27 listopada
niedziela
Waleriana, Wirgiliusza, Maksyma
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nie żałuję ani dnia

Ocena: 0
944

Ludzie mogą mówić: „nie pij”, „skończ z tym”, ale trzeba samemu postanowić, że to już koniec. - mówi aktor Henryk Gołębiewski w rozmowie z Martą Dybińską

fot. Paweł Jakubek

 Henryk Gołębiewski na planie serialu „Lombard. Życie pod zastaw”

Pięćdziesiąt lat minęło jak jeden dzień?

Czasem trudno mi uwierzyć, że od mojego debiutu na ekranie minęło już pięćdziesiąt lat. Pół wieku… A dla mnie to jak wczoraj. Cieszę się, że ta piękna przygoda trwa. Nazywam ją przygodą, bo przez ten czas poznałem fantastycznych ludzi i pracowałem przy ciekawych projektach. I cieszę się, że moja praca dostarcza kolejnym pokoleniom tyle radości, bo na ulicy podchodzą do mnie babcie, mamy i dzieci.

 

Trudno dzisiaj być aktorem?

Mnie akurat przychodzi to łatwo. Dla mnie aktorstwo to nie jest ciężka praca, tylko odpoczynek. To jest również sposób na oderwanie się od codzienności. Lubię być na scenie, na zdjęciach. Choć trudno dziś być aktorem, gdyż przyszłość nie jest do końca pewna – nie wiadomo, co będzie za pół roku, rok. Dziś praca jest, jutro nie ma. Tak było w czasie, kiedy zagrałem Ediego. Każdy mówił: Teraz to scenariusze będziesz sobie wybierał, dobrą pracę wykonałeś. A dwa lata prawie nie miałem pracy.

 

Dlaczego nie było zainteresowania Pańską osobą po roli Ediego?

Zdaje się, że to jest zaszufladkowanie. Tak bywało i tak jest nadal, np. w przypadku Janusza Gajosa, ale nie tylko.

 

Była zupełna cisza czy pojawiały się propozycje, ale Pan nie był zainteresowany?

Od czasu do czasu pojawiały się jakieś epizody, ale nie było nic konkretnego. Nie było propozycji udziału nawet w pięciu dniach zdjęciowych.

 

Dziś jeszcze towarzyszy Panu trema?

Zawsze jest trema. Teraz, gdy gram w „Lombard. Życie pod zastaw”, to tych wszystkich ludzi znam, więc tremy nie mam. Natomiast jak gram w innym filmie, trema przechodzi po pierwszym zdaniu tekstu.

 

Ziutka nie da się nie lubić. Chyba często słyszy Pan miłe komentarze pod adresem swojego bohatera, który jest dość częstym gościem w lombardzie?

Tak, bo gram wdzięczną rolę. Tak mi się przynajmniej wydaje (śmiech). Na początku piłem, wynosiłem z domu różne rzeczy, ale i tak Ziutka ludzie polubili. Wszyscy kijem życzą Ziutkowi wszystkiego, co najlepsze.

 

Marzy Pan jeszcze o jakiejś roli, którą chciałby zagrać?

Dla mnie wszystkie role są ważne. Nawet do epizodu przygotowuję się solidnie. Nie ma znaczenia, że to tylko jeden dzień zdjęciowy i dwie scenki. Uważam, że zawsze trzeba być dobrze przygotowanym – z tego względu, że to widać. Jakiś czas temu zagrałem u Wojciecha Smarzowskiego w „Drogówce”. Epizodzik, ale ludzie to zapamiętali. A gdybym popsuł? Chyba bym się zapadł pod ziemię.

 

Pan się źle czuje w świecie show-biznesu? Na ściankach to raczej Pana nie zobaczymy?

Nie lubię się reklamować… Jestem normalnym człowiekiem. Mam też świadomość tego, że jestem rozpoznawalny, dlatego nieraz gdy jadę do Wrocławia na zdjęcia do „Lombard. Życie pod zastaw”, to wychodzę dziesięć, piętnaście minut wcześniej, bo zdarzają się sytuacje, że ktoś na peronie podchodzi, chce porozmawiać, zrobić zdjęcie. Nie mógłbym odpowiedzieć, że nie, bo się spieszę.

Mnie to nie zbawi, że wyjdę te dziesięć czy piętnaście minut wcześniej, ale jeśli ktoś podejdzie i będzie chciał porozmawiać – będę miał na to czas. On będzie zadowolony i nic sobie złego nie pomyśli, i ja będę zadowolony, że on jest zadowolony.

 

Czyli jak ktoś chciałby sobie zrobić z Panem selfie na Dworcu Centralnym, to bez obaw może podchodzić?

No, chyba że pociąg już będzie stał na peronie (śmiech), ale to sytuacja wyjątkowa. Nigdy nikomu nie powiem „nie”.

 

Można mieć przyjaciół w show-biznesie?

Co prawda, ja się nie zaprzyjaźniłem. Miałem jednego przyjaciela, ale on już zmarł. To był Paweł Królikowski. Mój prawdziwy przyjaciel. W show-biznesie mam bardzo dobrych kolegów.

 

Pańska córka również wystąpiła w serialu „Lombard. Życie pod zastaw”. Udzielał jej Pan rad, jak powinna grać?

Nie dawałem jej żadnych rad, przypilnowałem tylko, żeby umiała tekst. Uważam, że świetnie sobie poradziła na planie. Oczywiście Róża sama wybierze, kim zechce zostać w przyszłości, a my będziemy ją w tym wspierać. Teraz jest zabawa, szkoła, a na wybór zawodu trzeba poczekać, aż dorośnie. Pasją córki jest sport – lubi pływać, tańczyć, jeździć na rolkach – i śpiew. Zna seriale dla dzieci, w których zagrałem, i mówi, że to fajne, jak mnie widzi w telewizji.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 27 listopada

Niedziela, I tydzień Adwentu
Czuwajcie więc, bo nie wiecie,
w którym dniu Pan wasz przyjdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Mt 24,37-44
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ komentarz "Idziemy" - Teraz

Aplikacja Rodzina Rodzin

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter