21 czerwca
czwartek
Alicji, Alojzego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Królowa Orawy

Ocena: 0
845

Przez prawie półtora roku była torturowana przez gestapo. Nie wydała nikogo. Przebaczyła zdrajcom i oprawcom. Właśnie minęło 75 lat od śmierci Józefy Mikowej

Józefa i Emil Mikowie, fot. archiwum

Józefa z Machayów Mikowa urodziła się 13 listopada 1897 r. w Jabłonce na Orawie. Była najmłodszą z siedmiorga dzieci Andrzeja Machaya i Marii ze Zwolińskich. – Ukształtował ją dom rodzinny oraz region, w którym się wychowała – mówi dr Barbara Zgama, autorka książki „Orawska męczennica”. – Na Orawie trzeba było ciężko pracować, mieć mocny charakter, zaciskać zęby – zaznacza. – Siła tkwiła też w tej rodzinie. Dzięki swoim starszym braciom Józefa wyrastała w atmosferze polskości i za tę polskość i wiarę potem zginęła.

 

Do tańca i do różańca

Józefa kończy szkołę powszechną, później uczy się w średniej szkole rolniczej z  językiem wykładowym węgierskim. Edukację przerywa jej I wojna światowa. Po śmierci ojca dziewczyna zamieszkuje z matką w Lipnicy Wielkiej u swojego brata, ks. Karola Machaya. Plebania staje się ośrodkiem działalności narodowej. Józefa angażuje się w organizację plebiscytu na Spiszu. Jest inwigilowana i czterokrotnie aresztowana. W wolnej Polsce będzie odznaczona w 1924 r. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 1937 r. Krzyżem Niepodległości.

W 1922 r. Józefa wychodzi za mąż za Emila Mikę – kierownika szkoły powszechnej i organistę z Lipnicy. Stanowią niezawodną parę społeczników. Przy Towarzystwie Szkoły Ludowej tworzą kółko rolnicze, wzorcowe gospodarstwo, szkółkę drzew owocowych i sklep, organizują kursy krawiectwa i tkactwa.

Emil zajmuje się sadownictwem i pszczelarstwem. Na potoku Lipnica buduje małą elektrownię wodną. Sam konstruuje radio kryształkowe oraz radionadajnik krótkofalowy. Józefa – nazywana „królową Orawy” – udziela porad lekarskich i odbiera porody. Dzięki jej staraniom powstaje Dom Ludowy. Mikowie zakładają bibliotekę, prowadzą kółko teatralne i zespoły ludowe, a nawet orkiestrę dętą. Piszą scenariusze i przygotowują widowiska. Józefa tańczy czardasze, Emil wydaje zbiór „Pieśni orawskie”.

Wiosną 1939 r. małżonkowie angażują się w sieć grup wywiadowczo-dywersyjnych, wszak Józefa mówi płynnie po polsku, słowacku, czesku i węgiersku. Po wybuchu wojny szybko nawiązują współpracę z Tajną Organizacją Wojskową. Józefa zostaje zdradzona przez zaprzyjaźnionego komendanta Straży Granicznej.

Mikowie w ostatniej chwili uciekają do Krakowa. Tam na plebanii u ks. Ferdynanda Machaya kontynuują pracę konspiracyjną. Józefa ps. „Ryś” jest najpierw oficerem łącznikowym pomiędzy dowództwem Obszaru Południowego TOW a Komendą Główną, a później głównym kwatermistrzem Obszaru Południowego ZWZ.

 

W konspiracji z Bogiem

Mikowa cieszy się wielkim zaufaniem. Jest opanowana, rzeczowa, przewidująca. I bardzo religijna.

„Pewnego dnia otrzymałem od Józki ważne zadanie (…) gdy pożegnała mnie słowem »z Bogiem«, podając równocześnie rękę, ruszyłem do drzwi, w ostatniej chwili odwróciłem się (…) na środku pokoju stała Józka – mój przełożony – i ręką kreśliła w powietrzu krzyż za odchodzącym… Józka była przykładem głęboko wierzącego żołnierza i konspiratora. Stąd też płynęła jej wielka moc i hart ducha” – relacjonuje po latach Czesław Hakke, współpracownik z konspiracji.

Wiosną 1941 r. gestapo rozbija krakowską siatkę ZWZ-AK. W nocy z 3 na 4 maja Mikowie zostają aresztowani i osadzeni w więzieniu przy Montelupich. Emila szybko wysyłają do KL Auschwitz, gdzie umiera 7 listopada tegoż roku. Józefa zostaje w Krakowie; jest brutalnie przesłuchiwana.

Przez kilkanaście dni przetrzymują ją w izolatce bez wody i pożywienia, w końcu poruszony stróż więzienny wrzuca do jej celi kawałek chleba. Więźniarka początkowo łapczywie się na niego rzuca. Ale później stwierdza, że może być zatruty. Stróż uchyla więc drzwi do celi jeszcze raz i woła: „Szczęść Boże!”. To daje jej pewność, że może ten chleb zjeść. Nie jest to jednak normalny posiłek, lecz duchowa komunia. „Uklękła… urwała kawałek chleba i modliła się: »Panie Jezu, Zbawicielu mój, Pokarmie mój. Ręka najeźdźcy odsunęła mnie od Twego Stołu… dotkliwiej odczuwam głód Ciebie – Chleba, niż głód fizyczny. Pobłogosław tę kruszynę chlebusia, którą trzymam, i po jej spożyciu wlej do mojego serca wszystkie łaski duchowe i wszelkie wzmocnienie ciała, które mi są w tej ciemnicy potrzebne. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego – spożywam chleb ręką żołnierza wrzucony… Amen«” – opisuje tę scenę Barbara Zgama.

W celi zbiorowej Józefa spotyka współpracowniczkę, która ją wydała. Świadkowie mówią, że wszystko jej wybaczyła. „Brata chciałam koniecznie wyrwać z upodlenia, więc musiałam zdradzić jedno nazwisko” – wyjaśnia winowajczyni. Była przekonana, że Mikowa nie wyda nikogo innego. Józefa wytrzymuje również tortury w zakopiańskiej katowni w hotelu Palace. Wie, że kolejni towarzysze z konspiracji ją zdradzili. Ale konsekwentnie nie wydaje nikogo. „Chyba Bóg pomnożył moje siły” – mówi bratu. I zaznacza, żeby nie potępiać innych: „Nie każdy zwycięży zadawane ponadludzkie męczarnie. Gestapowcy nauczyli się swoich sposobów chyba w czeluściach piekieł. W czasie ich badania można się zaprzeć brata, ojca, można wydać własną matkę”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka dziennikarstwa, etnologii i teologii. Od 2012 roku związana z tygodnikiem „Idziemy”. Należy do Wspólnoty Sant’Egidio.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły