19 czerwca
środa
Gerwazego, Protazego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Co się stanie z uchodźcami?

Ocena: 0
939

Od rosyjskiej agresji na Ukrainę polską granicę przekroczyło 9,55 mln obywateli ukraińskich. Wróciło do swego kraju 7,7 mln, a część wyjechała do innych państw. Szacuje się, że prócz tych, którzy byli w Polsce przed wojną, pozostało u nas 950 tys. osób. Jakie są ich perspektywy na przyszłość?

fot. PAP/EPA/ROMAN PILIPEY

Wielu Polaków obawia się, że taka liczba uchodźców jest dla nas problemem. Warsaw Enterprise Institute przeprowadził badanie, z którego wynika, że zdaniem 63 proc. ankietowanych Polski nie stać na ich przyjmowanie. Ale też wojna jest czymś realnym; przecież nie zamkniemy granic dla ludzi uciekających przed rosyjskimi rakietami i bombami. Tak czy inaczej, Ukraińcy są wśród nas, oprócz uchodźców także około 1,2–1,3 mln tych, którzy przybyli do Polski wcześniej w poszukiwaniu pracy. Razem to grubo ponad 2 mln. Co z nimi będzie? Jak my sami powinniśmy się w związku z ich obecnością zachowywać – my jako społeczeństwo, jako władze samorządowe, jako rząd? To są pytania, które trzeba zadawać w pierwszą rocznicę wybuchu wojny.

 


CZY GROZI UKRAINIZACJA?

Obaw jest zresztą więcej. We wspomnianym już badaniu aż 40 proc. respondentów uznało, że „obecnie ma miejsce ukrainizacja Polski, która niszczy naszą kulturę i społeczeństwo”. Po części może być to efekt rosnącego wpływu rosyjskiej propagandy, ale po części też oczywisty niepokój ludzi, którzy słyszą wokół język ukraiński albo rosyjski. I zastanawiają się, co będzie dalej.

Najpierw pojawiły się pogłoski, że język ukraiński może stać się drugim urzędowym, obok polskiego. Niewykluczone, że sprawa jest efektem wpisu ukraińskiego dziennikarza Igora Isajewa, który w komentarzu do artykułu zamieszczonego w 2022 r. w internetowym wydaniu „Gazety Wyborczej” właśnie to zasugerował. Natychmiast napisały o tym rosyjskie media (m.in. znana gazeta „Izwiestia”), donosząc, że idea ta spotkała się z „powszechnym protestem” ze strony Polaków. W Rosji informowano o wielkich antyukraińskich demonstracjach w Warszawie i innych miastach…

Tymczasem największy nawet napływ uchodźców z Ukrainy nie może spowodować wprowadzenia ukraińskiego jako języka urzędowego choćby w jednej gminie. Zgodnie z ustawą z 2005 r. „przed organami gminy, obok języka urzędowego, może być używany, jako język pomocniczy, język mniejszości. (…) Język pomocniczy może być używany jedynie w gminach, w których liczba mieszkańców gminy należących do mniejszości (…) jest nie mniejsza niż 20% ogólnej liczby mieszkańców gminy”. Ale ukraińscy uchodźcy nie są mniejszością, nie są bowiem obywatelami RP. Więc nawet jeśli w jakiejś gminie stanowiliby większość mieszkańców, nie mogliby żądać wprowadzenia swego języka jako pomocniczego.

Są tacy, którzy odpowiadają, że ustawę można zmienić. Oczywiście, można, ale i tak zmiana musiałaby być zgodna z art. 27 Konstytucji RP, który stwierdza, że „w Rzeczypospolitej Polskiej językiem urzędowym jest język polski. Przepis ten nie narusza praw mniejszości narodowych wynikających z ratyfikowanych umów międzynarodowych”. I znów – uchodźcy ani migranci ekonomiczni nie są mniejszością. A mniejszości narodowe definiuje ustawa z 2005 r., stwierdzająca m.in., że przodkowie osób zaliczanych do mniejszości powinni zamieszkiwać obecne terytorium Rzeczypospolitej Polskiej od co najmniej 100 lat…

 


ILU PRACUJE, ILU SIĘ UCZY

Faktem jest jednak, że przebywający w Polsce Ukraińcy posługują się w domu, na podwórku czy na ulicy przede wszystkim własnym językiem. Przywieźli do nas własne zwyczaje i tradycje, własną wiedzę na tematy współczesne i historyczne. Co więcej, inną wiedzę historyczną mają ci z zachodu kraju, a inną ci ze wschodu.

Nie wiemy dokładnie, skąd i dokąd kto przyjechał. W samej Warszawie w kwietniu ub.r. było około 267 tys. Ukraińców (i migrantów, i uchodźców), we Wrocławiu 187 tys., w Krakowie 178 tys. Zapewne teraz jest ich mniej. Można przypuszczać, że w polskiej stolicy stanowią nawet 10 proc. mieszkańców, ale we Wrocławiu aż 18–20 proc. W zeszłym roku odsetek Ukraińców w Rzeszowie przekroczył 35 proc., teraz jest to może 25 proc.

Wiemy, że około 96 proc. uchodźców stanowią kobiety i dzieci. O ile wśród migrantów ekonomicznych liczba kobiet i mężczyzn była mniej więcej równa, o tyle obecnie płeć piękna przeważa. Duża część z nich pracuje – ale nie wszyscy.

W polskich przedszkolach i szkołach uczy się 200 tys. dzieci z Ukrainy. Ale wiadomo, że być może drugie tyle do szkół nie chodzi. Nie wiadomo też, jaka część z nich uczy się zdalnie w szkołach ukraińskich. Warto przy okazji powiedzieć, że dzieci chodzące do polskich szkół szybko uczą się polskiego; często zdecydowanie szybciej od swoich rodziców czy dziadków.

Ci, którzy między sobą porozumiewają się po ukraińsku, pochodzą z reguły z zachodniej albo z centralnej Ukrainy. Rosyjskojęzyczni są ze wschodu. Dla osób z Tarnopola czy Równego ukraiński to pierwszy język, a rosyjski jest wyuczony – ci z Charkowa czy Odessy odwrotnie, w domu mówili po rosyjsku. Najmłodsi z pobliża polskiej granicy mogą nawet rosyjskiego nie znać i mieć kłopoty w porozumiewaniu się z rówieśnikami z Mariupola czy Bachmutu.

Pochodzący z tak zwanej Galicji Wschodniej (obwody lwowski, tarnopolski, iwanofrankiwski) to zazwyczaj grekokatolicy. Z pozostałej części Ukrainy przyjeżdżają głównie prawosławni, choć są tam i wyznawcy innych religii – tak katolicy, jak protestanci. To zaś oznacza, że w niedzielę uchodźcy mieszkający na jednym warszawskim osiedlu mogą rozejść się w przeciwnych kierunkach – jedni na Mszę grekokatolicką, inni do cerkwi. Wielu jest także ateistów, których religia nie interesuje.

Trzeba też dodać, że o ile migranci ekonomiczni dokładnie wiedzą, czego chcą – zostać i pracować w Polsce, jak długo się da – to uchodźcy nie. Nierzadko zmieniają decyzje, myślą o powrocie do kraju lub o wyjeździe gdzieś dalej, do Europy Zachodniej albo USA czy Kanady. Bo wyjechali z przymusu, nie z chęci.

 


KTO ZOSTANIE?

Pytanie więc, ilu Ukraińców zechce w Polsce pozostać. Przeprowadzano różne badania; w lipcu 2022 r. NBP podawał, że 16 proc. uchodźców chce u nas zostać na stałe – wówczas było to niecałe 300 tys. osób. Najnowsze badanie przeprowadzone przez Manpower i Fundację Totalizatora Sportowego wykazało, że odsetek chcących w Polsce zamieszkać to 42 proc., a więc niecałe 400 tys. Zdaniem ekspertów w rzeczywistości może być to nawet pół miliona. Nie wiemy, ilu do tej liczby można dodać migrantów ekonomicznych, przybyłych tu jeszcze przed wojną.

To rzeczywiście spora grupa. Od razu rodzi się niepokój: czy Ukraińcy nie zabiorą nam miejsc pracy? Najnowszy raport Manpower wskazuje jednak, że problem ze znalezieniem osób do pracy ma aż 75 proc. firm produkcyjnych. Inne badania wskazują, że aż 25 proc. polskich lekarzy jest w wieku emerytalnym, co oznacza, że za chwilę mogą odejść z zawodu; brakuje około 70 tys. pielęgniarek, a absolwentek polskich szkół jest za mało. To tylko przykłady. Oznaczają jednak, że będziemy intensywnie poszukiwać ludzi do pracy – jeśli nie z Ukrainy czy Białorusi, to z Indii i Wietnamu, albo z krajów arabskich. Tymczasem – co trzeba sobie szczerze powiedzieć – Ukraińcy lub Białorusini o wiele łatwiej odnajdują się w naszym kraju niż przybysze z krajów dużo bardziej odległych. Po pierwsze, znacznie prostsze jest dla nich nauczenie się języka polskiego. Po drugie, ich kultura i obyczaje są dużo bliższe naszym. Może właśnie to, że uchodźcy z Ukrainy wyglądają dokładnie tak samo jak my, spowodowało, że chętnie ich przyjęliśmy?

Zresztą, chęć pozostania to jedno, a realne możliwości – drugie. Owszem, pracę w Polsce można znaleźć, nawet jeśli przejściowo będzie poniżej posiadanych kwalifikacji. Gorzej jest z mieszkaniem – i to może w zasadniczy sposób wpłynąć na ostateczne decyzje uchodźców. Bo jednak mieszkać gdzieś trzeba; kupno oznacza gigantyczny wydatek, a wynajem też jest drogi. A w punktach zbiorowego zakwaterowania mieszka obecnie w Polsce 82,5 tys. ukraińskich uchodźców – i powinni od marca częściowo płacić za pobyt.

We Lwowie koszt 1 mkw. mieszkania, w znakomitym stanie co prawda, może wynieść równowartość 8 tys. zł i więcej, więc po sprzedaniu własnego lokum można kupić coś w Polsce, ale z reguły uchodźcy nie dysponują mieszkaniami na sprzedaż, i to w tak w miarę bezpiecznym miejscu jak Lwów (gdzie zresztą też spadają rosyjskie rakiety). Wielu w ogóle nie ma domów, bo zostały zniszczone, a mieszkań w Charkowie czy innych miastach położonych bliżej frontu nikt przecież nie kupi. Tak naprawdę więc należałoby im pomóc w otrzymaniu zakwaterowania. Ale jak?…

 


POTRZEBNE PROGRAMY

Trzeba pamiętać jeszcze o jednym: brakuje zakrojonych na szeroką skalę programów przystosowujących przybyszów zza Buga do życia w Polsce. Bardzo długo na naszej wschodniej granicy istniał swoisty mur kulturowy. Ukraińcy nie znają polskich filmów i sztuk teatralnych, przeważnie też nie czytali naszych książek i rzadko słuchali polskiej muzyki. Oczywiste dla nas powiedzonka typu „od Sasa do Lasa” są dla nich niezrozumiałe.

Co więcej, na Ukrainie nie jest znana włoszczyzna, a w Kijowie kupno pora czy selera zawsze było bardzo trudne. U nas jest jeden rodzaj czerwonego barszczu, na Ukrainie są ich dziesiątki. Cóż, różnice kulinarne można łatwo pokonać, gorzej z wiedzą o podstawowych sprawach z dziedziny prawa. Kto z Ukrainy może się domyślić, że jeśli do skrzynki pocztowej listonosz włoży awizo z urzędu, to nawet jeśli list nie zostanie odebrany, urzędnicy uznają, że adresat na pewno go przeczytał? Nieświadomy tego uchodźca z Ukrainy może borykać się z wielkimi problemami.

O tym wszystkim goszczącym w Polsce Ukraińcom trzeba powiedzieć. I starać się usilnie, by nie tworzyli jakichś własnych gett, lecz integrowali się z polskimi sąsiadami. Najłatwiej pójdzie to dzieciom. Ale nie wolno zapomnieć o dorosłych.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, analityk spraw międzynarodowych, doktor nauk społecznych, adiunkt na uczelni Vistula w  Warszawie


redakcja@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 czerwca

Poniedziałek, XI Tydzień zwykływs
Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Romualda, opata
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę,
a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 6, 1-6. 16-18
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter