24 czerwca
niedziela
Jana, Danuty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Państwo, sojusze i miłość bliźniego

Ocena: 0
1093

John Paul II the Great – mówią moi znajomi amerykańscy katolicy. Przydomek „Wielki” przy imieniu papieża Polaka można także znaleźć w tutejszej prasie katolickiej.

Pomnik Jana Pawła II i Ronalda Reagana w Gdańsku; fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Jan Paweł II odbył 104 pielgrzymki, odwiedził 129 krajów i spotkał się z przywódcami państw, często zupełnie nieprzychylnymi chrześcijaństwu. Ponadto przyjął w Watykanie wielką liczbę różnych polityków, którzy niekoniecznie przybywali z przyjacielską wizytą. Mimo to wszystkie spotkania odbywały się bez zgrzytów, co nie znaczy, że Jan Paweł II każdemu prawił komplementy lub czynił ustępstwa i nieustannie nadstawiał drugi policzek. Trudno znaleźć innego przywódcę tak niezłomnie walczącego o prawa człowieka, wolność i prawdę. Od obrony praw swego narodu, poprzez krytykę Fidela Castro podczas wizyty na Kubie, po zdecydowany sprzeciw wobec planów zbrojnego usunięcia Sadama Husseina od władzy – Jan Paweł II stawiał sprawy jasno. Jeśli trzeba było, to nawet publicznie groził palcem, jak to miało miejsce w przypadku o. Miguela d’Escoto Brockmanna, duchownego i ministra spraw zagranicznych w marksistowskim rządzie sandinistów w Nikaragui. Stojąc obok prezydenta Billa Clintona, zadeklarowanego zwolennika aborcji, Jan Paweł II potrafił jednoznacznie podkreślić wagę obrony życia nienarodzonych dzieci i zaapelować o zmianę stanowiska w tej sprawie.

W swych wypowiedziach Jan Paweł II był jednoznaczny, ale w żadnym przypadku nie niszczył przeciwnika. Wartości katolickich bronił nie w drodze wytykania myślącym inaczej, że w taki czy inny sposób grzeszą. Jego celem nigdy nie było udowodnienie swojej wyższości czy też sprowadzenie przeciwnika do parteru. Nie do pomyślenia jest, by Jan Paweł II zarzucił innym, że oni też dokonywali zbrodni, tak jak to niedawno uczynił nasz polityk w Monachium. Wzajemne obrzucanie się błotem to dziedzina, w której celują „Grossowie” – i w tych zawodach nie da się z nimi wygrać. Naszym zadaniem musi być podkreślanie naszych zasług, bo tu właśnie leży nasza wyższość.

 

W postawie dialogu

U podłoża postawy papieża Polaka, postawy, która zaskarbiła mu przydomek „Wielki”, leżała właśnie miłość bliźniego. On zawsze szukał wspólnej płaszczyzny z rozmówcą, pragnął poznać jego racje, a nie zamykał się w swojej prawdzie, mimo że dla chrześcijan prawda jest nadana „z góry” – jest obiektywna. Nakaz miłości bliźniego zasadza się na tym, że wszyscy jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga i z tego tytułu każda osoba posiada niezbywalną godność, którą, pomimo niedoskonałości każdego z nas, należy doceniać i szanować. Stąd dialog jest jedyną właściwą postawą.

Dialog w żadnym wypadku nie zakłada kapitulacji, ale wynika z nadziei, że przeciwnika uda się przekonać do mojej racji. Taka postawa narzuca cierpliwość w stosunkach nie tylko z jednostkami, ale i z całymi państwami. Na tym właśnie polega skuteczna polityka – własny korzystny wizerunek i sojusze buduje się w mozole, a nie w drodze nieprzemyślanych ustaw, jak na przykład ta o IPN.

Jan Paweł II także bywał atakowany przez środowiska żydowskie. Na przykład Żydzi wielokrotnie poruszali sprawę zrabowanej w 70 r. przez Rzymian wielkiej menory ze świątyni jerozolimskiej. Zrobili to nawet naczelni rabini izraelscy podczas wizyty w Watykanie w 2004 r. To, że Watykan tego skarbu nie posiada, jest oczywiste, ale nieustanne podnoszenie tej kwestii insynuuje, że Watykan jest bezpośrednim spadkobiercą Cesarstwa Rzymskiego. A tym samym cesarza Tytusa, który zburzył Jerozolimę, czyli że antysemityzm chrześcijan sięga wstecz tak daleko. Jeszcze bardziej niedyplomatyczne były nawoływania rabinów, aby papież wyraził skruchę za Holokaust, tak jakby Kościół był współwinny tej tragedii. Jan Paweł II, zgodnie z prawdą historyczną, zawsze wyrażał żałobę z powodu Zagłady i solidarność z narodem żydowskim – i na tym pozytywnym przesłaniu poprzestawał. W żadne kłótnie czy przepychanki słowne, do których był prowokowany, się nie wdawał. On po prostu kochał bliźnich.

 

Godność i kompleksy

Wbrew pozorom, miłość bliźniego jest wręcz niezbędna w realnej polityce, ponieważ wymaga skupienia uwagi na tym, co druga strona chce osiągnąć, wiedzie do zrozumienia i odgadywania co stanowi interes narodowy innych państw. Tym samym pozwala na uniknięcie fatalnej pomyłki, która, niestety, zbyt często cechuje polską politykę zagraniczną – przypisywania innym naszych własnych celów i intencji. Tym sposobem od lat prowadzimy z Izraelem dialog, który wiedzie donikąd, bo zakłada, że syjoniści, tak jak my, cierpią np. na kompleksy niższości i pragną uznania w świecie; stąd pomysły nadawania Żydom polskiego obywatelstwa (szerzej w „Idziemy” 6/2018). W Polsce szefowie MSZ ani przez chwilę nie zaprzątają sobie głowy próbą zrozumienia racji stanu innych państw, tylko uciekają się do doskonale znanego z psychologii mechanizmu projekcji.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły