Kiwanie oświaty
Przerzucenie finansowania edukacji na samorządy okazało się majstersztykiem władzy. A że większość gmin do oświaty dokłada, to i one próbują na niej zaoszczędzić. Gdzie się da i jak tylko się da.
Pomysł reformatorów z ministerstw edukacji narodowej i finansów na pozbycie się „szkolnego balastu” był prosty: w ramach decentralizacji ustawa kompetencyjna wprowadza od 1 stycznia 1994 r. przejęcie obowiązku prowadzenia szkół podstawowych przez gminy. Te zaś – a nie bezpośrednio szkoły – otrzymują od państwa celową subwencję oświatową, obliczoną zgodnie z algorytmem podanym przez MEN dla każdego ucznia. Wobec uczniów ministerstwo edukacji zastosowało dwie tzw. wagi: więcej pieniędzy na ucznia wiejskiego, mniej na miejskiego. Subwencja była zależną jedynie od liczby i kategorii „wagowej” uczniów kwotą, która od początku nie miała przełożenia na rzeczywiste koszty prowadzenia szkół. Z początku subwencje były wyższe niż wydatki gmin na edukację. W dodatku państwa nie obchodziło, jak i czy w ogóle na oświatę będą wydawane, stąd gminy przyjmowały je chętnie; mogły z nich nawet czasem coś odłożyć.
W roku 1999 kolejna reforma wprowadziła trzystopniowy system szkół. Podstawówki, gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne już w całości przeszły w zarządzanie samorządów, a gminy zaczęły odczuwać finansowe niedogodności nowego systemu. W imię promocji nowych trendów wprowadzano wciąż nowe wagi: dla uczniów pełno- i niepełnosprawnych, chodzących do gimnazjów, liceów, szkół zawodowych, sportowych, muzycznych, specjalnych itd. Kwoty subwencji, choć z roku na rok podnoszone, szybko przestały nadążać za rosnącymi kosztami utrzymania szkół i podwyżek dla nauczycieli, które – zgodnie z Kartą Nauczyciela – wprowadzał rząd, a wypłacały samorządy. Wtedy to rozpoczęło się wzajemne kiwanie w grze między władzami centralnymi, lokalnymi oraz środowiskiem szkolnym i rodzicami uczniów, gdzie za piłkę służy zgniłe jajo finansowania oświaty.
MINISTERSTWO RZĄDZI
Gminy mimo upływu lat zdają się wciąż nie przyjmować do wiadomości, że nie są tylko pośrednikami w finansowaniu oświaty przez państwo. Stąd niemal wszyscy, od wójtów gmin wiejskich po prezydentów miast, zrzucają z siebie odpowiedzialność, powtarzając jak mantrę: „nie stać nas na dokładanie do oświaty, ponieważ subwencja jest za niska”. Rzecznik prasowy MEN Grzegorz Żurawski nie pozostawia jednak złudzeń.
– Subwencja oświatowa nie jest po to, żeby utrzymywać szkoły. Jest dodatkiem, który państwo daje samorządom. Już w Konstytucji jest napisane, że to one mają utrzymywać szkoły z własnych dochodów – mówił niedawno w telewizyjnym programie „Bliżej” Jana Pospieszalskiego. W całym kraju odbywają się protesty przeciwko zamykaniu z powodu braku środków finansowych szkół. – My Polacy – komentuje je rzecznik Żurawski – umówiliśmy się w 1994 r., że rząd ustanawia prawo, wykonuje je zaś samorząd. Zgodziliśmy się na to, by dać samorządom wolność. Bardzo się cieszę, że wreszcie doczekaliśmy się, niestety w takich okolicznościach, społeczeństwa obywatelskiego; że młodzi ludzie wiedzą, iż powinni (ze swoimi pretensjami – przyp. RM) pójść do wójta, którego wybrali, by dla nich prowadził szkoły – mówi.
WAŻENIE UCZNIÓW
W kiwaniu pomaga nieraz sam system wspomnianych wag. W rozporządzeniu minister edukacji Krystyny Szumilas z 20 grudnia 2011 r. o podziale tegorocznej subwencji wyróżniono ich aż 41. I konia z rzędem temu, kto – poza urzędnikami MEN i Biurami Finansów Oświaty – umie wyliczyć dokładnie, ile pieniędzy idzie z kasy państwa do gminy za konkretnym uczniem. Dość, że na subwencję przeznaczono 38,711 mln zł, czyli o 4,8 proc. więcej niż w roku 2011, a kwota bazowa, z której – w oparciu o wagi – wylicza się kwoty za uczniów, to 4937 zł, czyli o 219,74 zł (4,7 proc.) więcej niż przed rokiem.
„Najlżejsi”, czyli tacy, za którymi idzie do gmin najmniej pieniędzy, są np. uczniowie korzystający z placówek realizujących zadania pozaszkolne w miastach. „Najciężsi” to dzieci autystyczne oraz z orzeczeniem o szczególnych potrzebach edukacyjnych pobierające naukę na wsiach.
Wiele samorządów umie niuanse wagowe sprytnie wykorzystać, preferując m.in. powstawanie na swoim terenie szkół integracyjnych zamiast przedszkoli. Różne organizacje powołane, by monitorować pracę władz centralnych i lokalnych w Polsce, raz po raz informują, że np. urzędnicy MEN w Gdańsku „zgubili” grupę uczniów ze szkół z językiem kaszubskim, czyli tych „cięższych”. Innym razem ktoś policzył uczniów z klas integracyjnych jak klasy normalne. Z kolei zdarza się, że burmistrzowie zgłaszali jako szkoły wiejskie szkoły na obrzeżach miast. I ministerstwo, i gminy kombinują, jak by tu wydać mniej lub dostać więcej. Takie oszczędzanie to jednak nic w porównaniu z szeroką falą likwidowanych lub przenoszonych i łączonych w zespoły szkół.
O PRZYSZŁOŚĆ WSI
Z prowadzenia publicznych szkół i przedszkoli samorządy nie mogą się zwolnić. Mogą jednak – co przewidują reguły tej gry – dawać poszczególnym zawodnikom czerwone kartki, argumentując to względami finansowymi, poziomem placówek i malejącą w nich liczbą uczniów. I są to argumenty często mające realne podstawy, skoro, jak się oblicza, około 20 proc. gmin wydaje na edukację więcej, niż wynoszą łącznie ich wszystkie dochody. Wiele zaś miast – jak Warszawa czy Kraków – do każdej złotówki subwencji dokłada niemal dwa złote.
Wstecz...
W roku 1999 kolejna reforma wprowadziła trzystopniowy system szkół. Podstawówki, gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne już w całości przeszły w zarządzanie samorządów, a gminy zaczęły odczuwać finansowe niedogodności nowego systemu. W imię promocji nowych trendów wprowadzano wciąż nowe wagi: dla uczniów pełno- i niepełnosprawnych, chodzących do gimnazjów, liceów, szkół zawodowych, sportowych, muzycznych, specjalnych itd. Kwoty subwencji, choć z roku na rok podnoszone, szybko przestały nadążać za rosnącymi kosztami utrzymania szkół i podwyżek dla nauczycieli, które – zgodnie z Kartą Nauczyciela – wprowadzał rząd, a wypłacały samorządy. Wtedy to rozpoczęło się wzajemne kiwanie w grze między władzami centralnymi, lokalnymi oraz środowiskiem szkolnym i rodzicami uczniów, gdzie za piłkę służy zgniłe jajo finansowania oświaty.
MINISTERSTWO RZĄDZI
Gminy mimo upływu lat zdają się wciąż nie przyjmować do wiadomości, że nie są tylko pośrednikami w finansowaniu oświaty przez państwo. Stąd niemal wszyscy, od wójtów gmin wiejskich po prezydentów miast, zrzucają z siebie odpowiedzialność, powtarzając jak mantrę: „nie stać nas na dokładanie do oświaty, ponieważ subwencja jest za niska”. Rzecznik prasowy MEN Grzegorz Żurawski nie pozostawia jednak złudzeń.
Subwencja oświatowa
nie służy finansowaniu szkół - przyznaje MEN.
Jaki więc jest jej cel?
– Subwencja oświatowa nie jest po to, żeby utrzymywać szkoły. Jest dodatkiem, który państwo daje samorządom. Już w Konstytucji jest napisane, że to one mają utrzymywać szkoły z własnych dochodów – mówił niedawno w telewizyjnym programie „Bliżej” Jana Pospieszalskiego. W całym kraju odbywają się protesty przeciwko zamykaniu z powodu braku środków finansowych szkół. – My Polacy – komentuje je rzecznik Żurawski – umówiliśmy się w 1994 r., że rząd ustanawia prawo, wykonuje je zaś samorząd. Zgodziliśmy się na to, by dać samorządom wolność. Bardzo się cieszę, że wreszcie doczekaliśmy się, niestety w takich okolicznościach, społeczeństwa obywatelskiego; że młodzi ludzie wiedzą, iż powinni (ze swoimi pretensjami – przyp. RM) pójść do wójta, którego wybrali, by dla nich prowadził szkoły – mówi.
WAŻENIE UCZNIÓW
W kiwaniu pomaga nieraz sam system wspomnianych wag. W rozporządzeniu minister edukacji Krystyny Szumilas z 20 grudnia 2011 r. o podziale tegorocznej subwencji wyróżniono ich aż 41. I konia z rzędem temu, kto – poza urzędnikami MEN i Biurami Finansów Oświaty – umie wyliczyć dokładnie, ile pieniędzy idzie z kasy państwa do gminy za konkretnym uczniem. Dość, że na subwencję przeznaczono 38,711 mln zł, czyli o 4,8 proc. więcej niż w roku 2011, a kwota bazowa, z której – w oparciu o wagi – wylicza się kwoty za uczniów, to 4937 zł, czyli o 219,74 zł (4,7 proc.) więcej niż przed rokiem.
„Najlżejsi”, czyli tacy, za którymi idzie do gmin najmniej pieniędzy, są np. uczniowie korzystający z placówek realizujących zadania pozaszkolne w miastach. „Najciężsi” to dzieci autystyczne oraz z orzeczeniem o szczególnych potrzebach edukacyjnych pobierające naukę na wsiach.
Wiele samorządów umie niuanse wagowe sprytnie wykorzystać, preferując m.in. powstawanie na swoim terenie szkół integracyjnych zamiast przedszkoli. Różne organizacje powołane, by monitorować pracę władz centralnych i lokalnych w Polsce, raz po raz informują, że np. urzędnicy MEN w Gdańsku „zgubili” grupę uczniów ze szkół z językiem kaszubskim, czyli tych „cięższych”. Innym razem ktoś policzył uczniów z klas integracyjnych jak klasy normalne. Z kolei zdarza się, że burmistrzowie zgłaszali jako szkoły wiejskie szkoły na obrzeżach miast. I ministerstwo, i gminy kombinują, jak by tu wydać mniej lub dostać więcej. Takie oszczędzanie to jednak nic w porównaniu z szeroką falą likwidowanych lub przenoszonych i łączonych w zespoły szkół.
O PRZYSZŁOŚĆ WSI
Z prowadzenia publicznych szkół i przedszkoli samorządy nie mogą się zwolnić. Mogą jednak – co przewidują reguły tej gry – dawać poszczególnym zawodnikom czerwone kartki, argumentując to względami finansowymi, poziomem placówek i malejącą w nich liczbą uczniów. I są to argumenty często mające realne podstawy, skoro, jak się oblicza, około 20 proc. gmin wydaje na edukację więcej, niż wynoszą łącznie ich wszystkie dochody. Wiele zaś miast – jak Warszawa czy Kraków – do każdej złotówki subwencji dokłada niemal dwa złote.
Wstecz...
piątek, 18 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...




