21 lutego
środa
Eleonory, Fortunata, Roberta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Potrzebny jest polski kapitał

Ocena: 0
294

Nie widzieć różnicy między jakością dzisiejszego wzrostu gospodarczego Polski a wcześniejszym okresem to jakby nie widzieć różnicy między pielgrzymką na Jasną Górę a marszami KOD-u – mówi Mateusz Morawiecki wicepremier, minister rozwoju i minister finansów

fot. Bartłomiej Kościński

Z wicepremierem Mateuszem Morawieckim rozmawiają ks. Henryk Zieliński i Piotr Kościński

 

Panie Premierze, lubi pan Żeromskiego?

Bardzo lubię. Jego podejście do spraw Polski zdecydowanie mi odpowiada. Był pozytywistą, ale i po trosze romantykiem; jego bohaterowie działają z pobudek patriotycznych, są prospołeczni, pracują na rzecz dobra wspólnego. W „Przedwiośniu” wizję tę kreuje nie fantasta, ale jeden z twórców kaspijskiego przemysłu. To wielkie zagłębie naftowe zostało zbudowane w ogromnej mierze przez polskich inżynierów i techników. Co trzeci budowniczy zakładów ówczesnego Baku i okolic był Polakiem i to przede wszystkim nasi rodacy tworzyli tam to, co największe, najtrudniejsze, najbardziej innowacyjne. Z jednej więc strony Żeromski pokazuje nam morze nieszczęścia, jakim jest narodowa niewola, a z drugiej mówi, jak wiele potrafimy dokonać. Szklane domy to propozycja dźwignięcia Polski na wyższy poziom drogą nowych technologii, które Polacy potrafią tworzyć i wdrażać, bo przecież choćby w Baku dobitnie to udowodnili. Stefan Żeromski był zresztą murowanym kandydatem do Literackiej Nagrody Nobla, ale ze względu na niemiecki sprzeciw wobec jego „Wiatru od morza” nagrody nie dostał.

Dziś nasze „szklane domy” to odwrotność
wyprzedaży majątku, chaotycznej polityki
gospodarczej i braku perspektyw.

Czy Pański plan nie jest trochę wizją „szklanych domów”?

Przez ostatnie ćwierćwiecze wmawiano nam, by nie cenić własnej literatury, historii, własnej gospodarki. Pomysł „szklanych domów” był ośmieszany i przedstawiany jako błędne marzycielstwo. Tymczasem są one nam dziś potrzebne. Rozumiem przez to silne polskie firmy wysokich technologii, które swoje centra rozwoju mają w Polsce, które dają ambitną pracę polskim specjalistom i które swoją myślą i produktem zdobywają wymagające rynki zagraniczne. Twórczość Żeromskiego to także zapis doświadczeń zbiorowości i pojedynczych ludzi pozbawionych własnego państwa. Tej lekcji Polakom nigdy nie wolno zapomnieć. Żeromski dał nam jednak nie tylko gorzkie świadectwa tego, jak łatwo niepodległość utracić i jak trudno ją potem odzyskać. Nie tylko liczne ostrzeżenia, ale także wskazówki, propozycje oraz idee uniwersalne, dojrzałe i ciągle aktualne. „Szklane domy” w „Przedwiośniu” były przeciwieństwem bylejakości. Dziś nasze „szklane domy” to odwrotność wyprzedaży majątku, chaotycznej polityki gospodarczej i braku perspektyw.

 

Tej polityki gospodarczej nie da się jednak zmienić z dnia na dzień.

Oczywiście, to kwestia wielu lat rozwoju opartego na silniejszych instytucjach i ekspansji polskich firm. Zatem już z kwartału na kwartał, a tym bardziej z roku na rok trzeba przestawiać polską gospodarkę na nowe i lepsze tory rozwoju. I tak się dzieje! Przez dwa lata naszych rządów zmieniło się naprawdę wiele in plus – bezrobocie jest rekordowo niskie, pensje rekordowo wysokie, budżet – dzięki wielkiej akcji uszczelniającej – ma się świetnie. Nie widzieć różnicy między jakością dzisiejszego wzrostu gospodarczego Polski a wcześniejszym okresem to jakby nie widzieć różnicy między pielgrzymką na Jasną Górę a marszami KOD-u.

 

Pańska Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju to szeroki wachlarz propozycji i działań gospodarczych. Gdyby Pan miał wymienić jej główny cel, to co by to było?

To nie moja, ale rządowa Strategia. Każde z ministerstw ma swoje udziały w jej przygotowaniu i realizacji. A jej główny cel? Budowa godnej przyszłości dla młodego pokolenia w naszej Ojczyźnie. Chodzi o to, by każdy obywatel Polski w promieniu 30-40 km mógł znaleźć pracę za godziwą płacę i miał gdzie mieszkać, by móc założyć rodzinę i godnie żyć, spokojnie planując przyszłość swoją i swoich najbliższych. Aby nie było już kolejnej wielkiej fali polskiej emigracji. I bardzo się cieszę, że dziś to się odwraca, mamy historyczne dane, które pokazują, że do Polski na stałe więcej Polaków wraca, niż z niej wyjeżdża.

 

Podczas lipcowego kongresu PiS w Przysusze wspomniał Pan o Polsce Wielkich Projektów. Co to znaczy w praktyce?
Polska jako szósty kraj w Europie i – moim zdaniem – pierwszy pod względem zdolności i pracowitości zasługuje na ambitny i własny plan rozwojowy. Imitacja, przeciętność, wydeptane szlaki i polityka kopiowania to droga donikąd. Podobnie jak cywilizacyjna kserokopiarka. Nie tak rozwijały się bogate państwa Europy; one nie miały drogowskazów, tylko same wyznaczały sobie drogę. Idąc przetartymi ścieżkami, zawsze będziemy widzieć czyjeś plecy. Stąd ideały solidarności wcielane w życie, stąd idea zrównoważonego rozwoju, zawierająca oryginalne pomysły na Polskę, stąd kilka wdrożonych pakietów zmian dla małych i średnich firm, stąd liczne projekty nowoczesnej reindustrializacji Polski, budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego czy rozwoju elektromobilności.

 

Dlaczego tak bardzo stawia Pan na elektromobilność?

Bardzo trudno konkurować z firmami produkującymi od stu lat samochody z silnikami benzynowymi czy Diesla i mającymi w tym wielkie doświadczenie. Ale w przypadku aut z silnikami elektrycznymi mamy takie możliwości. Możemy stać się jednym z europejskich liderów w produkcji autobusów elektrycznych; już dziś Solaris podbija europejskie miasta, a Ursus się do tego szykuje. Stoimy u progu czwartej rewolucji przemysłowej; być może nasze wnuki nie będą miały praw jazdy, bo ich samochody nie będą potrzebowały kierowców. Dla takich pomysłów, dla takich przemysłów przyszłości ważna jest informatyka, a w tej dziedzinie Polacy są naprawdę nieźli.

 

Wróćmy do Centralnego Portu Komunikacyjnego. To ma być taka nowa Gdynia?

Nam jest bardzo potrzebny projekt na miarę Gdyni w II Rzeczypospolitej. Potrzebny jest nam nowy układ komunikacyjny, bo ten, który mamy, jest wciąż porozbiorowy, co widać choćby po sieci kolejowej w dawnym zaborze rosyjskim, trzy razy rzadszej niż na obszarach innych niegdysiejszych zaborów, po braku połączeń między głównymi ośrodkami. Zanim zbudowaliśmy Gdynię, słono płaciliśmy za obce pośrednictwo. Dziś takimi portami są dla nas Frankfurt czy Monachium. Centralny Port Komunikacyjny może stać się „hubem” [portem przesiadkowym – red.] Europy Środkowej, łączyć dzisiejszy Jedwabny Szlak – z Chin, ze współczesnym Szlakiem Bursztynowym – północ–południe. Decyzja o tym, gdzie powstanie ten nowy port lotniczy i komunikacyjny, zapadnie jesienią. Podobnie jest w przypadku transportu morskiego; dziś drogą morską towary do Polski trafiają przez Hamburg i tam są clone. Zysk z tego wpływa częściowo do budżetu Niemiec. Lepiej byłoby, gdyby docierały do Gdańska, a 25 proc. cła zostawiały w polskiej kasie. Stąd inwestycja Polskiego Funduszu Rozwoju w głębokowodny terminal kontenerowy DCT Gdańsk, który już dzisiaj może przyjmować statki o największym zanurzeniu.

 

Żeby te pomysły zrealizować, potrzebny jest kapitał. Skąd go wziąć?

Po 1989 r. daliśmy sobie zaszczepić wizję kapitalizmu bez polskiego kapitału. Co więcej, w latach 90. rękami naszych ówczesnych „elit” został zainstalowany w naszym kraju kapitalizm konsumpcyjny. Rozbudzone zostały wysokie aspiracje konsumpcyjne: najpierw samochód używany, potem nowszy, a wreszcie nowy i drogi; najpierw telewizor mały, potem większy, wreszcie – ogromny. To trochę takie sarmackie „zastaw się, a postaw się”, które było jedną z przyczyn upadku I Rzeczypospolitej.

 

Czyli powtarzamy błędy naszych przodków?

Tak – będąc „spichlerzem Europy”, utrwaliliśmy swą pozycję kraju bez własnej wytwórczości, bez silnych miast. Tym sposobem nasze ziemiaństwo utrzymywało wtedy kraj w zastoju, równocześnie bogacąc i nakręcając rozwój Europy Zachodniej. Bo to z Anglii, Niemiec czy Holandii sprowadzało się wytwory tamtejszych manufaktur, w większości zresztą przedmioty zbytku. Manufaktury przynosiły zyski wielokrotnie większe od folwarków, to w nich była gospodarcza przyszłość i szansa na budowę prężnego państwa, mogącego odeprzeć najeźdźców. Niewielu się jednak u nas zdobywało na ich tworzenie. Błoga konsumpcja była łatwiejsza. Od tamtego czasu świat bardzo się zmienił, ale my swoim sposobem wydawania pieniędzy często wchodzimy w tę samą pułapkę, w którą weszła gospodarka czasów staropolskich.

 

Ale przecież mówi się, że wysoka konsumpcja pobudza gospodarkę…

Wysoka konsumpcja jest dobra w krajach bardzo bogatych lub w takich jak Chiny czy Korea, które przez lata akumulowały kapitał. Dobra jest dla zagranicznych dostawców, a nie dla nas. My weszliśmy w błędny model kapitalizmu. Potrzebujemy kapitalizmu równych szans, a nie kapitalizmu równych i równiejszych. Kapitalizmu oszczędzania i inwestowania, a nie życia na kredyt. I to kredyt z zagranicy.

 

Ale to jeszcze nie wyjaśnia, skąd wziąć pieniądze teraz, na Pańskie projekty…

Po pierwsze, z uszczelnienia systemu podatkowego, po drugie, z eksportu, a po trzecie, z długofalowego przestawienia się z konsumpcji na inwestycje. Musimy zacząć generować krajowe oszczędności, zdając sobie oczywiście sprawę z tego, że aby wzmacniać narodowy kapitał, musimy jednocześnie zadbać o coraz lepsze pensje Polaków, a tym samym przyjazne warunki do rozwoju polskich firm, zwłaszcza tych małych i średnich, z których większość to sól polskiej przedsiębiorczości – biznesy rodzinne. Stąd z jednej strony wprowadziliśmy np. minimalną stawkę za godzinę pracy, a z drugiej wprowadzamy największe od 25 lat zmiany w prawie gospodarczym, takie jak 100 ułatwień dla firm czy Konstytucja Biznesu.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl



SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły