13 grudnia
piątek
Lucji, Otylii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zagadka brexitu

Ocena: 0
581

Do brexitu dojdzie czy też nie? Wielka Brytania opuści Unię Europejską czy w niej pozostanie?

fot. PAP/EPA/ANDY RAIN

Jeśli Wielka Brytania opuści Unię, to na jakich warunkach? A jeżeli zostanie, to na jak długo? Sytuacja jest na tyle zmienna i nieprzewidywalna, że oddając ten numer tygodnika „Idziemy” do druku, nie byliśmy w stanie prognozować, co stanie się w następnym tygodniu.

A wydawało się, że wszystko jest już jasne. Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson złożył kompromisową propozycję w sprawie umowy o wyjściu swojego kraju z UE, a ona została przyjęta przez wszystkich przywódców państw członkowskich. Ale Izba Gmin – dość nieoczekiwanie – odłożyła głosowanie w sprawie zatwierdzenia tej umowy. Za taką decyzją głosowało 322 posłów, przeciwko – 306. Oficjalnym powodem była obawa deputowanych, że przyjęcie stosownych przepisów w sprawie umowy może trwać na tyle długo, że nie nastąpi do 31 października. W efekcie, mimo że większość parlamentarzystów się temu sprzeciwia, mogło dojść do brexitu bez umowy. Innymi słowy: najpierw musi być szczegółowa umowa i stosowne przepisy, a potem brexit. A to oznaczało zmuszenie Johnsona do poproszenia Brukseli o przesunięcie wyjścia z Unii.

I Johnson to uczynił. Do Brukseli trafiły dwa listy: jeden, niepodpisany (!), o przełożenie brexitu, i drugi, osobisty, że taka decyzja byłaby błędem. Równolegle Johnson usiłował przeprowadzić ponowne głosowanie nad umową, podobnie, jak wcześniej jego poprzedniczka Theresa May. Ale spiker Izby – odpowiednik marszałka sejmu – John Bercow uznał, że byłoby to absolutnie niewłaściwe.

 


KŁOPOT Z BACKSTOPEM

Gdy poprzednia premier Wielkiej Brytanii Theresa May podpisywała liczącą ponad pięćset stron umowę w sprawie wyjścia z UE, wydawało się, że sprawa jest przesądzona. Tak się jednak nie stało i Izba Gmin nie zaakceptowała tej umowy. Powodem był tzw. backstop, a jego wprowadzenie związane było z sytuacją w czwartej, obok Anglii, Szkocji i Walii, części Zjednoczonego Królestwa: Irlandii Północnej. Czasem jest ona nazywana, niezbyt ściśle, Ulsterem, a przez irlandzkich republikanów określana mianem „sześciu hrabstw”. Irlandia Północna jest bardzo szczególnym terytorium. Kiedy w 1921 r. powstawała niepodległa Irlandia, część północna wyspy, zdominowana przez zwolenników jedności z Londynem, pozostała brytyjska. W latach 60. zaczęły tu narastać spory pomiędzy republikanami i unionistami (zwolennikami unii z Anglią), z angielska nazywane dość ostrożnie the Troubles („Kłopoty”). Republikanie czy nacjonaliści z reguły byli katolikami, unioniści – anglikanami. W regionie panowała permanentna wojna. W starciach zginęło blisko czterystu partyzantów republikańskich i 162 żołnierzy oraz członków sił paramilitarnych lojalistów, a także 3,5 tys. cywilów.

W 1998 r. podpisano porozumienie wielkopiątkowe. Ważnym jego elementem był fakt, że Wielka Brytania była członkiem Unii Europejskiej. Między Republiką Irlandii i Irlandią Północną praktycznie nie ma granicy, a związki między obiema częściami wyspy są bardzo silne. Wyjście Wielkiej Brytanii z UE oznacza, że granica powróci, powrócą rozmaite bariery i nawet, jeśli nie będą to wizy, to rozdzielone rodziny będą miały wielki problem w utrzymywaniu kontaktów. W efekcie pojawiła się groźba zerwania porozumienia wielkopiątkowego, powrót „twardej granicy”, a w następstwie może nawet odrodzenia Irlandzkiej Armii Republikańskiej, która rozbroiła się do 2005 r. I w efekcie – powrót przemocy.

Backstop to po angielsku „siatka ochronna”, która w tym konkretnym przypadku pozwalała na uniknięcie powrotu do dramatycznej przeszłości. W pierwotnej, wynegocjowanej przez premier May umowie brexitowej zapisano, że jeśli nie uda się osiągnąć innego rozwiązania, Wielka Brytania pozostanie związana przepisami dotyczącymi jednolitego europejskiego rynku i unii celnej. Innymi słowy, granica między obiema częściami Irlandii nie zostałaby przywrócona – ale praktycznie nie istniałaby też granica między całą Wielką Brytanią i resztą UE. Teoretycznie miałoby to trwać jedynie do końca 2020 r., bo taki czas dawano negocjatorom Brukseli i Londynu na wypracowanie jakiegoś wyjścia, ale można sobie wyobrazić, że przy braku tego wyjścia Wielka Brytania pozostałaby we wspólnym rynku z UE na bardzo wiele lat. I właśnie temu sprzeciwiała się duża część brytyjskich polityków. Dowodzili oni, że z takiego rozwiązania korzyści czerpać będzie jedynie Unia Europejska, a Londyn będzie się musiał podporządkować rozmaitym decyzjom Brukseli, nie mając na nie żadnego wpływu. Ostatecznie Izba Gmin trzykrotnie odrzuciła umowę wynegocjowaną przez panią May. Spiker Bercow odmówił poddania porozumienia pod kolejne głosowania.

 


GRANICA NA MORZU?

Premier Johnson w gruncie rzeczy powrócił do jednego z pomysłów przedstawianych przez UE przed porozumieniem w sprawie backstopu – wydzielenia. Zgodnie z nim Wielka Brytania pozostałaby w unii celnej z Unią Europejską do 1 stycznia 2021 r. – do tego czasu Anglia, Szkocja i Walia powinny wynegocjować nową umowę handlową z Brukselą.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 13 grudnia

Dasz światło życia idącym za Tobą
Dziś w Kościele:
+ piątek, II tydzień Adwentu, Wspomnienie św. Łucji, dziewicy i męczennicy
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 48, 17-19;Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6 ;Mt 11,16-19
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -