23 lutego
sobota
Romany, Damiana, Polikarpa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dzieci to nie rzodkiewki

Ocena: 0
1447

Babcie, mamy i ciocie – do roboty. Trzeba podlewać korzenie, żeby nie uschły.

fot. Pixabay, CC0

Śmiem twierdzić, że teraz, po wielu latach zmagań z różnymi rodzajami niepamięci, niewiele osób – przynajmniej spośród czytelników moich felietonów – nie wiedziałoby, kim był Jan Karski. Ale już jego żony, wybitnej tancerki Poli Nirenskiej, nie stawiałabym tak optymistycznie przed oczy z poczuciem, że wszyscy wiedzą, o kogo chodzi. Kiedy Karski, prawdziwy bohater niepodległej Rzeczypospolitej, prawy i wrażliwy, wybitnie zdolny, dzielny do granic bohaterstwa, zawsze w służbie Bogu i ojczyźnie, żenił się w 1965 r., jego żona była w USA bardzo znaną artystką. Wzięli ślub katolicki, a nie rozmawiali w domu po polsku! On z Łodzi, ona z Warszawy, gdzie w Zagładzie zginęła cała jej rodzina, siedemdziesiąt osób! Czy to możliwe, żeby Karski – jego misja nie uratowała mordowanych w niemieckim planie Żydów, ale stała się symbolicznym punktem odniesienia – nie wiedział, że wykształcona w Warszawie żona mówi po polsku tak jak on?! Po jej samobójczej śmierci ufundował nagrodę przyznawaną za prace na temat roli i wkładu Żydów polskich w kulturę polską. Żeby – mam taką nadzieję – uhonorować wspólne rozmowy.

Piękna uroczystość wręczenia tej nagrody Belli Szwarcman-Czarnocie wpisuje się w moim własnym rankingu w cykl tych wydarzeń, które opowiadają o minionym stuleciu, na różne sposoby teraz wspominanym i obchodzonym. Bella Szwarcman-Czarnota, z wykształcenia filozof, z zamiłowania kronikarka żydowskiego losu i strażniczka zapisanej w języku jidysz tradycji (książka „Znalazłam wczorajszy dzień”), pisarka i tłumaczka, redaktorka miesięcznika „Midrasz”, dostała ją właśnie za gromadzenie, przetwarzanie i przechowywanie – w zasobach własnej twórczości i w przekładach – wielkich a nieznanych dóbr kultury zapomnianego świata II Rzeczypospolitej. Za ratowanie przed niepamięcią nieznanych żydowskich poetów i pisarzy. Za ocalenie śpiewanych w jej domu piosenek dla dzieci i dla dorosłych, także religijnych, które niedawno – z siostrą i córką – zebrały w książkę „W poszukiwaniu złotego jabłka. Śpiewnik rodzinny” i które śpiewają w domowym kręgu nadal.

– Mało kto pisze wyłącznie do szuflady i niewiele osób chce przemawiać tylko do siebie. Przede wszystkim chciałam mówić najpierw do rodziny – do córki i męża, żeby opowiedzieć im o historii rodziny, o żydowskiej historii, o tym, co łączyło kolejne pokolenia. Po to, żeby zachować to, co żydowskie. Bo nie jest łatwo być kroplą w morzu. A więc najpierw chciałam wyposażyć w wiedzę – taką, jaką miałam – swoją córkę – mówiła laureatka podczas uroczystości. I przytoczyła fragment cudownego wiersza „Piwnice i strychy” Malki Heifetz-Tussman, poetki, którą kiedyś „odgrzebała” i która pisała, jak potrzebne są dzieciom piwnice i strychy dziadków, kufry i kartony pełne starych kapeluszy i papierów, bo „dzieci powinny wiedzieć, skąd pochodzą (…) dzieci to nie rzodkiewki, ich korzenie sięgają głęboko”.

Babcie, mamy i ciocie – do roboty. Trzeba podlewać korzenie, żeby nie uschły.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -