10 lipca
piątek
Sylwany, Witalisa, Antoniego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

O Polskę bez Boga

Ocena: 0
597

Laicyzacja prowadzona przez władze PRL przybierała niekiedy formy groteskowe i nie odniosła spodziewanych efektów.

fot. xhz

Od kiedy władzę w Polsce przejęli komuniści, starali się, naśladując towarzyszy sowieckich, eliminować religię i wpływy Kościoła, zwłaszcza katolickiego. Wierni poglądom Karola Marksa, który nazywał religię „opium dla ludu”, i Włodzimierza Lenina, który uważał wiarę w Boga za „rodzaj duchowej gorzałki”, próbowali budować nowe szczęście już tu, na ziemi. Głosili, że religia jedynie osłabia w człowieku wolę walki o poprawę własnego losu, ponieważ wpaja mu „idealistyczną” wizję świata. Dla podkreślenia powagi marksiści nazywali swój światopogląd „naukowym”.

 


ZACZĘTO OD MŁODZIEŻY

Komuniści zakładali z góry, że starszego pokolenia nie da się łatwo i szybko przekonać do nowej wizji życia bez Boga. Dlatego główny nacisk kładli na ateizację młodzieży, wykorzystując przede wszystkim nauczanie w szkołach. Rozpoczęto od stopniowego eliminowania religii ze szkół, usunięcia symboli religijnych z klas i utrudniania dzieciom i młodzieży uczestnictwa w uroczystościach religijnych. Najpierw tworzono świeckie klasy, później świeckie szkoły, a gdy w 1961 r. religia jako przedmiot nieobowiązkowy była jeszcze w 18 proc. szkół miejskich i 25 proc. wiejskich, ustawą z 15 lipca 1961 r. zdecydowano, że szkoły mają być „świeckie”, a religii księża mogą nauczać jedynie w punktach katechetycznych. Oczywiście od samego początku utrudniano działalność tych punktów, karano właścicieli, którzy wynajmowali pomieszczenia, domagano się sprawozdań z listami uczniów, a niepokornych księży pod byle pretekstem karano wysokimi grzywnami.

Pomysły na laicyzację młodzieży były wszelakie. Zamiast modlitwy przed lekcjami, co było zaraz po wojnie powszechną praktyką, organizowano apele. Moda na apele coraz bardziej się rozwijała. A i okazji było wiele: rocznica rewolucji październikowej, 1 maja czy Święto Ludowego Wojska Polskiego, który to 12 października świętowano w rocznicę bitwy pod Lenino. W apelach młodzież miała brać czynny udział, recytując okolicznościowe wiersze czy śpiewając piosenki. W „Materiałach pomocniczych dla nauczycieli” wydanych w Kielcach w 1969 r. pisano: „Wychowanie przez naukę musi być właściwie przeniknięte treścią etyki komunistycznej. Lenin pisał o tym, że trzeba, aby cała praca nad wychowaniem, kształceniem i nauczaniem młodzieży współczesnej była wpajaniem w nią moralności komunistycznej”.

Wielką rolę w formowaniu tego typu moralności wśród młodzieży władze partyjne powierzyły organizacjom takim jak paramilitarna Służba Polsce i działającym pod kolejnymi nazwami Związkowi Młodzieży Polskiej, Związkowi Młodzieży Socjalistycznej czy Związkowi Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. To z ich grona rekrutowano przyszłych kandydatów do PZPR. Szczytem kariery ZMS-owca było otrzymanie – najlepiej 1 maja, 22 lipca bądź w przeddzień kolejnego zjazdu partii – legitymacji partyjnej.

Osobną rolę w laicyzacji młodzieży odgrywało harcerstwo Tu wyraźnie odchodzono od słów twórcy skautingu, brytyjskiego generała Roberta Baden-Powella, który pisał: „Jeśli wasze skautostwo miałoby być bez Boga, lepiej, żeby go wcale nie było”. Już pod koniec lat 40. zakazano noszenia lilijki i krzyża harcerskiego, likwidowano funkcje kapelanów, a przysięgi harcerskie jeszcze w 1974 r. miały miejsce np. pod pomnikiem Lenina w Poroninie. W przyrzeczeniu harcerskim były słowa o „wierności sprawie socjalizmu”. Oczywiście młodzież harcerska podczas obozów, zlotów, wakacji nie mogła uczestniczyć w żadnych obrzędach religijnych. Podobnie jak młodzież na wszystkich koloniach organizowanych przez władze. Wychowawcy kolonijni byli osobiście odpowiedzialni, aby dzieci w niedziele nie pojawiały się w kościele.

Kolejnym miejscem laicyzacji społeczeństwa było wojsko. Marszałek Konstanty Rokossowski, który z nadania Moskwy był ministrem obrony Polski, nakazał z całą konsekwencją oczyszczenie wojska z „elementów reakcyjnych i klerykalnych”. W 1950 r. usunięto z przysięgi wojskowej słowa: „Tak mi dopomóż Bóg”. Utworzono tzw. Generalny Dziekanat Wojska Polskiego, instytucję, której Episkopat nie uznawał za podmiot kościelny, a księża w nim zatrudnieni nie mieli jurysdykcji kościelnej. Zaczęto powoływać kleryków do wojska i próbowano ich odciągnąć od powołania, a niekiedy gnębiono, jak w przypadku choćby ks. Jerzego Popiełuszki.

W rodzinach wojskowych, podobnie jak w milicyjnych, zabronione były praktyki religijne. Nierzadko jednak zdarzało się, że zatrudnieni w nich ludzie potajemnie brali ślub kościelny czy chrzcili dzieci. Czasami taki ślub odbywał się w nocy, np. w małych wiejskich parafiach, z których pochodzili rodzice czy dziadkowie państwa młodych.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 10 lipca

Piątek, XIV Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Oto Ja was posyłam jak owce między wilki
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Oz 14,2-10; Ps 51,3-4.8-9.12-14.17; Mt 10,16-23
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter