21 września
poniedziałek
Jonasza, Mateusza, Hipolita
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Klęska Imperium zła

Ocena: 5
656

Latem 1920 r. Polska miała ponad 900 tys. żołnierzy. Rosja miała blisko 5 mln czerwonoarmistów. Takie były proporcje. - mówi prof. Andrzej Nowak, historyk i sowietolog, w rozmowie z Iwoną Budziak

fot. xhz

Swoją książkę o bitwie warszawskiej zatytułował Pan Profesor „Klęska imperium zła. Rok 1920”. To mocne i pejoratywne określenie sowieckiej Rosji…

To pojęcie, nawiązujące do „Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa, spopularyzował Ronald Reagan jako określenie systemu komunistycznej ideologii połączonej z imperializmem – systemu, z którym wciąż zmaga się świat. Wydaje mi się ono niezwykle głębokie i trafne, bo osadza rozumienie tego zjawiska w chrześcijańskiej wizji świata. Reagan przypomniał też, przywołując teksty C.S. Lewisa, że zło nie musi przyjmować postaci wilkołaka, ale potrafi najskuteczniej działać w sterylnych gabinetach władzy, gdzie jednym podpisem decyduje o losie milionów ludzi. Tak właśnie było w 1920 r.

 

Wojna z Rosją o kształt granic na wschodzie, a w rzeczywistości o nasze być albo nie być, zaczęła się już w 1919 r.

Polacy od stuleci wiedzieli, czym jest rosyjski imperializm: w wyniku zaborów ostatecznie aż 82 proc. terytorium Rzeczypospolitej znalazło się pod jego panowaniem. Po I wojnie doszło do fatalnego zmutowania tradycji rosyjskiego imperializmu przez wirus ideologiczny, który co najmniej od połowy XIX w. ujawnił się w krajach zachodniej cywilizacji. Zaszczepiony na terytorium Rosji, po opanowaniu rdzenia tego kraju w 1917 r., stworzył nową jakość zła. Połączenie możliwości największego na kuli ziemskiej państwa o olbrzymim potencjale militarnym i wielowiekowym, specyficznym doświadczeniu w organizowaniu systemów panowania nad ludźmi z ideologią, która chciała gwałtem zmieniać naturę ludzką, stworzyło piekielną mieszankę. Bolszewicy od 1917 r. zaczęli swój podbój, najpierw na obszarze dawnego Imperium Rosyjskiego, a w 1920 r. zdecydowali się na pierwszą próbę podbicia Europy. Kluczowe dla nich było dotarcie do Niemiec, kolebki ideologii komunistycznej, by połączyć siły z tamtejszym proletariatem, potęgą ekonomiczną i militarną. Na drodze stała Polska.

 

Bezczelnie odporna na wirus komunizmu?

To wynikało z naszych doświadczeń. W XIX w. uformował się wzór polskości, który dzięki wielkiej pracy edukacyjnej został zaszczepiony także wśród robotników i chłopów: bycie świadomym Polakiem oznaczało, po pierwsze, walkę o niepodległość i wolność – to dwa subtelne odcienie tego samego – i skojarzenie zagrożenia dla tych wartości z Rosją, co wynikało ze świeżej wciąż pamięci kolejnych powstań i represji, jakie po nich spadały na polskość. To, co przychodziło z Rosji, traktowane było z nieufnością jako nowa forma zagrożenia od tradycyjnego wroga Polski. Drugie, głębsze źródło przeciwciał chroniących naszą tożsamość, tworzyło dziedzictwo chrześcijańskie, polski związek z katolicyzmem. Na ideologię komunistyczną spoglądano jako na coś fundamentalnie antyreligijnego, antychrześcijańskiego, podstępnie perwersyjnego w stosunku do idei chrześcijańskiej. Odwoływanie się do przemocy, by zrealizować ideę sprawiedliwości społecznej – to ostatecznie zło, bo nie można sprawiedliwości realizować niegodziwymi środkami, zabijać i kraść w imię szczęścia przyszłych pokoleń. Połączenie tej polskiej perspektywy patriotycznej z jej doświadczeniem konfliktu i zagrożenia ze strony Rosji, a z drugiej strony z tradycją chrześcijańską sprawiło, że dla zdecydowanej większości Polaków bolszewizm nie okazał się w 1920 r. atrakcyjny. Oczywiście nie dla wszystkich, bo nie jesteśmy automatycznie immunizowani na komunizm. Z Armią Czerwoną szły przecież tysiące etnicznych Polaków...

 

Czy wówczas, w Europie, która starała się układać z Rosją i częściowo ją wspierała, mogliśmy prowadzić własną, suwerenną politykę zagraniczną?

Nie ma żadnej wątpliwości, że Piłsudski kierował się tylko i wyłącznie interesem państwa polskiego. Ale to państwo, „sklejane” po rozbiciu trwającym ponad 120 lat, było straszliwie wyniszczone (znacznie nawet bardziej przez I wojnę światową niż II), od listopada 1918 r. tworzono je niemal z niczego. Przedstawiciele wszystkich sił politycznych zasiadających w sejmie nie mieli wątpliwości, że musimy prowadzić wojnę o niepodległość. Polska nie miała jednak żadnych fabryk zbrojeniowych, broń importowaliśmy głównie z Francji, która zachowywała się względnie życzliwie w stosunku do nas, jednak sama podporządkowana była Londynowi, a rząd brytyjski, na czele z premierem Davidem Lloydem George’em, był do Polski ustosunkowany radykalnie negatywnie. Polska całkowicie wbrew Anglii i Francji nie mogła długofalowo prowadzić swojej polityki, tym bardziej prowadzić bez końca wojny z potężnymi sąsiadami. Nasze elity polityczne wykonywały iście ekwilibrystyczny taniec na linie, by maksymalnie wykorzystywać wszelkie możliwości, nie rezygnując z obrony naszych interesów tak wobec Niemiec, jak i Rosji. I to udało się w stopniu najwyższym.

 

Aby zwyciężyć z bolszewikami, potrzebowaliśmy cudu?

Mówiąc o „cudzie” nad Wisłą, dokonujemy pewnego uproszczenia. Modlitwa w tamtym czasie była oczywiście bardzo ważna, jeśli nie najważniejsza, ale Polacy w tej wojnie pokazali przede wszystkim, że potrafią się zorganizować, mówiąc żartem: pomóc Panu Bogu w tym cudzie. W kraju tak zniszczonym wojną praktycznie od zera powstała armia licząca latem 1920 r. ponad 900 tys. żołnierzy. W tym czasie Rosja Sowiecka miała łącznie we wszystkich formacjach blisko 5 mln czerwonoarmistów; takie były proporcje. Najważniejszym sprawdzianem dla polskiej armii był okres od czerwca do połowy sierpnia 1920 r., gdy nasze wojsko cały czas się cofało, a ten odwrót ani na moment nie przekształcił się w ucieczkę. Kiedy przez dziesięć tygodni idziesz do tyłu pod ostrzałem przeciwnika, nieuleganie panice, utrzymanie zdolności bojowej jest najwyższym sprawdzianem kunsztu wojskowego. Ten czas pokazał, że ci tak szybko zebrani i przeszkoleni żołnierze są głęboko ideowo zmotywowanymi patriotami, o dużej dyscyplinie. To w sierpniu bardzo pomogło im wygrać.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 września

Poniedziałek, XXV Tydzień zwykły
+ Święto św. Mateusza, apostoła i ewangelisty
«Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary»
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 4,1-7.11-13; Ps 19,2-5; Mt 9,9-13
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter