14 grudnia
czwartek
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

W cieniu Bandery

Ocena: 0
704

Trudna wspólna historia stała się powodem do drastycznego pogorszenia stosunków polsko-ukraińskich. Nie znaczy to, że nie ma szans na zmianę.

fot. pixabay.com

Zwołany w trybie pilnym Komitet Konsultacyjny Prezydentów Polski i Ukrainy opowiedział się za wznowieniem ekshumacji polskich ofiar na Wołyniu. – Propozycja dialogu jest nadal aktualna i liczymy na to, że zamiast ultimatum ze strony ukraińskiej deklarowana gotowość do rozmów znajdzie potwierdzenie w realnych działaniach – mówił niedawno wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki.

Pod koniec kwietnia Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej zakazał poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar znajdujących się na terytorium tego państwa, przede wszystkim zamordowanych podczas rzezi wołyńskiej. Uzasadniał to zdemontowaniem pomnika Ukraińskiej Powstańczej Armii w polskich Hruszowicach. Z kolei na Przełęczy Wereckiej, dziś na Ukrainie, przed wojną na granicy polsko-czechosłowackiej, a w 1939 r. polsko-węgierskiej, pojawiła się tablica ku czci 600 strzelców siczowych, jakoby wymordowanych przez Polaków. Polska odpowiedź przyszła szybko. Szef MSZ Witold Waszczykowski mówił o stworzeniu listy obywateli Ukrainy, w tym znaczących polityków, z zakazem wjazdu do Polski. W Warszawie wspominano o możliwym końcu „strategicznego partnerstwa”, a w Kijowie – że Polska atakuje Ukrainę, a nawet wszczyna „wojnę hybrydową”…

 

Sporny pomnik

Pomnik w Hruszowicach, blisko polsko-ukraińskiej granicy – brama złożona z dwóch betonowych kolumn z „tryzubem” na górze i krzyżem pośrodku oraz napisem po ukraińsku „Chwała bohaterom UPA, bojownikom o wolną Ukrainę” – został postawiony w 1994 r. podczas zjazdu Związku Ukraińców – Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego w Przemyślu. Zdaniem strony ukraińskiej, stanął w miejscu pochówku 12 partyzantów UPA, w tym lekarza Pawła Kłosznyka. Według strony polskiej nie był to grób, lecz nielegalny monument, a jego likwidacji domagały się polskie władze. Ostatecznie pomnik zniszczyli członkowie Ruchu Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej.

Ukraiński IPN bardzo ostro skrytykował ten incydent. „Zniszczenie braterskiego grobu żołnierzy UPA w Hruszowiczach to piętnasty z serii aktów znęcania się nad miejscami pamięci Ukraińców w Polsce, popełnionych od 2014 r. Sprawy te pozostają niezbadane przez polskie organy ścigania. Władze polskie nie odbudowują zniszczonych pomników”. Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej zażądał odbudowy pomnika i wstrzymał ekshumacje polskich ofiar na Ukrainie, a szacuje się, że tylko na Wołyniu miejsc pochówku ofiar UPA może być kilka tysięcy. Nie pomogła wizyta w Kijowie wicepremiera Piotra Glińskiego.
– Temat ekshumacji i upamiętnień nie powinien być przedmiotem targów, a taką mniej więcej sytuację mamy ze strony ukraińskiej – mówił „Rzeczpospolitej” wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk, towarzyszący wicepremierowi Glińskiemu.

Kwestia tablicy na Przełęczy Wereckiej jest bardziej skomplikowana. W 1939 r., podczas rozpadu Czechosłowacji na Rusi Zakarpackiej (dziś obwód zakarpacki Ukrainy) powstała samozwańcza tzw. Karpato-Ukraina. Jednak jej terytorium zajęły Węgry, po pokonaniu słabych sił strzelców siczowych. I rzekomo na Przełęczy Wereckiej grupę strzelców wymordowali wspólnie Węgrzy i Polacy. Tymczasem, choć Warszawa nieprzychylnie patrzyła na próbę stworzenia Karpato-Ukrainy, nie ma żadnych dowodów na udział polskiego Korpusu Ochrony Pogranicza w tym dramatycznym wydarzeniu.

 

Kreowanie dziejów

Politycy w Kijowie niespecjalnie interesują się historią, zwłaszcza ci wywodzący się z centralnej lub wschodniej części kraju. Ton nadaje więc głównie zachód Ukrainy, który chętnie pamięta o tradycjach UPA. Rzecz jasna nie o Wołyniu, a o tym, że kryjący się po lasach upowcy walczyli z Sowietami do lat 60. ubiegłego stulecia. Tę pamięć podtrzymuje Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej, a zwłaszcza jego dyrektor Wołodymyr Wjatrowycz.

Stał się on postacią numer jeden wśród zwolenników umacniania tradycji OUN-UPA i Stepana Bandery, wręcz symbolem takich działań. Z polskiego punktu widzenia kluczowe jest spojrzenie Wjatrowycza na rzeź wołyńską. Tu wypada przyjrzeć się jego kluczowej książce „Druha polsko-ukrajinśka wijna, 1942-1947” („Druga wojna polsko-ukraińska, 1942-1947”). Zdaniem wielu historyków prezentuje ona wydarzenia owego okresu w sposób odległy od rzeczywistości.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.


- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły