11 grudnia
środa
Damazego, Waldemara, Daniela
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

"Dzisiaj małżeństwa ulegają trendowi szukania łatwych rozwiązań i konsumpcyjnego stylu życia"

Ocena: 0
1412

- Rekolekcje te są też przygotowaniem do tego, żeby nauczyć się wychodzić z trudnych sytuacji i przyjąć, że kryzysy są sprawą normalną i mogą być szansą do budowania związku - mówi Jerzy Grzybowski, który wraz z żoną Ireną 40 lat temu założył Stowarzyszenie Spotkania Małżeńskie. Prowadzą oni zarówno wspomniane już spotkania jak również Wieczory dla Zakochanych.

fot. Monika Odrobińska/Idziemy

Spotkania Małżeńskie mają już ponad 40 lat. Czym są?

Jerzy Grzybowski (JG): Spotkania Małżeńskie są ruchem rekolekcyjnym, który w momencie, kiedy zaczęły się precyzować jego duchowość, charyzmat i misja, przekształciliśmy w stowarzyszenie. To ruch, który promuje dialog jako drogę do porozumienia między ludźmi w ogóle. Zaczęliśmy od dialogu w małżeństwie, ale potem nasza działalność rozszerzyła się też na przygotowujących się do małżeństwa, a także na innych płaszczyznach relacji społecznych. Myślę, że dzięki dialogowi, tak jak go definiujemy, jesteśmy w różnych krajach m.in. Europy Wschodniej, z którymi w wielu miejscach nasza historia jest trudna.

Jak powstał ten ruch?

JG: W 1976 roku z Kanady Stanisław Boguszewski przywiózł jeden z ówczesnych programów ruchu Marriage Encounter. Pierwszy eksperymentalny „weekend dla małżeństw” odbył się w 1977 r. w Laskach. Spotkania Małżeńskie mają więc już nawet nieco więcej niż 40 lat. Zobaczyliśmy bardzo szybko, że ten pierwotny program trzeba zmienić. Zaczęliśmy go rozwijać zarówno w zakresie warsztatu psychologicznego, jak i od strony doświadczenia dialogu z Bogiem. Do Warszawy przyjeżdżały małżeństwa z różnych miast Polski i potem one zapragnęły mieć Spotkania Małżeńskie u siebie. Tak powstawały kolejne ośrodki. Dziś jest ich w Polsce 28.

Potem zaczęły przychodzić zaproszenia z innych krajów. Najpierw z Rosji, gdzie pierwsze Spotkania Małżeńskie odbyły się dla małżeństw skupionych wokół o. Aleksandra Mienia. To było tuż przed jego śmiercią. Później inspirowaliśmy powstanie ośrodków w innych krajach. W 2000 r., podczas pielgrzymki jubileuszowej do Rzymu, spotkaliśmy się z ówczesnym sekretarzem Papieskiej Rady ds. Świeckich, biskupem (dziś kardynałem) Stanisławem Ryłką, który zachęcił nas do opracowania statutu i złożenia dokumentów w Papieskiej Radzie ds. Świeckich. W 2004 r. Rada ta zatwierdziła Spotkania Małżeńskie jako międzynarodowe prywatne stowarzyszenie wiernych eksperymentalnie na 5 lat, a w 2009 r. na stałe.

Irena Grzybowska (IG): Już w latach 70. przed każdymi rekolekcjami spotykaliśmy się w grupie prowadzących. Wiedzieliśmy, że musimy się dobrze przygotowywać do dzielenia się swoim doświadczeniem dialogu. Później zobaczyliśmy, że część osób, które uczestniczyły w rekolekcjach, również chce się spotykać i rozwijać dialog w małżeństwie. I tak z jednej strony zaczęła się praca formacyjna z prowadzącymi rekolekcje, a drugiej praca porekolekcyjna z uczestnikami.

Od 14 do 16 września w Konstancinie-Jeziornie odbędzie się Międzynarodowy Zjazd Liderów Krajowych i Liderów Diecezjalnych Ośrodków Spotkań Małżeńskich. Czego będzie dotyczyło to spotkanie?

IG: Będziemy rozmawiać przede wszystkim o tym, jak być liderem Ośrodka. Dobre funkcjonowanie Ośrodka Spotkań Małżeńskich opiera się na duchowości, charyzmacie i misji. Drugim ważnym filarem są programy, które prowadzimy. Trzecim filarem jest organizacja, a czwartym wspólnota. Zadbanie o te 4 filary jest ważnym zadaniem lidera: konkretne programy, organizacja i wspólnota mają wspierać duchowość, charyzmat i misję Stowarzyszenia. Liderzy muszą potrafić stworzyć zespół, który zadba o wszystkie filary. W Zjeździe weźmie udział ok. 160 osób, z czego prawie połowa spoza Polski.

JG: Wszystkie programy i podręczniki są wspólne. Bardzo dbamy o jedność programową; o to, żeby duchowość i charyzmat wszędzie były takie same. Dlatego Zjazdy, które organizujemy cyklicznie, są bardzo potrzebne.

Jakie małżeństwa zgłaszają się na rekolekcje?

JG: Obserwujemy wyraźnie, że w ostatnim czasie przyjeżdża wiele młodych małżeństw. To znak, że zmieniamy język i jesteśmy dla nich czytelni. Przyjeżdżają zarówno małżeństwa w ciężkim kryzysie, dla których te rekolekcje to „ostatnia deska ratunku”, jak i pary bezpośrednio po ślubie, które mówią, że nie przeżywają problemów, ale związki ich rodziców są rozpadły i boją się o swoje małżeństwo. Na tych rekolekcjach widzą małżeństwa w różnym wieku z różnym stażem, które opowiadają o swoich kryzysach i o tym, jak z nich wyszły, co daje dużo nadziei.

Przypomina mi się świadectwo młodego małżeństwa, które po kilku latach od uczestniczenia w spotkaniach powiedziało, że kiedy byli na rekolekcjach, to zdawało im się, ze problemy na nich poruszane nie dotyczą ich, ale gdyby nie te rekolekcje, nie przeżyliby kryzysu, który dopadł ich związek dwa lata później. Rekolekcje te są też przygotowaniem do tego, żeby nauczyć się wychodzić z trudnych sytuacji i przyjąć, że kryzysy są sprawą normalną i mogą być szansą do budowania związku. Zgłaszają się do nas również małżeństwa niesakramentalne.

Z jakimi problemami zmagają się małżeństwa uczestniczące w rekolekcjach?

JG: Przede wszystkim nie potrafią ze sobą rozmawiać i mają problemy z porozumieniem. Drobne nieporozumienia, wynikające m.in. z różnic osobowości, przeradzają się często w poważne konflikty. My oczywiście nie o wszystkich problemach wiemy, ale bardzo częstym problemem jest już zaistniała zdrada. To kwestia zrozumienia, że strona, która zdradziła, nie zawsze we wszystkim jest winna, chociaż krok był jej. Wina rozkłada się na obie strony, bo ich relacje w pewnym momencie były takie, że jedno z nich nie wytrzymało i znalazło osobę, która bardziej zrozumiała i pewną namiastką zaspokajała potrzeby bliskości. Na naszych rekolekcjach dokonuje się często takie zrozumienie, które otwiera drogę do przebaczenia.

IG: Ale my nie wchodzimy w treść ich dialogu. My przede wszystkim własnym świadectwem inspirujemy dialog. Dzisiaj małżeństwa ulegają trendowi szukania łatwych rozwiązań i konsumpcyjnego stylu życia. Polega on na tym, że kiedy kupię jakąś rzecz, która mi nie odpowiada, to ja oddaję do sklepu albo wyrzucam. Tak samo wiele osób robi w relacjach z drugą osobą. Obecnie obserwujemy powszechność takiej postawy. Oczywiście one kiedyś też się pojawiały, ale nie na taką skalę.

Rekolekcje małżeńskie to czasem „ostatnia deska ratunku” dla związków. Ile z nich udaje się uratować?

JG: My tego do końca nie wiemy. Założenie jest takie, że pary nie muszą się z nami dzielić owocami tych rekolekcji. Są osoby, które to robią, ale są też takie, u których rezultat tych rekolekcji jest widoczny później. Ale wycofane z sądów wnioski rozwodowe są czytelnym świadectwem.

Wspomnieli Państwo, że na rekolekcje zgłaszają się także małżeństwa niesakramentalne.

JG: Po jednych rekolekcjach, jeszcze w latach 90. ub. wieku, podeszła do nas para i powiedziała, że jest małżeństwem tylko cywilnym. Wyznali, że te rekolekcje były dla nich wstrząsem - odkryli się, że te rekolekcje były również dla nich, że oni też są w Kościele i mogą na nowo odkryć swoją więź z Panem Bogiem. Takie świadectwa się powtarzały, więc stwierdziliśmy, że trzeba zrobić dla takich par oddzielny program. Poruszamy z nimi tematy przebaczenia w poprzednim związku, problem relacji z dziećmi z poprzedniego związku, problem możliwości powrotu i szukania porozumienia z małżonkiem sakramentalnym.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -