22 lipca
poniedziałek
Marii, Magdaleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Akcja integracja

Ocena: 0
1114

Na ostatnim piętrze u ojców werbistów w Domu Misyjnym Ducha Świętego przy ulicy Ostrobramskiej 98 w Warszawie egzotyczne brzmienie języka polskiego staje się zrozumiałe dla migrantów z Wietnamu, Chin czy z Indii.

fot. arch. Centrum Migranta

Na początku lat 90. XX w. przybywali do Polski ze Sri Lanki, Pakistanu i Afganistanu, a głównie z Wietnamu. W Polsce jeszcze się nie mówiło o imigrantach, ale oni przyjeżdżali. Pierwszy wyszedł do nich z wyciągniętą ręką o. Edward Osiecki SVD razem z siostrami ze Zgromadzenia Misjonarek Miłości założonego przez św. Matkę Teresę z Kalkuty. Wietnamczycy byli już wcześniej, często przebywali w Polsce nielegalnie, przyjeżdżali do kuzynów, którzy po studiach w naszym kraju nie chcieli wracać do siebie i chowali się przed policją. Potrzebowali bezpłatnej pomocy prawnej, i to od niej początek wzięło dzisiejsze Werbistowskie Centrum Migranta Fu Shenfu.

– Nie pytamy, czy ktoś jest legalnie, czy nielegalnie. Widzimy, że potrzebuje pomocy, więc wychodzimy i pomagamy. Szansą dla tych ludzi był tak zwany pobyt tolerowany. Problem polegał na tym, że oni nie mieli dokumentów i ambasada nie mogła potwierdzić ich tożsamości. Migranci nie wiedzieli, jak uregulować swój pobyt w Polsce. Ojciec Osiecki pomagał im w tym, zanim jeszcze powstało Centrum Migranta – opowiada o historii Centrum o. Jacek Gniadek SVD, który od 2016 r. jest jego dyrektorem – a później powstał pomysł na biuro, w którym pomagano uzyskać pobyt tolerowany. Setki imigrantów z całej Polski przychodziły do nas, żeby taki pobyt wyrobić. Bardzo proste działania, tylko kiedy ktoś nie zna polskiego, nie potrafi sobie z tym poradzić.

Centrum Migranta prowadzi duszpasterstwo w języku wietnamskim, chińskim, hiszpańskim i angielskim, oferuje również darmowe lekcje języka polskiego, prowadzone przez 30 wolontariuszy. 

– Nasi wolontariusze są bardzo kreatywni w prowadzeniu lekcji – mówi s. Maria Werner FMM, koordynatorka Centrum. – Jedna z grup omawiała zwroty potrzebne, żeby w lokalu zamówić kawę czy coś do jedzenia, a kolejną lekcję na ten temat mieli w kawiarni, żeby przećwiczyć to w praktyce. Organizujemy też wycieczki po Warszawie, podczas których wszystko dzieje się po polsku. Uczniowie proszą, żeby organizować je częściej, bo – jak mówią – na co dzień nie mają takiego kontaktu z Polakami, jak podczas wycieczek. Ostatnio byliśmy w Muzeum Fryderyka Chopina oraz na spacerze jego śladami. Dla nich to jest istotny kontakt z językiem, polską kulturą i z Warszawą.

Każdy może pomóc w nauce. Wolontariusze wciąż są potrzebni. – Najważniejsze są chęci – tłumaczy o. Krzysztof Malejko SVD, duszpasterz katolików wietnamskich. – Do tego odrobina czasu wolnego, język angielski będzie przydatny, trochę odwagi i kreatywności, to później się sprawdza podczas lekcji.

– Język polski jest tylko środkiem do tego, żeby zaprosić do Kościoła obcego, który nie zna Chrystusa. Każdy człowiek poszukuje prawdy i kiedyś postawi pytania o to, kim jesteśmy, ale na początku musi być otwartość i bezinteresowna pomoc – mówi o. Jacek. – Pan Bóg działa w swój wiadomy sposób – dodaje o. Krzysztof. – Pomoc nie jest tylko dla katolików, ale dla tych, którzy akurat tej pomocy potrzebują. Pomagałem pewnej matce i jej córce jako tłumacz u lekarza rodzinnego. Potem tej pomocy było więcej, bo kiedy była potrzeba, zwracały się do mnie. Wiedziały, że jestem księdzem katolickim, i któregoś razu dziewczynka poprosiła, abym poświęcił jej różaniec. Powiedziała, że chciałaby się coś dowiedzieć o naszej wierze. W jej szkole są lekcje religii i pytała, czy mogłaby się zapisać. Nic jej specjalnie nie mówiłem o wierze katolickiej, nie chciałem jej nawracać, to się samo wydarzyło – przyznaje o. Krzysztof.

– Nauczanie polskiego jest pomysłem trafionym, i można to tylko mnożyć w Warszawie – mówi o inicjatywie Centrum o. Jacek. – Na drodze zupełnej dobrowolności spotykają się ze sobą ludzie, którzy chcą coś robić. Centrum migranta jest właśnie miejscem ukazującym, że integracja jest dwustronna, że z jednej strony zachodzi ciekawość, a z drugiej przełamywanie różnych barier.

– To nie jest tak, że my mamy monopol na lekcje dla migrantów – zaznacza. – Naszym marzeniem jest, żeby inni to skopiowali i zrobili u siebie. Każda parafia ma salki, których nikt nie używa. Wystarczy jedna salka, jedno ogłoszenie, można przyjść do nas zobaczyć, jak to wygląda. I po prostu zacząć uczyć.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 lipca



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -