2 grudnia
piątek
Balbiny, Bibianny, Pauliny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Jaka demokracja?

Ocena: 0
6081
– Absolutyzujemy demokrację – uważamy ją za najlepszy ustrój. A trzeba ją stale pielęgnować, żeby nie przerodziła się w większe zło – przypomina historyk filozofii Krzysztof Rak
Z Krzysztofem Rakiem, historykiem filozofii, rozmawia Monika Odrobińska


Czego oczekujemy od demokracji?


Zwolennicy demokracji jako utopijnego ideału wierzą, że raj można osiągnąć na ziemi. Myśliciele konserwatywni, wywodzący się od Platona, twierdzą, że świat idealny jest poza nami i nie jest do osiągnięcia na ziemi. To pytanie prowadzi nas do kolejnego: czy człowiek jest stąd, czy stamtąd – czy jest wytworem natury czy Boga? Dziś nam się to wszystko pomieszało. Ci, którzy kiedyś wierzyli w komunistyczny raj na ziemi, dziś swoją wiarę przenieśli na specyficznie rozumianą idealną demokrację.


Nasza demokracja jest więc kontynuacją komunistycznego raju na ziemi?


To tylko przeniesienie tych samych oczekiwań w inną stronę. Charakterystyczne jest, że po 1989 r. wielu marksistów „nagle” stało się demokratami. W Polsce doszła do tego propaganda sukcesu elit, które wtedy przejęły władzę. To są elity pomarksistowskie, Adam Michnik był kiedyś przecież zwolennikiem idei komunistyczno-marksistowskiej. Tadeusz Mazowiecki – przedstawiciel tzw. opozycji – także blisko współpracował z państwem komunistycznym, współuczestniczył w zwalczaniu Kościoła. Problem z demokracją polega na tym, że ją absolutyzujemy – uważamy za najlepszy ustrój. A zapomnieliśmy, że demokracja to ustrój najlepszy ze złych i należy ją stale pielęgnować, żeby nie przerodziła się w większe zło. Zresztą, podczas transformacji wzorowaliśmy się na obcych tradycjach demokracji, znanych w państwach zachodnich, zamiast czerpać z polskiego wzoru, który sprawdził się za czasów II RP.


Czyli III RP jednak nie zdała egzaminu z demokracji?


Demokracja opiera się na równowadze pomiędzy dwoma zasadami: równości i wolności. Wahnięcie w którąkolwiek stronę powoduje kryzys demokracji. Za dużo równości prowadzi do dyktatury. Nam to w czasach transformacji nie groziło, bo równość kojarzyła nam się z komunistyczną urawniłowką: biedą i poddaństwem. Z kolei za dużo wolności wiedzie do anarchii i oligarchii. I my jesteśmy na tej drodze. Nasza demokracja ma cechy oligarchiczne.

Platon pokazywał, że zbaczanie na ścieżkę oligarchii jest naturalną tendencją demokracji. W każdej społeczności masa demokratyczna jest bierna i musi być ktoś, kto nią pokieruje. Zwykle kierują ci, którzy mają pieniądze. W demokracji ateńskiej, jeśli ktoś chciał zająć się polityką, musiał mieć źródło dochodu: albo ze swojej pracy, albo od oligarchy. Przy czym jeśli był finansowany przez oligarchę, musiał reprezentować jego interesy.


Skąd u nas tendencje do oligarchizacji demokracji?

Jak we wszystkich krajach postkomunistycznych, wynika ona z modelu transformacyjnego, który był wymyślony w Moskwie: na pierwszym etapie transformacji uwłaszczani byli przedstawiciele byłej partii komunistycznej. U schyłku ZSRR uwłaszczyli się tam działacze młodzieżówki komunistycznej, np. Michaił Chodorkowski czy Julia Tymoszenko. W założeniu komuniści mieli utrzymać własność.
Podczas transformacji wzorowaliśmy się na obcych modelach demokracji, znanych w państwach zachodnich, zamiast czerpać z polskiego, który sprawdził się za czasów II RP
W Polsce uwłaszczenie nie przebiegało na taką skalę, ale tu także zachodziły procesy na styku państwa, służb specjalnych i aparatu partyjnego. Nasza oligarchizacja różni się od rosyjskiej tym, że w Polsce proces uwłaszczenia w większym stopniu dotyczył służb specjalnych. Wielu najbogatszych i najbardziej wpływowych Polaków było kiedyś w służbach.


Naszą transformacją ustrojową sterowała Moskwa? Wielu Polakom odbiera Pan teraz poczucie, że to „myśmy” obalili komunizm.

To dobry przykład na to, jak się nas okłamuje. Polakom wmawia się, że pokonali komunizm. To ja pytam: jak to było możliwe – bezkrwawo – przy kilkuset tysiącach stacjonujących tu żołnierzy Armii Czerwonej? To musiało być za wiedzą ZSRR. Zresztą, jeszcze w 1985 r. Rosjanie mówili wprost, że na swoich bagnetach nie będą utrzymywać naszego nieudolnego reżimu. Pytam dalej: o jakim pokonaniu komunizmu mówimy, skoro ci, którzy rządzili za komuny, uwłaszczyli się i w 1993 r. wrócili do władzy, a w 1995 r. ją opanowali?

Daliśmy sobie wmówić kłamstwo o niekomunistycznym rządzie w 1989 r., tymczasem najważniejsze funkcje otrzymali wówczas komuniści. Popatrzmy też, kto nam wmawia, że to my obaliliśmy ten komunizm „siłą woli i godnością osobistą”: Komorowski, Michnik, Mazowiecki. Kreują się na bohaterów. Większość poważnych historyków mówi, że komunizm upadł przede wszystkim z powodu wewnętrznego kryzysu. Świadomość upadku tego systemu inteligentni komuniści mieli już w latach 60. Pytanie tylko, w którym momencie w Moskwie zapadła decyzja o transformacji ustrojowej.


Czyli „porozumienie” Okrągłego Stołu też jest kłamstwem?

Komuniści nie byli idiotami. Z obu stron, które zasiadły przy Okrągłym Stole, to właśnie oni, a nie opozycja, mieli pojęcie o mechanizmach politycznych i gospodarczych. Wyciągnięto nagle Leszka Balcerowicza, który miał przeprowadzić reformy gospodarcze. Nie było on żadnym opozycjonistą, tylko działaczem PZPR.

Oligarchizacja, która się dokonała po 1989 r., ma związek z rodzajem transformacji ustrojowej. Opozycjoniści budowali dziwną demokrację, bo bez instytucji demokratycznych. Przeciwni byli np. wprowadzaniu systemu partii politycznych. Dziś dwie największe partie to partie wodzowskie. Paradoksalnie, partie postkomunistyczne – SLD i PSL – są bardziej demokratyczne, bo zmieniają szefostwo. Jak długo PO utrzyma się bez Tuska? Czy PiS istniałoby bez Kaczyńskiego?
Absolutyzujemy demokrację – uważamy ją za najlepszy ustrój. A trzeba ją stale pielęgnować, żeby nie przerodziła się w większe zło
W Niemczech – a jest to kraj, na który warto się oglądać – nie ma partii wodzowskich, są partie ludowe. Tam, żeby zrobić karierę w polityce, trzeba przejść przez wszystkie jej szczeble, co oznacza, że trzeba być wybranym w demokratyczny sposób. Tuska i Kaczyńskiego nikt nie wybierał na szefów partii – sami je założyli. Ewy Kopacz też nikt nie wybrał, zmiana władzy w PO zaszła w niedemokratyczny sposób – wynikła z woli wodza.


Jak mówić o demokracji w Polsce, jeśli dwiema największymi partiami nie rządzą mechanizmy demokratyczne?


Na wyższe stanowiska powinna wieść ścieżka demokratyczna: sprawny polityk najpierw musi zachęcić do głosowania na siebie tysiąc osób z dzielnicy, potem kilkadziesiąt tysięcy osób z miasta, kilkaset tysięcy osób z województwa itd. Jeśli na kolejnych szczeblach wciąż zyskuje poparcie społeczne, dojdzie do najwyższych stanowisk. W Polsce zaś najważniejsze funkcje otrzymuje się niejako za darmo. To scheda komunistyczna. Podsumowując ten wątek: z demokracji pozostała nam sama forma, ale już nie treść. Większość obywateli ma coraz mniejszy wpływ na decyzje władzy. To zjawisko jest widoczne także na Zachodzie: mamy do czynienia z postdemokracją. Dla niej od interesu obywateli ważniejsi są przywódcy.


W demokracji szczególne miejsce zajmują media – czwarta władza. Czy mamy równość w dostępie do informacji?

Równemu dostępowi do informacji nie sprzyja komercjalizacja mediów – bo te działają według logiki rynku reklamowego. Przedstawiciel jednej z największych prywatnych stacji sam przyznał, że jego telewizja działa w imieniu elektoratu jednej partii i skierowana jest do grupy wiekowej 16–49 lat. I do jej oczekiwań dostosowany jest przekaz, zgodny z jej potrzebami i sposobem konsumpcji. W ten sposób grupa ta staje się uprzywilejowana dla mediów i polityków.

Polski system medialny jest zaburzony. Powrócę do przykładu Niemiec. Tam media dają obywatelowi niezależną informację, by sam dokonał świadomego wyboru między różnymi opcjami. Nie oznacza to, że dziennikarze nie mogą mieć swoich sympatii politycznych. Ale nie mogą dać traktować siebie jako funkcjonariuszy partii.

Zresztą, to nie upartyjnienie mediów jest ich głównym problemem, ale tabloidyzacja, czyli maksymalne uproszczenie przekazu i nastawienie na tworzenie postaw konsumpcyjnych u odbiorców.
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 2 grudnia

Piątek, I tydzień Adwentu - dzień powszedni
Oto nasz Pan przyjdzie z mocą
i oświeci oczy sług swoich.

+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Mt 9, 27-31
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

Aplikacja Rodzina Rodzin

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter