18 czerwca
wtorek
Marka, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Matki pasjonatki

Ocena: 0
401

Macierzyństwa nie da się racjonalnie zareklamować. Ale nic w życiu nie może się równać z przytulonym do serca dzieckiem i wyszeptanym do ucha: „Kocham cię, mamo!”.

fot. Agata Dudzik

Nieprzespane noce, drugi etat jako taksówkarz, niekończące się pranie i sprzątanie, informacje przed północą, że na jutro do szkoły potrzebna jest krepa i liść dębu… – Nieraz czuję, że coś mnie omija. Ale gdybym nie została matką, nie dowiedziałabym się, że umiem uszyć strój karnawałowy albo skoczyć z trzech metrów do wody – mówi Agata Tomaszewska-Wolna. – Dzieci nauczyły mnie wiary w siebie, wyrozumiałości i dystansu.

 


WYBIERAM CIEBIE

Anna Hazuka w ciąży pracowała do ostatniej chwili. Nieraz po dziesięć godzin dziennie, bo tego wymagało stanowisko prawnika w korporacji. Po powrocie ze szpitala zdała sobie sprawę z rewolucji, jaka właśnie dokonała się w jej życiu, kiedy bezskutecznie próbowała odłożyć dziecko do łóżeczka i usiąść do pracy. Boleśnie dotarło do niej, że straciła kontrolę nad własnym życiem. – Czułam się – wspomina – jakbym stała na peronie, skąd odjeżdżają pociągi: do kariery, do spełnienia zawodowego, do pieniędzy. I nagle zdałam sobie sprawę z tego, że do żadnego nie wsiądę.

– Pomyślałam, że to może ta chwila, kiedy mam zejść z tronu mojego życia i wybrać tego małego człowieka. Spojrzałam w oczka córeczki i powiedziałam: „Wybieram ciebie” – wspomina. – Dopiero po latach odkryłam, że to był moment, w którym wsiadłam do najwłaściwszego pociągu życia.

Jest mamą Marysi (14 l.), Urszulki (13 l.), Eleonory (11 l.), Basi (9 l.) i Jaśka (6 l.) – Rodzina to wymagający kawałek życia, który wymaga nakładów. I to tych bardzo dziś deficytowych: czasu i wolnej, pogodzonej z rzeczywistością głowy – mówi.

Jednocześnie jest cała masa rzeczy, które zyskuje. – Nie da się być mamą tak zacnej gromady i żyć w kłamstwie o własnej doskonałości – śmieje się. – Problemy się piętrzyły, a wychowanie „słodkich bobasków” okazało się sztuką trudną, żmudną i często ponad moje siły. Ale to dzięki temu właśnie rozpadł się fałszywy obraz „idealnej Ani” i wreszcie mogłam powitać siebie zwyczajną: niedoskonałą, popełniającą błędy.

Również za sprawą dzieci runął mit niezależności. Liczba sytuacji, w których doszła do ściany niemocy, bezsilności i braku energii życiowej, sprawiła, że musiała nauczyć się prosić o pomoc. Świadomość zależności od innych – męża, siostry, mamy, przyjaciół – traktuje jak piękny prezent od dzieci. Kolejnym jest radość, jaką daje czynienie codziennej troski o dzieci małym dziełem sztuki.

Dzieciom zawdzięcza pracę, którą kocha. Została dziennikarką, napisała bestseller, wreszcie poszła za swoim największym pragnieniem i zaczęła pracować jako coach. – Nie zastanawiam się, co by było, gdyby – zaznacza – ale wiem: łączą nas w rodzinie wspólne wspomnienia, dowcipy, ulubione lody, marzenia o kolejnym wypadzie. To wszystko tworzy wyjątkowy świat wzajemnej miłości i oddania. Owszem, strasznie się napracowałam, przez kilka lat piłam zimną kawę i z niczym się nie wyrabiałam, ale mam na tej ziemi swoich ludzi. Mam życiowy port, który stworzyłam i którego nikt mi nie odbierze.

 


JA, SUPERBOHATERKA

Dla Agaty Tomaszewskiej-Wolnej, mamy Zosi (14 l.), Tymona (12 l.) i Halszki (10 l.), każda ciąża była życiową rewolucją. – Z reporterskiego trybu, kiedy rano jeszcze nie wiedziałam, czy wieczorem nie będę relacjonować powodzi, pożaru czy wypadku 300 km od domu, musiałam się przestawić na stały i przewidywalny plan dnia: karmienie, przewijanie, drzemka, spacer, powtórz – wspomina.

– Jednym z największych wyzwań mamy jest wyrobienie się z zadaniami do wykonania w ciągu doby – mówi. – I tu przydaje się nabyta umiejętność odpuszczania. Przykład? Staję na koniec dnia przed piętrzącym się w okolicy pralki najwyższym szczytem Polski, doceniam walory konstrukcji i stwierdzam, że jutro jednak nałożę ostatnią czystą sukienkę, a dzieci mogą pójść do szkoły w mundurkach zuchowych. I gratulując sobie znakomitej koncepcji, idę spać.

Owocem jej macierzyńskiej przygody było napisanie zdobywającej rzesze czytelników książki, w której pokazuje, że chociaż rodzicielstwo to nie bajka, nie ma w życiu lepszej zabawy niż bycie mamą i tatą. – Trafiłam kiedyś na nagranie – opowiada – na którym pokazany jest dzień oczami mamy: jak budzi się w nocy, by uspokoić przestraszoną córkę, rano zaspana karmi niewspółpracujące niemowlę, potem pakuje dzieci do samochodu, jedzie na zakupy, wraca, usypia młodsze dziecko, jednocześnie bawiąc się ze starszym. Wieczorem kilkulatka niesie upieczony na jutrzejsze urodziny tort, który ześlizguje się z talerza… W drugiej części filmu córka, leżąc w łóżku, opowiada tacie dzień: „Mama uratowała mnie w nocy przed złym duchem. Rano wymyśliła nowy sposób na nakarmienie młodszego brata, a potem urządziła wyścigi sklepowym wózkiem po parkingu. Upiekła tort, na który nie trzeba było czekać do jutra, bo spadł na podłogę i można było zjeść go od razu!”. Potrzebujemy spojrzeć na siebie oczami dzieci: dla nich jesteśmy superbohaterkami!

 


PASJA I PRZYGODA

Magdalena Guziak-Nowak, pro-liferka, mama Karoliny (12 l.), Klary (11 l.), Rózi (8 l.), Stefci (5 l.), Edmunda (2 l.), śp. Felusia i maluszka w 23. tygodniu życia prenatalnego, twierdzi, że żadne kursy, studia ani praca nie dały jej tyle, co macierzyństwo. – Kiedyś nie potrafiłam zrobić prostej fryzury, a dziś specjalizuję się w skomplikowanych warkoczach – śmieje się. Rozwinęła wiele umiejętności: od kucharskich, poprzez menedżerskie, aż do quasi-pediatrycznych. Uczy się pokory, elastyczności, życiowego balansu, a obecność dzieci mobilizuje, by nawet w obliczu skrajnego zmęczenia wykrzesać z siebie miłość, łagodność i cierpliwość.

– W szkole miałam zawsze najwyższą średnią – mówi. – Kiedy zostałam mamą, najtrudniej było mi zaakceptować, że nie robię niczego na sto procent. Nie mam szans na tytuł pracownika roku, muszę pogodzić się z tym, że w domu gości bałagan, obiady nie zawsze są superpożywne, a dzieci chadzają w dwóch różnych skarpetkach. Perfekcjonizm zamieniłam na radość z bycia wystarczająco dobrą.

Uważa, że macierzyństwo to szkoła miłości bezinteresownej. – Małe, bezbronne, całkowicie zdane na mnie dziecko nie może mi nic dać, a potrzebuje ode mnie wszystkiego. Czyż nie tak kocha Bóg? – mówi. – Bycie mamą bywa trudne, wyczerpujące i frustrujące. Ale jest moją największą pasją i najpiękniejszą przygodą, jaka mi się w życiu przytrafiła.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 czerwca

Poniedziałek, XI Tydzień zwykły
wspomnienie św. Brata Alberta Chmielowskiego
Twoje słowo jest pochodnią dla stóp moich, Panie,
i światłem na mojej ścieżce.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 5, 38-42
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter