznaje, iż lepiej nie iść na wybory, niż głosować na chybił trafił.
Inny przykład: w sprawie katastrofy smoleńskiej wytworzono – myślę, że celowo – potężny szum informacyjny. Nawet ktoś z wyższym wykształceniem, kto chciałby wyrobić sobie własną opinię o katastrofie, musiałby przefiltrować tak wiele informacji, że dla kogoś niedysponującego dużą ilością czasu jest to nie do zrobienia.
Czyli odmowa wiedzy jest w pewnym sensie naszym naturalnym stanowiskiem poznawczym?
Chcąc wyjaśnić dowolne zjawisko – np. zrozumieć, dlaczego spora część społeczeństwa przymyka oko na kłamstwa i manipulacje – warto uwzględnić pewne uniwersalne prawidłowości działania ludzkiego umysłu. Podlegamy zasadzie tzw. skąpca poznawczego. „Skąpstwo” wiąże się z tym, że umysł ludzki oszczędza swoje zasoby na sytuacje kryzysowe. Dlatego też ogromną liczbę informacji przetwarza automatycznie. Takie przetwarzanie informacji angażuje niedużą część zasobów umysłu. Myślenie automatyczne jest łatwe; myślenie świadome, zwłaszcza zaś kreatywne, gdy samodzielnie przetwarzamy nowe informacje, trudne i często wymaga dużego wysiłku.
I jak to się ma do sytuacji medialnej po katastrofie smoleńskiej?
Medialne lansowanie przez szereg miesięcy schematu tzw. nacisków – oto pijany generał pod wpływem prawdopodobnie także pijanego, fanatycznego prezydenta zmusił pilotów do lądowania w niebezpiecznych warunkach – wytworzyło pewne, nie do końca przez ludzi uświadamiane, automatyzmy myślowe. W takiej sytuacji w odpowiedzi na pytanie o przyczyny katastrofy łatwiej jest umysłowi sięgać po te automatyzmy, niż podjąć samodzielne, pracochłonne i często stresujące przetwarzanie informacji. Powtórzenie informacji po kimś, komu się ufa, niezależnie od tego, czy to zaufanie jest uzasadnione, czy też nie, jest o wiele łatwiejsze.
A druga prawidłowość?
Mechanizm dysonansu poznawczego. Weźmy wyborcę, który głosował na PO w 2007 roku, gdyż uwierzył, że trzeba odsunąć PiS od władzy, bo Jarosław Kaczyński budował tajne państwo policyjne podsłuchów, manipulacji i brutalnego ingerowania w życie obywateli. Wyborca taki sądzi, że przyjął prawidłową ocenę sytuacji, a nie, że dał się wykiwać propagandystom. Gdy po czterech latach rządów PO tych domniemanych zbrodni PiS nie dało się udowodnić, taki wyborca ma do wyboru dwie opcje. Albo uznać, że się pomylił, że został zmanipulowany i przesunąć swoje sympatie polityczne, albo też, wbrew faktom, pozostać przy dotychczasowych politycznych sympatiach. Gdyby wyborca dopuścił myśl, że został oszukany, musiałby także uznać, że jest frajerem, którego łatwo nabrać. Ale jego złość nie skieruje się w stronę PO i zaprzyjaźnionych propagandystów. I nie tylko dlatego, że ich nie ma pod ręką. Wielu wyborców zostało – na poziomie półświadomym – związanych z PO w taki sposób, że są w stanie odrzucić PO tylko z jednoczesną krytyką samego siebie. Kiedy zaś człowiek zaczyna myśleć o sobie jako o frajerze...
...i w związku z tym to jakby tłumi...
Tak jest. Normalny, zdrowy psychicznie człowiek chce zachować dobrą samoocenę, obraz siebie jako człowieka inteligentnego, żyjącego zgodnie z deklarowanym systemem wartości. A w sytuacji, o której mówimy, musiałby sobie powiedzieć, po pierwsze, że został zmanipulowany, że dał się nabrać, czyli że nie jest taki inteligentny, jak myślał. A po drugie, że oddając władzę ludziom, którzy go oszukali, prawdopodobnie zarazem zrobił coś złego dla swego kraju. Jako wyborca być może jest współodpowiedzialny za kiepskie rządy PO, czyli za część zła – np. w służbie zdrowia – jakie mamy w Polsce. I broniąc się przed takim zaniżeniem swojej samooceny, woli myśleć, jak podpowiadają mu niektórzy propagandyści, że PiS-owskie zbrodnie były aż tak głęboko utajone, iż sejmowym komisjom śledczym nie udało się ich odkryć. Wobec tego jest skłonny w tym momencie jeszcze bardziej nienawidzić PiS.
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...




