25 września
wtorek
Aurelii, Wladyslawa, Kleofasa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pół wieku później

Ocena: 0
1386

Środowiska żydowskie sprowadzają historię Marca ‘68 do opowieści o antysemityzmie, pomijając jego wolnościową naturę. Czy mamy przepraszać za Marzec? A za stan wojenny? Sami siebie?

fot. PAP/ Tadeusz Zagoździński

Opowieść o znaczeniu Marca dla dzisiejszej Polski zacznę od końca. Na obchody 70. rocznicy tamtych zdarzeń organizowane przez Uniwersytet Warszawski probowano nie zaprosić Ireny Lasoty. Była ona jedną z organizatorek wiecu 8 marca 1968 r. spacyfikowanego przez milicję. Ba, należała do czołówki tak zwanych Komandosów – lewicowej grupy, która w Marcu ‘68 przeszła chrzest bojowy w starciu z władzą. Ale dziś jest po innej stronie niż Adam Michnik, guru tamtego środowiska.

 

Marcem po głowach

Irena Lasota, żyjąca dziś w USA, dowiedziała się od przedstawiciela UW, że jej współczesna publicystyka jest zbyt „kontrowersyjna”. A przecież młodzież manifestowała w 1968 r. pod hasłem wolności słowa. Lasota wystąpi w innych niż Michnik spotkaniach, w tym organizowanym przez uczelnianą „Solidarność”. Ale na obchodach osiada cień podejścia środowiska Michnika do wszystkich, którzy myślą inaczej.

W latach 80. Marzec ‘68 był jednym z tzw. miesięcy pamięci. Obok Października ‘56, Grudnia ‘70, Czerwca ‘76 i Sierpnia ‘80. Wymieniano je jednym tchem – jako symbol powtarzających się patologii nieakceptowanej władzy i coraz odważniejszych wystąpień społeczeństwa.

Potem Marzec został proklamowany przez liberalną lewicę kamieniem węgielnym III RP. Prof. Jerzy Eisler, autor fundamentalnej pracy o Marcu, zauważa dziś, że ta data zdominowała inne, co prowadziło do przesytu i niezadowolenia różnych środowisk. Zapewne to powód dystansu wobec tej rocznicy także ludzi, którzy kiedyś się z nią identyfikowali.

Obecna władza, choć weźmie udział w obchodach, to także bez entuzjazmu, bo dawni liderzy marcowego sprzeciwu to – z paroma wyjątkami – jej zagorzali przeciwnicy. A przecież aresztowano wtedy za udział w protestach także Antoniego Macierewicza. Na dziedzińcu UW stali 8 marca wśród wiecujących dziewiętnastoletni Lech i Jarosław Kaczyńscy. Masy studentów, które wyległy na ulice wspierane przez uczniów i – wbrew mitowi z „Człowieka z żelaza” Wajdy – także przez młodych robotników, najczęściej nie znały Komandosów. Reagowały na hasło wolności, której w Polsce Władysława Gomułki było bardzo mało. Zaledwie dwa lata wcześniej ten pierwszy sekretarz PZPR, który zawiódł nadzieje Polaków, podjął przy okazji tysiąclecia chrztu Polski wojnę z Kościołem.

Niestety, można się spodziewać wprzęgania rocznicy Marca w dzisiejsze spory. Propaganda liberalnej lewicy głosi, że dzisiejszy spór polsko-izraelski to powtórka tamtych czasów. Środowiska żydowskie, wspierane przez „Gazetę Wyborczą”, żądają od Polski przeprosin za kampanię antysemicką, jaką wtedy rozpętały komunistyczne władze. W uchwale polskiego Senatu znalazła się nawet formułka przeprosin „za Polaków, którzy byli komunistami”. Ale to mało. Demokratyczne państwo i całe społeczeństwo ma się korzyć za mafijną dintojrę ówczesnego kierownictwa PZPR.

 

Marzec, czyli czystka

Ta dintojra trwała od lata 1967 r. i była częścią polityki bloku sowieckiego, od momentu, kiedy Moskwa zdecydowała się poprzeć państwa arabskie w starciu z Izraelem w tzw. wojnie sześciodniowej. Zaczęła się wtedy pełzająca czystka kadr. Generał Wojciech Jaruzelski, którego „Wyborcza” broni dziś przed degradacją, wyrzucał z wojska na masową skalę oficerów żydowskiej narodowości.

Zarazem wielu funkcjonariuszy PZPR w średnim wieku chciało czystki w sytuacji, w której normalne kanały awansu były zablokowane. Pretekstem mogło być uznanie wszystkich Żydów za „syjonistów”. Wyrazicielem tych aspiracji stał się szef MSW Mieczysław Moczar, któremu przypisywano zamiar zastąpienia Gomułki na czele PZPR. Moczar próbował pozyskać także niekomunistyczną część społeczeństwa patriotyczną retoryką odwołującą się do doświadczeń wojennych, a nawet – aluzyjnie – potępianiem represji stalinowskich jako dzieła Żydów. Chociaż sam Moczar jako szef UB w Łodzi był współorganizatorem tych represji.

Niektórzy także falę wystąpień studenckich przypisują jego prowokacji. Zamęt mógł go wynieść do władzy. Miał się przyczynić do zdjęcia ze sceny Teatru Narodowego „Dziadów” Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Inscenizację uznano za „antyradziecką”. Ta decyzja wywołała pierwszą studencką manifestację, po której minister nauki wyrzucił ze studiów dwóch jej organizatorów: Adama Michnika i Henryka Szlajfera. I za tym miał stać Moczar. To była iskra, która rozpaliła 8 marca studencki wiec na UW. Kiedy na teren uczelni wtargnęły ZOMO i tzw. aktyw robotniczy (de facto ORMO), bijąc brutalnie studentów, odpowiedzią były kolejne manifestacje, już nie tylko na uniwersytecie, a od 11 marca nie tylko w Warszawie. Brały w nich udział tysiące osób. Około 3 tys. zostało zatrzymanych.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI