21 marca
czwartek
Lubomira, Benedykta
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dwie rocznice

Ocena: 0
1189

Mija sto lat, jak odzyskaliśmy niepodległość. Nawet po jej uzyskaniu kosztowała ona Polaków wiele poświęceń i pracy, a nawet krwi.

fot. Irena Świerdzewska

Dość wspomnieć ciężkie zmagania o granice wskrzeszonego państwa, a zwłaszcza zwycięską walkę polskiego Dawida z bolszewickim Goliatem w 1920 r. i później prowadzoną przeciwko nam niemiecką wojnę celną. Zaledwie 20 lat po odzyskaniu niepodległości, w 1939 r., spotkało nas to, o czym wszyscy wiemy, a z zależności od sowieckiego totalitaryzmu udało się nam wyplątać dopiero po pół wieku. Przez połowę czasu, który minął od jej odzyskania, byliśmy niepodległości pozbawieni!


Rówieśnik niepodległości

Jan Paweł II był niemal równolatkiem polskiej niepodległości. Jeden i drugi totalitaryzm dopadły go bardzo realnie. We wrześniu 1939 r. Karol Wojtyła miał zaledwie 19 lat, po wojnie przez 33 lata był księdzem i biskupem w Polsce rządzonej przez komunistów. Toteż nic dziwnego, że to, co mówił do nas, Polaków, na temat wolności i naszych polskich aspiracji narodowych – a mówił o tym wielokrotnie – jest tak przekonujące. Po prostu jego słowa naznaczone były osobistym doświadczeniem.

Tylko dla przykładu spójrzmy, co miał nam do powiedzenia ten papież, kiedy przyjechał do nas w czasie stanu wojennego. Powiedział to jakby na marginesie, wieczorem, bo podczas Apelu Jasnogórskiego – zatem było to dla niego przesłanie bardzo ważne, ale jednak nie centralne, nie na miarę tych wezwań najbardziej pamiętanych: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!” ani że „człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa”, ani na miarę „Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze Ziemi!… Tej Ziemi!”

Proste i niewyszukane słowa Jana Pawła II z kaplicy jasnogórskiej wybrzmiały skromniej, ale jakżeż rzetelnie: „Może czasem zazdrościmy Francuzom, Niemcom czy Amerykanom, że ich imię nie jest związane z takim kosztem historii, że o wiele łatwiej są wolni, podczas gdy nasza wolność tak dużo kosztuje. Nie będę przeprowadzał analizy porównawczej. Powiem tylko, że to, co kosztuje, właśnie stanowi wartość. Nie można zaś być prawdziwie wolnym bez rzetelnego i głębokiego stosunku do wartości. Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała”.

Te słowa papieża rodaka nieodparcie mi się kojarzą z mądrą obserwacją zapisaną na początku II wieku ery chrześcijańskiej: „Wielki to zawodnik, który jest bity, a zwycięża”. Nie mam pojęcia, czy Jan Paweł II kiedykolwiek cytował te słowa biskupa Ignacego z Antiochii, napisane zresztą w przeddzień śmierci męczeńskiej. Jednak fakt faktem, że jego wystąpienia na temat polskości i miłości ojczyzny przepełnia mądrość zawarta w tym aforyzmie biskupa Ignacego. Ale też taka po prostu jest prawda, i obchodząc stulecie odzyskania niepodległości, nie krępujmy się otwarcie to wyznawać: że Polska, naród polski, polskie społeczeństwo to jest taki zawodnik, który chociaż wiele razy i na różne sposoby był bity, jednak na ogół zawsze zwyciężał.

 

Powołani do zwycięstwa

Rzecz jasna, nie ma nic wzniosłego w tym, że ktoś jest bity. W encyklice Veritatis splendor przytoczył nasz papież aforyzm rzymskiego satyryka (!) Juwenalisa, że wielka to pomyłka tak chronić swoje życie, że potem żyć już nie warto. Przecież nieraz nawet życie warto i trzeba narażać – ażeby ocalić lub odzyskać wartości, które są ważniejsze niż życie. Za takie wartości być bitym i przyjmować to z godnością – dopiero takie postawy przyczyniają się do zwycięstwa. W swoich przemówieniach do Polaków wielki nasz rodak nieraz podkreślał, że prawdziwą służbą ojczyźnie jest realizowanie takich postaw, które na pierwszy rzut oka wcale się z patriotyzmem nie kojarzą.

Przede wszystkim każdy z nas ma obowiązek troszczyć się o prawdę swojego człowieczeństwa. W swoim wielkim kazaniu wygłoszonym na Stadionie Dziesięciolecia wymienił Ojciec Święty pięć wymiarów tego zwycięstwa nad sobą, do którego każdy z nas jest powołany i zobowiązany: „Zwycięstwo takie oznacza życie w prawdzie, prawość sumienia, miłość bliźniego, zdolność przebaczania, rozwój duchowy naszego człowieczeństwa”. Wszystkie one są „nieodłączne od trudu, a nawet od cierpienia, tak jak zmartwychwstanie Chrystusa jest nieodłączne od krzyża”.

Kiedy cztery lata później miał Jan Paweł spotkanie z młodzieżą na Westerplatte, swoje wezwanie do pracy i zwycięstwa nad samym sobą wyraził w obrazie tyleż prostym, co bardzo przejmującym: „Każdy i każda ma w swoim życiu podobne Westerplatte, może mniej sławne, mniej historyczne, powiedzmy, na mniejszą skalę zewnętrzną, ale czasem może na większą jeszcze skalę wewnętrzną, i tego swojego Westerplatte nie może oddać!”. Wprawdzie takie obrazy z czasem się zapomina, ale przecież z łatwością daje się je odświeżyć. I na pewno warto je odświeżać.

W stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości warto przypomnieć sobie szczególnie, że właśnie Jan Paweł II zarówno beatyfikował, jak i kanonizował dwóch powstańców styczniowych: Brata Alberta Chmielowskiego i Rafała Kalinowskiego. Obaj zapłacili bardzo wysokie ceny za poświęcenie się na rzecz niesprawiedliwie zniewolonej ojczyzny, obaj też osiągnęli najwyższe szczyty świętości. Obaj są żywymi dowodami, że miłość ojczyzny da się idealnie włączyć w naszą miłość Boga.

 

W oparciu o kulturę

To oczywiste, że ten wielki papież był gorącym polskim patriotą. Z całą pewnością nie osłabiało to jego posługi papieskiej, która jest przecież misją uniwersalną. On umiał odsłaniać uniwersalne wymiary swojego patriotyzmu. Dość przypomnieć wspaniałe przemówienie, które 2 czerwca 1980 r. wygłosił w siedzibie UNESCO do przedstawicieli różnych narodów. Mówił wtedy o znaczeniu języka i kultury dla duchowej przestrzeni ojczystego domu.

Przypomnijmy chyba najważniejszy fragment tego przemówienia: „Jestem synem narodu, który przetrzymał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, który wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć, a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów własną suwerenność jako naród nie w oparciu o jakiekolwiek środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg”.

Kilkanaście lat później, w Liście do Rodzin, Jan Paweł II przypomniał swoją wypowiedź z UNESCO, ażeby istotnie ją pogłębić: „Poprzez swą kulturę, swój język, nie tylko naród, ale i każda rodzina odnajduje swą duchową suwerenność. Trudno bez tego wytłumaczyć wiele faktów w dziejach narodów, zwłaszcza europejskich, faktów dawnych i dzisiejszych, faktów podniosłych, ale i bolesnych, zwycięstw i klęsk. Widać jak bardzo organicznie rodzina jest zespolona z narodem, a naród z rodziną”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -