13 grudnia
piątek
Lucji, Otylii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Dziecko w świecie prawa

Ocena: 0
567

W kolejnych konwencjach gwarantuje się prawa dzieciom. Jednocześnie pozwala się na ich uśmiercanie przed urodzeniem albo już po nim.

fot. pixabay.com / CC0

Mija trzydzieści lat od ogłoszenia przez ONZ konwencji o prawach dziecka – 20 listopada 1989 r. Polska przyjęła ja dwa lata później. Unikatowy charakter tego dokumentu związany jest z kilkoma obszarami. Po pierwsze, dotyczy on dzieci, a więc istot, które z racji swojej niedojrzałości wymagają szczególnej troski i wsparcia. Po drugie, jest najczęściej przyjmowanym przez poszczególne krajem aktem prawa międzynarodowego, ma więc zastosowanie do wszelkich formalnych działań podejmowanych wobec dzieci w większości państw naszego globu. Po trzecie, o czym winniśmy pamiętać, to Polska była inicjatorem jego powstania. Jak przypomina jego współtwórca prof. Tadeusz Smyczyński, wybitny znawca prawa rodzinnego, prace nad dokumentem podejmowano już pięćdziesiąt lat temu. W liście na konferencję poświęconą prawom dziecka, 20 września na UKSW, pisał: „Kiedy Narody Zjednoczone ogłosiły rok 1979 Międzynarodowym Rokiem Dziecka, władze PRL wykorzystały tę okazję do celów propagandowych. Druga połowa lat 70. była w PRL czasem głębokiego kryzysu społecznego i gospodarczego, a zatem zgłoszono nic niekosztujący polski projekt konwencji o prawach dziecka. Argumentowano, że Polska jako ofiara represji i barbarzyństwa niemieckiego (tylko?), ma szczególne prawo zająć się tym zagadnieniem”.

Konwencja ratyfikowana została przez blisko dwieście państw. Oznacza to, że jej przepisy stanowią integralną część przepisów prawnych znacznej większości krajów. W 54 artykułach ukazane zostały prawa, które należą się ludziom przed osiągnięciem pełnoletniości. Już w preambule wskazano, że „dziecko, z uwagi na swoją niedojrzałość fizyczną oraz umysłową, wymaga szczególnej opieki i troski, w tym właściwej ochrony prawnej, zarówno przed, jak i po urodzeniu” oraz że jego rozwój jest najefektywniejszy w rodzinie. Przyjęto, że dziecko ma niezbywalne prawo do m.in. życia, tożsamości, szacunku, a także rodziny. Czy jednak prawa te są dzisiaj szanowane?

 


ZAGROŻENIE I PRODUKT

W XXI w. można doświadczyć niezwykłych paradoksów. Z jednej strony bezcenne jest wszelkie działanie racjonalne i innowacyjne. Z drugiej coraz częściej widać, jak kolejne decyzje prawne podejmowane są wyłącznie na podstawie starannie przygotowanych emocjonalnych przekazów. Temat dziecka i jego praw jawi się tu jako dokonały przykład. Dziecko jest bowiem od czasów promocji antykoncepcji przede wszystkim zagrożeniem. Wywołuje lęk. Promowane przez agendy międzynarodowe tzw. prawa reprodukcyjne opierają się na fundamencie „świadomego rodzicielstwa”. I odnoszą się do „prawa do pigułki”, która ma albo nie dopuścić do zapłodnienia, albo sprawić, by powstałe życie zostało sztucznie zakończone na jak najwcześniejszym etapie. Polskie ruchy walczące o swobodę w zakresie dostępu do antykoncepcji w schizofrenicznej postawie są również głównymi promotorami nieograniczonego dostępu do in vitro.

Tym samym dziecko wpierw jest zagrożeniem i nagle staje się marzeniem. Jego „posiadanie” prezentowane jest jako prawo, którego celem jest nie tyle walka z niepłodnością, ile raczej minimalizacja, z całą pewnością realnego, cierpienia osób pragnących zostać rodzicami. Powstałe zarodki są elementem działań kliniczno-produkcyjnych, a więc muszą zostać sprawdzone. Jeśli pojawia się jakaś skaza, defekt lub wada, to zgodnie z przepisami polskiej ustawy o leczeniu niepłodności mogą zostać wyeliminowane. Karalne jest bowiem wyłącznie niszczenie zarodków „zdolnych do dalszego rozwoju”.

Jeśli poczęte dziecko nie spełnia „oczekiwanych kryteriów normalności” – jak mawiał francuski biotechnolog prof. Jacques Testart – następuje niepojęta amnezja. Dziecko ma przestać istnieć. W jaki sposób podobne sprzeczności mogą współistnieć z zapisami konwencji, która wskazuje że dziecko jest unikatowym podmiotem, i która już na samym początku podkeśla, że to właśnie prenatalna niedojrzałość dziecka zobowiązuje dorosłych do troski o nie?

 


W KONTRZE DO RODZICÓW?

Kiedy wybuchła sprawa warszawskiej Karty LGBT, liczne osoby bardzo słusznie zwróciły uwagę na wyraźne niebezpieczeństwa, jakie pojawiły się w zakresie przekazania dzieciom informacji dotyczącej ludzkiej seksualności. Karta bowiem wprost zobowiązywała szkoły do podejmowania działań edukacyjnych odnoszących się właśnie do tej tematyki. Jak szybko się okazało, stołeczny Ratusz zdecydował się odnieść w swoich działaniach do Standardów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dotyczących edukacji seksualnej. Czytając ten dokument, dostrzec można bardzo popularną w ostatnich czasach koncepcję eliminowania z życia dzieci ich rodziców. To pedagodzy, psychologowie i bliżej nieokreśleni edukatorzy są traktowani jako eksperci od dziecka. Rodzice traktowani są wyłącznie jako ewentualny współtowarzysz edukacji. Podobna wizja stanowi bardzo wyraźne naruszenie standardów zapisanych m.in. w art. 5 konwencji, zgodnie z którym „Państwa-Strony będą szanowały odpowiedzialność, prawo i obowiązek rodziców (…) do zapewnienia mu, w sposób odpowiadający rozwojowi jego zdolności, możliwości ukierunkowania go i udzielenia mu rad przy korzystaniu przez nie z praw przyznanych mu w niniejszej konwencji”.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest doktorem socjologii prawa, wykładowcą akademickim oraz publicystą

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 13 grudnia

Dasz światło życia idącym za Tobą
Dziś w Kościele:
+ piątek, II tydzień Adwentu, Wspomnienie św. Łucji, dziewicy i męczennicy
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 48, 17-19;Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6 ;Mt 11,16-19
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -