16 kwietnia
wtorek
Kseni, Cecylii, Bernardety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wojenna rzeczywistość

Ocena: 2.3
423

Wojna rosyjsko-ukraińska wkracza w fazę krytyczną. Ukraińska kontrofensywa w najlepszym przypadku utknęła w martwym punkcie, a w najgorszym – doprowadziła do ogromnych strat.

Fot. PAP/Vladyslav Musiienko

Wypowiedź dla tygodnika „The Economist” gen. Wałerija Załużnego, naczelnego dowódcy sił ukraińskich, w pełni tę diagnozę potwierdza. Prezydent Wołodymyr Zełenski ma inne zdanie i podejmuje kroki mające na celu poprawę sytuacji. Ale nie jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Rzeczywistość na froncie rysuje się przygnębiająco. Wdając się w obronę Bachmutu i Awdijiwki, Kijów postawił się w trudnej sytuacji wojny pozycyjnej. Owszem, natarcie jest na ogół bardziej kosztowne niż obrona, ale w obu przypadkach mamy do czynienia z metodycznie przygotowanym oblężeniem. W takich warunkach artyleria jest decydująca, a tu Rosja ma miażdżącą przewagę. Napastnik się nie spieszy, tylko krok po kroku niszczy gniazda oporu i zajmuje obszar zrównany z ziemią. Taka taktyka nie skutkuje ogromnymi stratami w ludziach i sprzęcie. Natomiast wiadomo, że czerwcowa kontrofensywa na południowym odcinku frontu była dla Ukrainy niesłychanie kosztowna. Niezależne szacunki mówią, że nawet 1/3 dostarczonego w poprzedzających ją miesiącach zachodniego sprzętu została stracona.

Przestrogi realistów, których media określały jako defetystów, w pełni się potwierdziły. Próba forsowania świetnie przygotowanej linii obrony bez dominacji w powietrzu i przewagi w sile ognia była z góry skazana na porażkę. Optymiści nadzieje pokładali w założeniu, że w obliczu natarcia Rosjanie pójdą w rozsypkę, ale jak w sierpniu powiedział sieci telewizyjnej ABC walczący na tym odcinku amerykański ochotnik o pseudonimie „Goldfish”, atak natknął się na bardzo dobrze zorganizowaną obronę i zakończył dotkliwą porażką. Zdaniem amerykańskich ochotników, świeżo przeszkoleni Ukraińcy potrafili się posługiwać zachodnim sprzętem, ale czynili to mało skutecznie. 

Wysiłek zbrojeniowy  

Przed 2014 r. Ukraina wydawała symboliczne kwoty na armię. Kraj wyzbywał się uzbrojenia, np. w zamian za unieważnienie długów za dostawy gazu Kijów przekazał Rosji strategiczne bombowce TU-160 i TU-95, których to maszyn Moskwa używa dziś do ataków na Ukrainę. Dopiero po aneksji Krymu i rebelii w Donbasie Ukraina zaczęła dozbrajanie. Kraje NATO szkoliły nowe kadry – przez program przeszło kilkadziesiąt tysięcy wojskowych. Niemniej nie sposób było przestawić całego ukraińskiego wojska na natowskie standardy. We wrześniu br. nowy minister obrony Rustem Umerow powiedział, że na stopie wojennej siły zbrojne Ukrainy wynoszą 800 tys. żołnierzy, więc te tysiące przeszkolone przed 2022 r. to kropla w morzu potrzeb. Natomiast w warunkach wojennych proces szkolenia musiał zostać skrócony do minimum. Bywają przypadki, że żołnierz zostaje powołany do wojska, przechodzi błyskawiczne przeszkolenie i już miesiąc później leży ciężko ranny w szpitalu.

Żadna z walczących stron nie podaje danych na temat swoich zabitych i rannych. W sierpniu dziennik „The New York Times” zacytował nieoficjalne szacunki dokonane przez rząd USA. W trakcie pierwszego półtora roku zmagań miało zginąć i odnieść rany prawie pół miliona żołnierzy: po stronie rosyjskiej 300 tys. (120 tys zabitych i 170-180 tys. rannych) i 200 tys. po ukraińskiej (70 tys. zabitych i 100-120 tys. rannych). Nie można wykluczyć, że ten tragiczny bilans jest dla Ukrainy mniej korzystny. Na początku listopada rosyjski opozycyjny portal Mediazona ogłosił, że na podstawie nekrologów i podobnych źródeł doszedł do wniosku, iż od początku wojny zginęło niecałe 36 tys. Rosjan. Natomiast niedawno znany amerykański dziennikarz Simon Shuster podał na łamach tygodnika „Time”, że przeciętny wiek walczącego na froncie ukraińskiego żołnierza wynosi 43 lata.

Ta ostatnia informacja musi budzić najwyższy niepokój. Świadczy o tym, że młodzi ludzie uchylają się od służby na froncie. Z raportów opublikowanych przez szereg anglojęzycznych źródeł wiadomo, że Ukraińcy uciekają przez zieloną granicę do Węgier, Słowacji i Rumunii. W czerwcu 2022 r. „Rzeczpospolita” podała, że w ciągu pierwszych 3,5 miesiąca wojny do Polski wjechało 432 tys. obywateli Ukrainy w wieku 18-60 lat, czyli objętych zakazem wyjazdu z ojczyzny. W większości opuścili oni Ukrainę nielegalnie, dzięki łapówkom. Rozbito wówczas kilka siatek przerzutu, ale korupcja nie ustała, skoro ponad rok później prezydent Zełenski zdymisjonował wszystkich dowódców okręgowych wojskowych komisji rekrutacyjnych. Rząd w Kijowie pracuje nad dalszą poprawą w tym zakresie, ponadto mówi się o żądaniu deportacji z krajów UE mężczyzn w wieku poborowym, którzy nielegalnie wyjechali z Ukrainy. We wspomnianym artykule Simon Shuster przytoczył zdanie wysokiej rangi przedstawiciela władz w Kijowie, że nawet jeśli nad Dniepr dotrze całe obiecane uzbrojenie, to i tak nie będzie komu tą bronią się posługiwać. 

Kryzys demograficzny i gospodarczy

Rosyjska inwazja przyczyniła się do pogłębienia kryzysu demograficznego w Ukrainie. W chwili rozpadu ZSRR państwo to zamieszkiwało prawie 52 mln ludzi, natomiast w 2021 r. już tylko niecałe 44 mln. W wyniku wojny nastąpił skokowy spadek populacji. Zaskoczeniem może być to, że najwięcej ludzi wyjechało do Rosji, jednak przed wybuchem wojny co piąty obywatel Ukrainy podawał swą narodowość jako rosyjską, a co trzeci na co dzień używał języka rosyjskiego. Ile dziś wynosi zaludnienie tego państwa? Szacunki mówią o ok. 30 mln, ale pesymiści – o nieco ponad 20 mln. Jeszcze bardziej pesymistyczny obraz rysuje się, jeśli uświadomimy sobie, że mieszka tam ponad 10 mln emerytów.

Ukraińskie szacunki spadku PKB w 2022 r. mówią o 30 proc., zachodnie o 35 proc. Biorąc pod uwagę zakłócenia wynikające z działań wojennych i ubytku ludności, szacunki te wypada uznać za optymistyczne. Nie ulega wątpliwości, że państwo ukraińskie nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować. Wypada podkreślić, że pomoc Zachodu pozwala nie tylko na prowadzenie działań zbrojnych, ale i utrzymanie całego aparatu państwowego, włącznie z wypłatami emerytur. Do tej pory Zachód przekazał Kijowowi około 200 mld dolarów, stąd skargi, że pomoc jest niewystarczająca mają wątłe podstawy.

Maksymalistyczne żądania

Rok temu prezydent Zełenski ogłosił de facto ultimatum pod adresem Moskwy – dziesięć punktów, których spełnienie miało stanowić podstawy do zawarcia pokoju. W grę wchodziło całkowite wycofanie się z zagarniętych obszarów, wypłacenie odszkodowań, a nawet osądzenie przywódców agresora. Wskutek sukcesów wojskowych odniesionych jesienią 2022 r. oczekiwania w Kijowie urosły do nieba. Sytuacja uległa zasadniczej zmianie, gdy Władimir Putin ogłosił częściową mobilizację i zwerbował kolejne kilkaset tysięcy ochotników. W tym momencie ukraińska przewaga liczebna (pierwotny rosyjski „korpus ekspedycyjny” liczył mniej niż 200 tys. żołnierzy) stopniała do zera. 

Można przypuszczać, że Kreml nie decyduje się przeprowadzić kolejnej ofensywy, z obawy, iż poniesione straty mogłyby zaszkodzić Putinowi w zbliżających się wyborach prezydenckich. Drugim powodem jest zapewne chęć wykrwawienia Ukrainy, tak aby państwo to przez długie lata nie mogło stanąć na nogi. Bo nawet jeśli przyjmiemy, że obietnice szczodrej pomocy finansowej z Zachodu się ziszczą, to pogłębiający się krach demograficzny spowoduje niemożność jej wykorzystania.
Wymiana poglądów pomiędzy Załużnym i Zełenskim wskazuje, że ten drugi pragnie kontynuować walkę, aż jego dziesięć punktów zostanie spełnione. Sądząc z wypowiedzi jego współpracowników, prezydent nie jest osamotniony w ambitnych oczekiwaniach, natomiast głównodowodzący wojsk zdaje sobie sprawę, jak ogromne koszty ponoszą jego podkomendni każdego dnia.

Prezydentowi Zełenskiemu i całemu narodowi ukraińskiemu życzymy osiągnięcia wymarzonych celów, ale wszystko wskazuje na to, że ich spełnienie będzie wymagać cudu. Natomiast my Polacy musimy oceniać sprawy realistycznie i zgodnie z tą oceną zadbać o własny interes narodowy. Którym to interesem winniśmy byli kierować się od pierwszego dnia wojny.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 kwietnia

Środa, III Tydzień wielkanocny
Każdy, kto wierzy w Syna Bożego, ma życie wieczne,
a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 6, 35-40
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter