14 lipca
wtorek
Ulryka, Bonawentury, Kamila
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Gdzie się kryją milionerzy

Ocena: 0
661

Trudno o wiarygodne dane, ile osób uciekło przed skutkami epidemii pod ziemię.

fot. Vivos

Po wybuchu pandemii spora liczba najbogatszych ludzi świata skryła się w podziemnych schronach – w USA, a przede wszystkim w Nowej Zelandii. Budowali je tam przez lata, miały służyć w razie wybuchu wojny atomowej, ale przydały się teraz.

Amerykański tygodnik „Bloomberg” opisywał na początku pandemii jeden z typowych przypadków. Do producenta schronów w Teksasie zadzwonił bogaty biznesmen z Kalifornii, gdzie przecież koronawirus wcale nie rozwijał się najszybciej. Biznesmen miał swój własny schron w Nowej Zelandii, ale nigdy go nie używał. Chciał, by przypomniano mu kod do zamka szyfrowego w drzwiach, i pytał o konieczność zabrania dodatkowych filtrów do wody i powietrza. – Wyjechał do Nowej Zelandii, aby uciec od tego, co się dzieje. I o ile wiem, wciąż tam jest – opowiadał dyrektor generalny firmy Gary Lynch.

 


PO CO UCIEKAĆ

Kluczowe pytanie brzmi: po co uciekać do podziemnych schronień? Przecież najbogatsi i tak są zazwyczaj właścicielami ogromnych, nieraz wielohektarowych posiadłości, odgrodzonych od świata zewnętrznego murami, systemami ochrony elektronicznej, dziesiątkami strażników. Wystarczy, by nie wychodzili na zewnątrz i wprowadzili ścisłe reguły kontroli przybywających. Przy dzisiejszej technice można bez problemu kontaktować się ze światem, siedząc w basenie, pod palmami, z dala od ludzi i koronawirusa.

Wspomniany już Gary Lynch wyjaśnia: ludzie nie kupują schronów specjalnie do ochrony przed wirusem, ale przed wszystkim, co epidemia może spowodować. Gdy ten numer tygodnika „Idziemy” oddawany był do druku, liczba bezrobotnych w USA wzrosła do ponad 20 mln. Inaczej niż w Europie, w Ameryce pracę można stracić z dnia na dzień, i tam statystyki zmieniają się co tydzień. Jeśli epidemia potrwa i gospodarka nie zostanie odmrożona, to nastąpi gigantyczny krach gospodarczy. Już miały miejsce protesty przed siedzibami władz stanowych. Pod koniec kwietnia przed Kapitolem stanu Michigan zebrały się setki ludzi; część z nich była uzbrojona w legalnie posiadaną broń. Działacze ruchu Michigan Zjednoczony dla Wolności weszli na galerię stanowego senatu. Niektórzy usiłowali się wedrzeć na salę obrad, wzywając do zniesienia ograniczeń w gospodarce. Część senatorów najwyraźniej obawiała się najgorszego, mieli więc na sobie kamizelki kuloodporne. Ostatecznie policja opanowała sytuację.

W razie pogorszenia sytuacji może dojść do zamieszek znacznie gorszych niż w Michigan – a więc i do ataków na najbogatszych. W schronie (to właściwsza nazwa niż popularnie używany „bunkier”) łatwiej przetrwać. I jest tam na pewno bezpieczniej.

Trudno o wiarygodne dane, ile osób uciekło pod ziemię, zamykając za sobą potężne stalowe drzwi. Pismo „Print” donosiło, iż jedna z największych firm budujących schrony w świecie, Vivo, skonstruowała mieszczący aż trzysta osób bunkier na północ od miasta Christchurch w Nowej Zelandii. Znacznie więcej osób, bo aż pięć tysięcy, pomieścić może schron w Dakocie Południowej, w dawnej bazie wojskowej. Tam schroniło się dwadzieścia kilka rodzin, więc zapewne około stu ludzi. Czy ktoś zamieszkał w kolejnych schronach tej firmy: osiemdziesięcioosobowym w Indianie czy tysiącosobowym w Niemczech – nie wiadomo.

Inne przedsiębiorstwo, Rising S Co., wybudowało dziesięć rodzinnych schronów w Nowej Zelandii. Oczywiście to niepełne dane.

 


DLACZEGO NOWA ZELANDIA?

Od dawna już wymarzonym, najbezpieczniejszym schronieniem na świecie wydaje się właśnie Nowa Zelandia. Jest to kraj bogaty (PKB na głowę 42 tys. dolarów; w Polsce 15 tys.), położony na wyspach, z dala od innych krajów. Z Wellington do Sydney trzeba lecieć ponad trzy godziny, a statek potrzebuje co najmniej trzy dni, by przepłynąć tę trasę. A jak skuteczni są Nowozelandczycy, pokazuje walka z koronawirusem. Gdy ten numer tygodnika „Idziemy” oddawaliśmy do druku, stwierdzono łącznie 1503 pewne i prawdopodobne przypadki zarażenia oraz 1447 wyzdrowień; 21 osób zmarło, 35 było jeszcze chorych, jedna w szpitalu. I kluczowe liczby: nowych zarażeń zero, liczba chorych od poprzedniego dnia – minus pięć.

Tyle że Nowa Zelandia niekoniecznie chce masowej imigracji najbogatszych ludzi świata. Jak pisała tamtejsza gazeta „Stuff”: „Niektórzy z bogatych mieszkańców Nowej Zelandii są wspaniałymi obywatelami. (…) Ale ogólnie rzecz biorąc, bogaci imigranci nie wpłynęli pozytywnie na gospodarkę. A ci, którzy wnieśli w nią duży wkład (jak Julian Robertson i James Cameron), zrobili to niezależnie od wszystkiego, bez dużych zachęt rządowych. Przybyli tutaj, ponieważ chcieli mieszkać w Nowej Zelandii, a nie w Monako”.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 14 lipca

Wtorek, XV Tydzień zwykły Rok A, II
+ Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Kamila de Lellis, prezbitera albo wspomnienie św. Henryka
Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 7,1-9; Ps 48,2-8; Mt 11,20-24
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter