4 sierpnia
wtorek
Dominika, Protazego, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

O Polskę bez Boga

Ocena: 0
651

 

Oficjalnie jednak dla wojskowych, milicjantów i ich rodzin władze miały zupełnie inne propozycje. Przede wszystkim śluby cywilne. Już w 1946 r. ustanowiono prawo wprowadzające świeckość małżeństw i dopuszczające rozwody. W 1958 r. zabroniono księżom – pod karą nawet czterech miesięcy więzienia – błogosławienia ślubów bez wcześniejszego zawarcia małżeństwa w urzędzie. Znany ze skąpstwa Władysław Gomułka kazał wyasygnować spore środki finansowe na poprawienie estetyki urzędów stanu cywilnego. Estetyka świeckiej ceremonii miała przyćmić uroczystość kościelną i zachęcić młodych, aby ślub cywilny był ich jedynym ślubem. Komitet Wojewódzki PZPR w Katowicach wyjaśniał w jednym z wytycznych w 1960 r.: „Wielu młodych ludzi idzie do ślubu kościelnego właśnie tylko dlatego, aby zaspokoić jakieś wzrokowe i słuchowe potrzeby estetyczne. Dlatego też urzędy stanu cywilnego muszą być tak urządzone, aby te czysto ludzkie potrzeby estetyczne w pełni zaspokajały”. I choć wybierano najlepszych urzędników, dobierano dzieła wybitnych kompozytorów do odtwarzania ich utworów w czasie świeckiego ślubu, zadbano nawet o nastrojowe oświetlenie, to jednak sukces był niewielki. Zdecydowana większość z konieczności brała ślub cywilny, a większość – tego samego dnia wieczorem – kościelny.

Kolejną próbą laicyzacji, zupełnie nie zaakceptowaną społecznie, było nadawanie imienia dziecku w urzędzie. Miało ono zastąpić chrzest. Odbywało się w obecności rodziców, dziecka i dwóch świadków, zwanych „honorowymi opiekunami dziecka”, co miało być odpowiednikiem rodziców chrzestnych. Rodzicom wręczano uroczyste akty, w których ślubowali oni wychować dziecko na „światłego obywatela PRL”. Z możliwości tej korzystali – raczej z obowiązku – żołnierze i milicjanci oraz dzieci kadry partyjnej. Dla nich organizowano często uroczystości zbiorowe, co było znakomitą okazją do towarzyskich spotkań, popijawy i integracji. Prasa partyjna zamieszczała entuzjastyczne relacje z takich uroczystości.

Dla tych, którzy nie załapali się na „świecki chrzest”, czekała jeszcze inna szansa” „pasowanie na młodzika” – co w zamierzeniu pomysłodawców miało zastąpić Pierwszą Komunię Świętą. Ten pomysł dla ośmiolatków – a więc wówczas rówieśników dzieci przyjmujących po raz pierwszy sakrament Eucharystii – również nie wypalił i nie wyszedł poza kręgi rodzin milicyjnych, głównie na Śląsku.

Inną jeszcze szansę stworzono dla tych, którzy skończyli 18 lat i nie przystąpili do sakramentu bierzmowania. Władza zaoferowała im pasowanie na obywatela, z czym wiązało się uroczyste wręczenie dowodu osobistego. Pomysł powstał w kręgach ZMS, FJN i MO. „Pasowany na obywatela” podczas uroczystości ślubował „poświęcić wszystkie swoje siły i młodzieńczy zapał dla realizacji polityki partii i rządu”.

 


SPOWIEDŹ GENERAŁA

Jak władze PRL „dbały” o obywatela od jego urodzenia, tak też czyniły po jego śmierci. Preferowano oczywiście pogrzeby świeckie, co wielokrotnie stało w sprzeczności z wolą zmarłego lub jego rodziny. Nierzadko warunkiem pochówku w alei zasłużonych (i na koszt państwa) była rezygnacja z obrządku kościelnego. Tak naprawdę pogrzebów świeckich było zawsze wielokrotnie mniej od wyznaniowych. Na ogół, jeśli już taki pogrzeb się odbywał, rolę księdza przejmował mistrz ceremonii pogrzebowych, nierzadko działacz Towarzystwa Krzewienia Kultury Świeckiej, ateistycznej organizacji finansowanej przez państwo. To on przemawiał, podkreślał zasługi zmarłego, dopuszczał do głosu innych, a także decydował, jaka muzyka ma być odtwarzana.

W ramach laicyzacji społeczeństwa władze próbowały zawładnąć niedzielami, organizując dodatkowe obowiązkowe zajęcia szkolne bądź czyny społeczne. Z kolei telewizja nadawała w niedzielne poranki – w czasie Mszy dla dzieci – najlepsze dla nich programy.

Okazuje się, że nie tylko gen. Wojciech Jaruzelski czy premier Józef Oleksy prosili o księdza przed śmiercią. Z tajnej informacji zachowanej w IPN z 1972 r. wynika, że przed śmiercią wyspowiadał się też gen. Aleksander Zawadzki. „Dotarcie księdza do chorego jest faktem, który nie podlega dyskusji. Ale zadziwia tylko fakt, że personel lekarski na takie machinacje się zgadza i ułatwia je przeprowadzić. Sfery Kościoła mają bardzo silny argument na to, że nawet góra partii ateistycznej jest tylko pozornie i powierzchownie niewierząca, a w gruncie rzeczy jest wierząca” – napisano w tajnym dokumencie. Do przewodniczącego Rady Państwa dotrzeć mieli z ostatnią posługą dziekan z Sochaczewa i franciszkanin z Niepokalanowa. Wkrótce beatyfikowany kard. Stefan Wyszyński po jednej z rozmów z Władysławem Gomułką wspominał, że pierwszy sekretarz żądał od niego listy katechizowanych dzieci. Kardynał odmówił, twierdząc, że w katechizacji uczestniczą również ludzie partii, milicjantów, dzieci esbekow, za co mogłyby spotkać ich za to szykany.

Laicyzacja w PRL nie odniosła więc zamierzonych skutków. W późniejszych latach gorsze w ludzkich umysłach stało się to, o czym św. Jan Paweł II mówił w 2002 r. w Krakowie: „Człowiek nierzadko żyje tak, jakby Boga nie było, a nawet stawia samego siebie na Jego miejscu. I to jest głównym problem naszych czasów”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 4 sierpnia

Wtorek, XVIII Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Jana Marii Vianneya, prezbitera, patrona proboszczów i kapłanów
«Jeśli zaś ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną».
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Jr 30,1-2.12-15.18-22; Ps 102,16-21.29 i 22-23; Mt 15,1-2.10-14
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter