24 września
czwartek
Gerarda, Ruperta, Tomiry
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Miłość silniejsza od wirusa

Ocena: 0
741

Pandemia zmusiła narzeczonych do decyzji: przekładać ślub i wesele czy wypowiedzieć sakramentalne „tak” w terminie, który wcześniej sobie wyznaczyli.

fot. archiwum prywatne

Plany były ambitne. Lista gości sporządzona od kilku miesięcy. Wybrane menu, oprawa muzyczna i wystrój sali. Uroczystość zaplanowana na kwiecień. W marcu w Polsce pojawia się koronawirus... i każe z dnia na dzień weryfikować wyobrażenia o ślubie i weselu.

 


ALDONA I MATEUSZ

Poznali się w czerwcu 2015 r. Parą zostali kilka miesięcy później. Dwa lata temu otworzyli w Pszowie kawiarnio-księgarnię „Niebo w Mieście”. Mateusz oświadczył się w kwietniu 2019 r. o siódmej rano, po przejściu 35 km w nocnej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Na ich ślubie miało być 30 kapłanów, kościół pełen przyjaciół, znajomych i rodziny. Wesele przewidziano dla ponad 200 osób, w tym dawno niewidzianej rodziny z zagranicy. Termin wybrany przez młodych: 17 kwietnia tego roku.

Na początku miesiąca okazuje się, że ze względu na sytuację epidemiologiczną może przebywać w kościele ograniczona liczba gości. – Gdy dowiedziałam się, że na naszym ślubie może być tylko pięć osób, nie byłam rozczarowana ani zła. Czułam, że tak też będzie dobrze i ze spokojem przyjęłam tę wiadomość – opowiada Aldona. – Mateusz za to bardzo się ucieszył, uważał, że ślub i wesele w tym samym dniu to zbyt duże przeżycie duchowo-emocjonalne. Od początku był za zorganizowaniem samego ślubu i ewentualnym weselem w którąś z rocznic. Ja byłam nieco zaskoczona, że sytuacja na świecie i w kraju rozwija się tak dynamicznie i trudno cokolwiek prognozować.

Na pytanie, czy myśleli o przeniesieniu uroczystości na późniejszy termin, zgodnie odpowiadają, że nie. Byli zdecydowani, że chcą już zacząć wspólną drogę. Najważniejszy był dla nich – i jest – sakrament małżeństwa, a wesele to tylko dodatek i mają nadzieję kiedyś jeszcze je wyprawić.

Ślub w kościele św. Stanisława Kostki w Lublińcu był piękny, byli na nim państwo młodzi, świadkowie, rodzice, kilku kapłanów i... wielu ludzi, ubranych w suknie i garnitury, którzy oglądali uroczystość online w swoich domach. Goście przygotowali dla młodej pary plakat ze swoimi zdjęciami, który został przyniesiony do kościoła. Wszystko przebiegło bardzo spokojnie, w atmosferze wzruszenia i radości. – Przed Mszą Świętą przystąpiliśmy do spowiedzi, a następnie była chwila adoracji Pana Jezusa. Eucharystię sprawowali nasi znajomi księża, co dawało poczucie, że jest rodzinnie. Po ślubie były szybkie życzenia i wspólne zdjęcie, oczywiście z zachowaniem obowiązującego dystansu, a następnie rozjechaliśmy się do domów – relacjonuje Mateusz.

– Najbardziej wzruszająca była możliwość przyjęcia trzech sakramentów w ciągu dwóch godzin, w tym tego jednego po raz pierwszy (i, mamy nadzieję, ostatni). Pokój serca, gdy to się stało, i doświadczanie wielkiej miłości były przejmujące do szpiku kości. Poczucie, że mimo pustego kościoła stoi za nami przed Bogiem tak wiele osób. Tuż po przysiędze małżeńskiej przyjęliśmy Komunię Świętą, której ze względu na epidemię od dłuższego czasu nie mogliśmy przyjmować fizycznie, co spotęgowało wyjątkowość tego czasu – dodaje Aldona.

Dla Ani, świadkowej, ślub Aldony i Mateusza był wielką radością. – Cieszyłam się bardzo, że zdecydowali się go nie przekładać, choć wiem, że brakowało im fizycznej obecności rodzin, przyjaciół i znajomych. Jako świadek myślałam, że będę musiała wytężyć wszystkie zmysły, by o niczym nie zapomnieć. A cały czas panował taki spokój, że mogłam wspólnie ze wszystkimi – choć nielicznymi – obecnymi przeżywać ten wspaniały i ważny moment w życiu moich przyjaciół. Adoracja, która poprzedziła uroczystość, pozwoliła mi lepiej się skupić i wyciszyć. Potem towarzyszyła mi już tylko radość, że mogę być świadkiem tej piękniej chwili, kiedy z dwojga stają się jednym – relacjonuje.

Wesele odbyło się w domu rodzinnym Aldony, w salonie. Były ręcznie robione dekoracje, balony, było przywitanie chlebem i solą przez rodziców, tort bezowy zrobiony przez jedną z mam oraz pierwszy taniec na parkiecie w jadalni.

Młodzi małżonkowie niczego dziś nie żałują. – Naszą decyzją było zawarcie małżeństwa. Jesteśmy wdzięczni i pełni radości, że mimo tylu przeciwności udało się nam wytrwać w postanowieniu wzięcia ślubu w wyznaczonym terminie. Myślimy, że był to świetny sprawdzian naszego przygotowania do rozpoczęcia wspólnej drogi – opowiadają zgodnie.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 września

Czwartek, XXV Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem.
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Koh 1,2-11; Ps 90,3-6.12-14 i 17; Łk 9,7-9
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)


 

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter