19 stycznia
piątek
Henryka, Mariusza, Marty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Marzenia pod choinką

Ocena: 0.1
2265

Pan Jezus to dopiero miał dobrze: mama i tata razem

Tyle jest jeszcze do zrobienia, roboty huk, a tu mak nieukręcony, grzyby wciąż suszone, karpie świecą łuskami, a pod nogami pełno dzieci. I jak tu zawijać prezenty, które ma im przynieść Święty Mikołaj albo Gwiazdor z Aniołkiem lub może Dzieciątko. A przecież trzeba to robić w tajemnicy, skoro wciąż mają trwać w przekonaniu, ze ich pracowicie wyrysowane, wykaligrafowane lub może nawet wydrukowane z komputera listy trafiły tam, gdzie trzeba. To znaczy w odpowiednie ręce, do niebiańskich magazynów pełnych klocków i samochodów, lalek, laptopów, czekoladek i pierników, płyt i książek, filiżanek z saskiej porcelany, kolorowych szalików, łyżew, nart i co tam jeszcze kto wypisał w na liście podchoinkowych marzeń.

A jeśli nie wypisał? Jeśli mimo swych siedmiu, pięciu czy trzynastu lat dziecko żyje ze ściśniętym sercem, bo wie, że najważniejsze marzenie i tak się nie spełni? Że może przybędzie jeszcze jeden komplet lego, jeszcze jedna łódź podwodna na baterie i może nawet prawdziwa skórzana piłka reprezentacji, ale co z tego?

Pół Wigilii z tatą, pół Wigilii z mamą. Tu makowce, tam pierogi. Tu babcia i ciocia, tam wujek i dziadek. Pójdźmy wszyscy do stajenki? Ale z kim? Z tatą i jego nową żoną czy z mamą i babcią? I z którego domu wyruszymy?

Pan Jezus to dopiero miał dobrze: mama i tata razem. Tata to św. Józef. Zawsze przy żłóbku stoi i pilnuje Pana Jezusa. I opiekuje się Matką Bożą, tak siostra opowiadała w szkole: że św. Józef umiał podjąć taką decyzję, chociaż sytuacja była trudna. Całe roraty były o św. Józefie.

Biedni byli, bo przecież nie mieli nawet na miejsce w gospodzie. Pan Jezus musiał urodzić się w stajni. Ale za to byli wszyscy razem. Ten św. Józef to nawet nic nie mówił, tylko po cichutku rozmyślał. Ale wszystkim dobrze obmyślił.

Dlaczego tata go nie posłucha? Tata powiedział wczoraj, że pójdziemy do niego do domu, bo on ma teraz swój dom. Ale przecież nasz dom jest tutaj. Przecież tata zrobił nam stół i takie fajne łóżka piętrowe. Tata umie robić różne rzeczy z drewna, jak św. Józef. Ale nas nie pilnuje, jak św. Józef pilnował Pana Jezusa.

Mama mówi, że jak będziemy grzeczni, to przyjdzie do nas Święty Mikołaj. Ale ja bym wolał, żeby przyszedł tata. Najlepiej wtedy, jak będzie opłatek i wszyscy będą się ściskać i całować. I żebyśmy poszli razem na pasterkę. Do Jezusa i Panienki.

I cóż to dziecko takie smętne? Takie naburmuszone? Takie krzykliwe? Takie niezadowolone? Takie napastliwe?

Wszyscy wymagają, że będzie grzeczne, miłe i uprzejme, w obu domach. A skąd to oczekiwanie, że udźwignie ciężar ich rozdzielenia?

Po dwudziestu latach oczekiwania na wspólną Wigilię trzydziestoletni już syn nie zaprosił ojca na chrzest swoich dzieci.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły