13 lipca
poniedziałek
Henryka, Kingi, Andrzeja
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Decyduje strategia

Ocena: 0
1595

Polska nie była słaba i miała silną armię, ale nie mogła samotnie wygrać z dwoma supermocarstwami - mówi prof. Romuald Szeremietiew w rozmowie z Piotrem Kościńskim.

fot. archiwum prywatne

Dlaczego kampania wrześniowa, czy może raczej wojna polska 1939 r., zakończyła się aż tak dramatycznie źle?

Ja raczej postawiłbym pytanie: dlaczego przebiegła aż tak dobrze? Na Polskę napadły przecież dwa mocarstwa, a nasz kraj mocarstwem nie był. Obraz września 1939 r. widziany oczyma przeciętnego Polaka kształtowany był przez propagandę komunistyczną, a także przez różnych dzisiejszych krytyków obozu sanacyjnego rządzącego II RP. Odwołując się jednak do źródeł i opracowań oceniających obiektywnie „wrzesień”, trzeba przede wszystkim zastanowić się, co było polskim celem strategicznym, dlaczego podjęto tę wojnę? A drugie, kluczowe pytanie, to czy w 1939 r. założony cel osiągnęliśmy? Wojsko może bowiem przegrywać bitwy, ale nie to jest rozstrzygające – najważniejsze jest osiągnięcie celu strategicznego.

Osiemdziesiąt lat temu Polska była państwem bardzo młodym. Dziś dla nas i dla innych oczywiste jest, że państwo polskie znajduje się na politycznej mapie Europy. Ale w 1939 r. Rzeczpospolita istniała zaledwie dwadzieścia lat, a dla Europy normalna była sytuacja sprzed I wojny światowej, kiedy państwa polskiego nie było! Nie tylko Niemcy i Sowiety (Rosja), ale także inni, np. Czesi, wyrażali pogląd, że Polska jest „państwem sezonowym”, kaprysem losu – i że szybko przestanie istnieć. Tak więc istnienie państwa polskiego w przyszłości nie było czymś oczywistym.

Władze II RP obawiały się, że może dojść do konfliktu, na przykład z Niemcami, który – jako kraj słabszy – przegramy, a Europa uzna, że wszystko „wraca do normy”, państwa polskiego nie ma.

Józef Piłsudski mówił swoim współpracownikom, żeby balansować między potężnymi sąsiadami, jak długo się da, a jak już się nie da, to należy „podpalić świat”. Strategicznym celem Polski było więc niedopuszczenie do konfliktu wyłącznie lokalnego – i to się udało: 3 września 1939 r. Francja i Wielka Brytania wypowiedziały Niemcom wojnę.

Ale poza tym niewiele nam pomogły?

No tak – 12 września we francuskim Abbeville Rada Sojusznicza zadecydowała w kwestii ofensywy przeciwko Niemcom, która miała rozpocząć się 15 dnia po ogłoszeniu mobilizacji przez Francję, a więc 17 września. Głównodowodzący francuski gen. Maurice Gamelin poinformował, że potrzebuje więcej artylerii ciężkiej, a na jej zgromadzenie niezbędny jest czas. Ofensywę przełożono na 21 września. I poinformowano o tym stronę polską, pisał o tym w swych wspomnieniach gen. Wacław Stachiewicz, szef sztabu Naczelnego Wodza. Wspominał, że zgłosił się do niego gen. Louis Faury, przedstawiciel Francji przy polskim dowództwie, poinformował o nowym terminie i zapytał, czy Polska dotrwa do 21 września. Stachiewicz odpowiedział twierdząco. I miał ku temu podstawy.

Siła niemieckiego ataku słabła. Niemcy stracili około 1000 czołgów i ponad 300 samochodów pancernych, a więc prawie połowę sił pancernych. Mieli coraz większe trudności z paliwem – jednostki pancerne operujące w rejonie Brześcia nad Bugiem i Lwowa po prostu stanęły w miejscu. Podobnie było z Luftwaffe. Są dane pokazujące, że ze stanu spisano 1260 samolotów, z czego 600-700 strąciło polskie lotnictwo i artyleria przeciwlotnicza, a pozostałe po prostu się zużyły. Niemiecki Wehrmacht miał zdolność prowadzenia wojny ograniczoną w czasie, co najwyżej trzy miesiące. Stąd zresztą wzięła się koncepcja wojny błyskawicznej, Blitzkriegu. Zawiodła ona dopiero w Rosji, gdzie działania wojenne trwały o wiele dłużej i z wiadomym skutkiem.

A my mogliśmy wówczas walczyć dalej?

Oczywiście. Funkcjonuje na przykład mit, że polskie lotnictwo zostało całkowicie zniszczone w ciągu kilku pierwszych dni wojny. Tymczasem po 17 września do Rumunii i na Węgry przeleciało ponad dwieście polskich samolotów, czyli po ponad dwóch tygodniach walki taka była liczba wciąż sprawnych maszyn! A z portów Francji i Anglii do rumuńskiej Konstancy płynęły statki wiozące dla Polski samoloty, czołgi, działa, amunicję. Z zachodniej i centralnej Polski ewakuowano na wschód ośrodki zapasowe dywizji i brygad, zasoby broni i sprzętu wojskowego, tysiące rezerwistów. Było naprawdę kim i czym walczyć z Niemcami. Z danych sowieckich wiadomo, że na polskich ziemiach wschodnich po 17 września Sowieci zagarnęli ogromną ilość polskiej broni i amunicji. Było to uzbrojenie na 21 dywizji oraz amunicja na 28 dni walki!

Tym niemniej polski plan obrony zakładał rzecz niemal niemożliwą do zrealizowania, bo wojsko rozmieszczone było właściwie wzdłuż całej granicy z Niemcami. A przecież takiego terytorium nie można było obronić?

Koncepcja operacyjna wojny z Niemcami zakładała wykonanie wielkiego manewru odwrotowego. Nasze wojsko miało się cofać pod niemieckim naporem, odchodząc na kolejne linie oporu, cały czas walcząc, nie dając się okrążyć i rozbić. Chodziło o to, by dotrwać do dnia ofensywy na Niemcy sojuszników z Zachodu. Walcząc, oddajemy teren, zyskujemy czas – mówił marszałek Śmigły. To udało się.

Hitler sądził, że w ciągu kilku dni siły polskie zostaną okrążone i zniszczone, Polska zostanie pobita; tak był skonstruowany niemiecki plan agresji Fall Weiss. Ale już 7 września okazało się, że Polacy nie dali się okrążyć. Hitler musiał modyfikować plan, wysunąć oskrzydlające „kleszcze” dalej na wschód, aż do Bugu. Tymczasem i to było chybione, bowiem siły polskie przegrupowywały się na przedmoście rumuńskie (obszar na południowy wschód od Lwowa – red.), czyli w rejony, których Niemcy nie byliby w stanie zająć.

16 września w rękach niemieckich znajdowało się około połowy terytorium Polski. Polskie Naczelne Dowództwo funkcjonowało, choć w bardzo trudnych warunkach. Marszałek Śmigły realizował wówczas drugą fazę planu obrony, umieszczając ją na terenach na wschód od Bugu. Jeszcze 12 września gen. Faury meldował do Paryża, że sytuacja jest trudna, ale Polska broni się skutecznie. 16 września w sztabie Naczelnego Wodza otworzono butelkę wina, by uczcić korzystną zmianę sytuacji na froncie. Tak widzieli położenie polscy sztabowcy, ludzie trzeźwo oceniający sytuację.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 13 lipca

Poniedziałek, XV Tydzień zwykły
+ Wspomnienie świętych pustelników Andrzeja Świerada i Benedykta
Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 1,10-17; Ps 50,8-9.16b-17.21.23; Mt 10,34-11,1
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter