18 lipca
środa
Erwina, Kamila, Szymona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Życie w rękach Trybunału

Ocena: 0
2013

– W 1997 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że życie człowieka podlega ochronie prawnej od momentu poczęcia – przypomina poseł Bartłomiej Wróblewski

fot. Piotr Łysakowski

Z dr. Bartłomiejem Wróblewskim, posłem PiS i konstytucjonalistą, rozmawia Monika Odrobińska

 

Czy obowiązująca ustawa o ochronie życia i warunkach dopuszczalności aborcji jest zgodna z konstytucją?

W mojej ocenie nie jest zgodna z konstytucją. Narusza kilka przepisów polskiej ustawy zasadniczej.

 

W które artykuły konstytucji godzi?

We wniosku, który złożyłem do Trybunału Konstytucyjnego, zaskarżając zapis dopuszczający usunięcie ciąży w razie ciężkiej i nieodwracalnej choroby dziecka lub jego kalectwa, wskazuje się artykuły: 30, 38 i 32. Artykuł 30 mówi o przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka. Artykuł 38 – o gwarancji prawnej ochrony życia dla każdego człowieka. Artykuł 32 – o równym traktowaniu przez władze publiczne.

Pomocniczo wskazujemy również na nieprecyzyjność przepisów definiujących przesłankę eugeniczną. Ten brak precyzji godzi w art. 2, z którego wywodzi się zasady przyzwoitej legislacji, w szczególności to, że przepisy muszą być jasne i precyzyjne.

 

W jaki sposób składa się taki wniosek do TK?

Do złożenia wniosku potrzeba podpisów 50 posłów. Udało się zebrać ich ponad 100. Zresztą chętnych do podpisania wniosku znalazłoby się zapewne więcej. Podpisywali się posłowie z klubów poselskich PiS i Kukiz ’15, a także kół poselskich Republikanie oraz Wolni i Solidarni, a także posłowie niezależni. Życzliwość deklarowali także niektórzy posłowie PSL, a sporadycznie nawet PO. Z przyczyn politycznych nie chcieli jednak podpisać wniosku. Niestety, w tym przypadku kalkulacje polityczne okazały się silniejsze niż starania o ochronę życia. Trzeba jednak dodać, że deklarowali oni poparcie dla sprawy, gdy projekt takiej ustawy trafi do sejmu.

 

Jakie nazwiska Pana zaskoczyły?

Żadne nazwiska mnie nie zaskakują. To jest projekt ponadpartyjny, wykraczający poza bieżące spory polityczne. Pokazuje, że ludzie o różnych poglądach politycznych w ważnej sprawie mogą się zgadzać i działać na jej rzecz.

 

Co utwierdziło Pana o sensowności składania takiego wniosku?

W 1997 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że życie człowieka podlega ochronie prawnej od momentu poczęcia. Orzekł, że tzw. przesłanka społeczna – czyli dopuszczalność aborcji w przypadku trudnych warunków życiowych lub sytuacji osobistej kobiety – jest niekonstytucyjna. Odebranie życia dziecku nie jest więc usprawiedliwione czynnikami społecznymi. Taka regulacja ewidentnie naruszała prawo do życia.

Wątpliwości co do konstytucyjności innych przesłanek aborcyjnych wyrażał, zresztą także na łamach „Idziemy”, prof. Andrzej Zoll. We wniosku powołujemy się także na innych znanych przedstawicieli doktryny prawa. Co notabene także pokazuje, że w tej sprawie ludzie o różnych poglądach politycznych mogą mieć zbliżone czy wręcz tożsame poglądy. Prawo do życia przysługuje każdemu od poczęcia. Tylko silne argumenty konstytucyjne mogłyby je podważyć. W mojej ocenie na pewno argumentem takim nie jest choroba czy kalectwo, bo to stoi w sprzeczności choćby z zakazem dyskryminacji.

 

Dlaczego wniosek do TK ma być skuteczniejszy od zmiany ustawy?

Każdą ustawę można zmienić, gdy zmieni się większość parlamentarna. Natomiast orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego praktycznie zmienić nie można, chyba że dojdzie do zmiany konstytucji. Inna rzecz, że w sejmie przez ostatnie 20 lat pojawiło się kilkanaście projektów ustaw, które miały poszerzyć ochronę życia. Żaden jednak nie został uchwalony. Było dużo dobrej woli, ale jednocześnie za dużo konkurencji między obrońcami życia, nie udawało się pogodzić rozbieżnych interesów politycznych między ugrupowaniami czy ambicji konkretnych osób, wreszcie brakowało roztropności w postulatach i ich komunikacji społeczeństwu.

 

Dlaczego nikt wcześniej takiego wniosku nie złożył?

Trudno kategorycznie oceniać, dlaczego tak się stało. Przyczyny są różne. Między innymi ta, że przygotowanie wniosku wymaga więcej wysiłku, niż napisanie ustawy. Trzeba znać konstytucję, orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, poglądy doktryny. Trzeba także zebrać 50 podpisów posłów, którzy wniosek poprą. W przypadku ustawy wystarczy 15 posłów. Być może nie bez znaczenia jest kwestia kalkulacji politycznych, gdyż projekty ustaw wywołują zwykle większy rezonans medialny.

Trzeba jednak także powiedzieć, że uprawnione są różne poglądy i różne metody działania obrońców życia. Ocena, co ma, a co nie ma sensu, jest trudna, obarczona sporym ryzykiem błędu. Osobiście doszedłem do wniosku o konieczności złożenia wniosku do TK, ponieważ uważam, że mamy do czynienia z konstytucyjnym zaniedbaniem. Jeśli aksjologiczną podstawą konstytucji jest godność człowieka, jego prawo do życia i równość, nie możemy dopuszczać do zabijania chorych dzieci.

 

Jak długi czas jest potrzebny na rozstrzygnięcie wniosku przez TK, a potem na wejście orzeczenia w życie?

Wniosek jest już w Trybunale. Trybunał nie ma ściśle określonego czasu na podjęcie decyzji. Gdy w 1996 r. senatorowie złożyli wniosek zaskarżający przesłankę społeczną, na orzeczenie czekali niecałe sześć miesięcy. Zważywszy na wagę sprawy, i w tym wypadku należałoby oczekiwać podobnego czasu. Sprawa wymaga pogłębionej analizy, a decyzja gruntownego uzasadnienia. Jednocześnie ze względu na wagę problemu czas nie powinien być za długi. Jeśli Trybunał uzna przesłankę eugeniczną za niekonstytucyjną, przestanie ona obowiązywać. Nie zapominajmy, że nie kończy to sprawy. I państwo, i środowiska pro-life są zobowiązane do prowadzenia działań wspierających kulturę życia, rodziny i matki, szczególnie tam, gdy jest taka potrzeba ze względu na chorobę dziecka czy trudne warunki bytowe.

 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI