23 stycznia
niedziela
Ildefonsa, Rajmunda
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Cukiernicza dynastia

Ocena: 0
585

Wedlowie łakociami zaskarbili sobie serca warszawiaków. Mieszkańcy Pragi wspominają, że dawniej w okolicach fabryki Wedla na ul. Zamoyskiego pachniało czekoladą.

fot.wikipedia

Historyczny gabinet Jana Wedla

 

Założycielem jednej z pierwszych firm produkujących czekoladę w Warszawie był Karol (Carl) Wedel, pochodzący z obecnych Niemiec (ur. w Ilensfeld), wyznania ewangelicko-augsburskiego, syn Joachima i Krystyny Krüger (córki fabrykanta sukna). Do Warszawy przybył przed 1850 r. z Berlina w towarzystwie żony Karoliny z Wisnowskich i syna Emila oraz siostry, na zaproszenie Karola Grohnerta, prowadzącego cukiernię przy ul.  Piwnej 12. – Miał za sobą bogatą praktykę w wielu miastach zachodniej Europy (Berlin, Londyn i Paryż) – opowiada Tadeusz Świątek, historyk, varsavianista, autor m.in. książki „Rody starej Warszawy”. W 1851 r. Karol Wedel, spłaciwszy wspólnika, założył własną cukiernię u zbiegu ulic Miodowej i Kapitulnej, co uznaje się za datę założenia firmy, wówczas pod nazwą C.E. Wedel.

 W latach 70. XIX w. Karol Wedel, jako pierwszy w Warszawie, używał pieca ogrzewanego parą, który służył do produkcji wyrobów biszkoptowych. Na początku pracował z małżonką i dwoma czeladnikami, a chcąc sprostać zapotrzebowaniu konsumentów, zaczął sprowadzać cukierników z Berlina i Wiednia. – Karol Wedel był bardzo kreatywny, ofertę wyrobów wzbogacał wciąż o modne nowości. W cukierni serwowano czekoladę do picia (500 filiżanek dziennie), sprzedawano karmelki, a nawet cukierki na kaszel, ciasta (herbatniki i biszkopty), figurki cukrowe oraz czekoladę w tabliczkach. Wedel sam przygotowywał nowatorskie reklamy prasowe, tłumaczone również na język francuski, a w miarę rozwoju firmy angażował grafików związanych z „Tygodnikiem Ilustrowanym” – podkreśla Tadeusz Świątek. Początkowo wyroby cukiernicze reklamował jako produkty zdrowotne. Tajemnicą dobrej prosperity był obrót nieruchomościami, a pieniądze w ten sposób uzyskiwane służyły na zakup coraz to nowszych maszyn do produkcji, jak też wyjątkowo kosztownych surowców, jak kakao, kawa, daktyle, goździki.

 Drugi z dynastii, Emil Wedel, w 1869 r. przeniósł się do większego lokalu przy ul. Szpitalnej w centrum Warszawy. Oficjalnie przejął on firmę w dniu swego ślubu z Eugenią z Bohmöw w 1872 r. Od 1900 r. firma, uczestnicząc w licznych wystawach spożywczych, zaczęła otrzymywać znaczące wyróżnienia, a eksportując wyroby do krajów Europy Zachodniej, opatrywała je faksymilą podpisu Emila Wedla: E. Wedel.

 Syn Emila, Jan Wedel, trzeci z dynastii, dr chemii spożywczej Uniwersytetu we Fryburgu (Szwajcaria), rozpoczął pracę w fabryczce ojca od przejścia przez wszystkie wydziały, od najniższego szczebla, w celu poznania organizacji i cyklu produkcji. W 1923 r. przejął ster zarządzania (ojciec już wtedy nie żył, zmarł w 1919 r.). Jak mówi Tadeusz Świątek, pomogło mu to poznać wszystkich pracowników, a z czasem ich rodziny, które korzystały z bogatej oferty socjalnej w postaci wczasów w podwarszawskim Świdrze, a także możliwości uczestniczenia w ofercie Klubu Sportowego „Rywal”, a nawet sekcji teatralnej, pracownicy i ich rodziny miały do dyspozycji również bibliotekę, żłobek i przedszkole.

W 1929 r. Jan Wedel rozpoczął budowę nowoczesnej fabryki w warszawskiej dzielnicy przemysłowej na Pradze. Przenoszenie poszczególnych działów produkcji z ul. Szpitalnej realizowano etapami; fabryka była intensywnie rozbudowywana i wyposażana w najnowocześniejsze urządzenia techniczne do II wojny światowej. Dr Jan Wedel nie zapominał, że większość jego pracowników to katolicy, dlatego na poświęcenia nowych hal w fabryce czy kolejnych sklepów w Polsce zapraszał księży katolickich. Sam wziął ślub w parafii Bożego Ciała na Kamionku.

Po kapitulacji stolicy we wrześniu 1939 r. zakłady Wedla podjęły produkcję, mimo uszkodzeń niektórych hal. Część wyrobów przejmował okupant, co było nieuniknione, ale równie duża część trafiała w ramach pomocy do bezrobotnych pracowników wyższych uczelni, naukowców, a także polskiego podziemia, jako pomoc przy „wykupie więźniów” itp.

Z powstania warszawskiego zakłady wyszły znacznie zniszczone, odbudowa była możliwa dzięki zgranej załodze, którą już przed wojną nazywano „Rodziną wedlowską”. Wedlowi zawdzięczamy współufundowanie pomnika Paderewskiego na cmentarzu Bródnowskim, gotowego już w przededniu wojny, ukrywanego aż do czasów PRL, gdy zezwolono na jego ustawienie w Ogrodzie Ujazdowskim. W 1949 r. komuniści odebrali Wedlowi jego firmę i przemianowali na Zakłady Przemysłu Cukierniczego im. 22 lipca. Jan Wedel zmarł w roku 1960.

Tadeusz Świątek wspomina, że jako dziecko osobiście poznał starszego już Jana Wedla, ponieważ jego rodzice przyjaźnili się z byłym właścicielem fabryki: – Siadywałem na kolanach pana Wedla, który pytał mnie, jakie cukierki lubię, co było pytaniem retorycznym. Moimi ulubionymi cukierkami były „Chanteclairy” (z kogucikiem na papierku), z masą chałwową, które Jan Wedel trzymał dla mnie schowane w butonierce marynarki. To był dżentelmen, zawsze dobrze ubrany. Mama strofowała mnie, mówiąc: „Jak Ty się zachowujesz! Panie Janie, proszę go zdjąć z kolan, do czego to podobne, aby zaglądał w pańskie kieszenie”. Na co Wedel odpowiadał: „To ja się cieszę, że mogę poczęstować dobrym cukierkiem, który sam uwielbiam”!

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 23 stycznia

Niedziela, III Tydzień zwykły
Niedziela Słowa Bożego
Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Łk 1,1-4;4,14-21
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Słowo Boże w naszym życiu (komentarz "Idziemy")



Najczęściej czytane komentarze

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter