24 września
czwartek
Gerarda, Ruperta, Tomiry
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bohaterowie drugiego planu

Ocena: 0
1054

Nie lubią siedzieć bezczynnie, kiedy można pomóc – zrobić coś, czego nie robią inni. Dlatego zostali ratownikami. Epidemia pokazała, jak są potrzebni.

fot. Armin Matuszewski

Kolejny raport Fundacji Wparcia Ratownictwa RK na FB. Napisany krótko, po żołniersku, ponieważ – jak pisze Michał Janas, założyciel i szef fundacji – „wolontariusze robotę mają konkretną”.

W namiotach pretriażowych (wstępna selekcja) dyżurują już trzynasty tydzień: przed szpitalem dziecięcym przy ul. Kopernika po dwoje – dzień i noc, przed wejściem do instytutu przy ul. Sobieskiego krócej – od godz. 7 do 21, po jednej osobie.

Do 10 czerwca to już w sumie prawie 5 tys. godzin dyżurów i ponad 25 tys. wchodzących do tych placówek, sprawdzonych pod kątem podejrzenia koronawirusa: pacjentów, rodziców, opiekunów chorych oraz sam personel medyczny.

– Gdyby nie wolontariusze z fundacji, musielibyśmy dwukrotnie zwiększyć obsadę izby przyjęć – przyznaje dyrekcja szpitala przy ul. Kopernika. I choć nie opiekują się bezpośrednio osobami zakażonymi wirusem Covid-19, trudno przecenić ich pomoc.

 


BY WSPIERAĆ

Fundacja Wsparcia Ratownictwa RK (czyt. erka) pod koniec maja obchodziła ósmą rocznicę działalności. Powstała, jako miejsce dla zawodowych medyków, aby mieli gdzie „na sucho” doskonalić swoje umiejętności, a także dla studentów kierunków medycznych, którzy na sprzęt mogą sobie często „tylko popatrzeć” – żeby mogli wziąć go do ręki, poćwiczyć zanim zaczną realnie się nim posługiwać w pracy z pacjentami. W fundacji prowadzone są też szkolenia specjalistyczne – zaawansowanej resuscytacji, urazowe, zdarzeń masowych, często na poligonach, koordynowane ze strażą pożarną i innymi służbami, oraz pokazy pierwszej pomocy na piknikach, firmowych eventach. Najważniejsze, jednak że fundacja przyciąga do siebie i przeszkoliła już setki osób, które „chciały więcej”. To – obok profesjonalnych medyków – zwykłe, wykonujące najróżniejsze profesje osoby, które przeszły kurs Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy (KPP) i zostały ratownikami. Po to, by – jak sami mówią – komuś gdzieś uratować życie lub być gotowym do wolontariackiego wspomagania służb medycznych na wypadek katastrof, klęsk żywiołowych, czy… epidemii koronawirusa.

Nic dziwnego, że kiedy 18 marca przyszedł z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego apel o pomoc, fundacja niemal od razu przystąpiła do działania, wystawiając GWM – wolontariacką Grupę Wsparcia Medycznego – złożoną z zawodowych medyków i ratowników KPP, którzy chcieli po pracy nadal pomagać.

– Już na początku marca zrobiliśmy szybki przegląd w fundacyjnym magazynie, by uzupełnić zapasy środków medycznych. Pierwszym, powierzonym nam zadaniem był transport osób, które w ramach akcji „Powrót do domu” wracały z lotniska do miejsc kwarantanny lub izolatoriów – relacjonuje dyrektor fundacji. Sam, na co dzień jest pielęgniarzem anestezjologicznym, pracuje w szpitalu dziecięcym oraz w lotniczym transporcie medycznym. Po pracy dyżuruje w fundacji. – Ciągle w ruchu. Nie wiemy, kiedy śpi – zdradzają z uznaniem wolontariusze.

Fundacyjna karetka zakupiona z „1%” – na zmiany ośmiu kierowców i załoga – jeżdżąc non stop przez ponad 4,5 doby, przejeżdżając ok. 4 tys. kilometrów, przewiozła wtedy niemal sto osób. Była jedną z niewielu, większość stołecznych firm zajmujących się transportem medycznym odmówiło przewozu swoimi pojazdami osób potencjalnie zakażonych.

 


PRZEDSZPITALNA SŁUŻBA

Działania karetki koordynowała Sylwia, jedna z wolontariuszek, ratownik KPP, na co dzień dyżurna ruchu w warszawskim metrze. Fundacja to dla niej odskocznia od codziennego życia, pasja, możliwość współdziałania z innymi ludźmi w dobrej sprawie. Dyżury w szpitalach koordynują 4 osoby, w tym Magda, ekonomista pracująca w jednej z prywatnych firm, także ratownik KPP. – Zaskoczyła nas gotowość tak wielu wolontariuszy do pomocy, kiedy pojawiły się pierwsze doniesienia, że potrzebne jest wsparcie personelu medycznego. Nikt wtedy jeszcze nie wiedział, czym jest ten wirus, jak się zachować, jak zabezpieczać. Mimo to byli gotowi – wspominają.

Dyżury w szpitalach wystartowały 20 marca i 8 kwietnia. Przewinęło się przez nie 60 wolontariuszy. Obecnie, gdy niektórzy musieli wrócić do stacjonarnej pracy, na studia, pouczyć się przed maturą, coraz częściej zastępują ich studenci w ramach praktyk i żołnierze WOT. Ale w każdej dyżurującej parze dowodzi fundacyjny wolontariusz.

Jednym z tych, którzy zaczynają dyżury po pracy, jest Mateusz, programista. Przyszedł z zaprzyjaźnionej grupy ratownictwa S12 specjalizującej się w poszukiwaniu osób zaginionych w lasach. Szkolił się w fundacji, dlatego na czas epidemii działa w jej strukturach. Jego zadaniem, jak wszystkich dyżurujących w namiotach, jest wywiad z chcącymi wejść do szpitala na temat ich zdrowia, zmierzenie temperatury, saturacji, tętna. Robiąc to 12 godzin z przerwami musi mieć na sobie fartuch, rękawiczki, maseczkę, czepek i przyłbicę.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. Związany z "Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A., były redaktor naczelny portalu idziemy.pl
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 września

Czwartek, XXV Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem.
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Koh 1,2-11; Ps 90,3-6.12-14 i 17; Łk 9,7-9
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)


 

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter