19 lipca
piątek
Wincentego, Wodzislawa, Marcina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Policjant, który stał się legendą

Ocena: 4.5
394

Stworzył jeden z największych oddziałów partyzanckich na ziemi świętokrzyskiej, a potem Nowogródczyźnie. Był postrachem Niemców, niósł nadzieję rodakom udręczonym okupacją. Żołnierze nazywali go Komendantem, choć pseudonim Jana Piwnika brzmiał stosownie do czasów, w których działał: „Ponury”.

fot. Tadeusz Rylski ?Ostoja?/Wikimedia Commons

Urodził się w 1912 r. w świętokrzyskich Janowicach. Wychowywał się w ubogiej chłopskiej rodzinie i w dzieciństwie poznał, czym jest bieda. Miało to ogromne znaczenie w późniejszych latach. Jak wspominali podkomendni, kategorycznie przeciwstawiał się powszechnym w partyzantce akcjom aprowizacyjnym, wiedząc, że cierpią przez nie najubożsi chłopi. Przyjmował tylko to, co mieszkańcy wsi dawali partyzantom z własnej woli, a gdy potrzeba było żywić oddział, za każdą krowę, świnię, zboże płacił z kasy oddziału.

 


CICHOCIEMNY

Od najmłodszych lat marzył o służbie mundurowej. Po maturze wstąpił do szkoły podchorążych artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim, ale po jej ukończeniu wybrał służbę w policji. Znakomicie przygotowany, wysportowany, z dużym zmysłem organizacyjnym i obserwacyjnym, został szybko dostrzeżony przez przełożonych. Został oficerem ścisłej ochrony premiera Walerego Sławka. Dowodząc kompanią policyjną, walczył we wrześniu 1939 r. Potem przez Węgry, Jugosławię i Włochy przedostał się na Zachód, gdzie jako artylerzysta bronił Francji przed inwazją niemiecką w czerwcu 1940 r. Gdy Paryż skapitulował, na jednym z ostatnich statków przedostał się na Wyspy Brytyjskie.

Chciał jednak walczyć z wrogiem w okupowanym kraju. Na początku stycznia 1941 r. skierowany został na elitarny kurs cichociemnych. Było ich tylko 316. Przechodzili dziesięciomiesięczne specjalistyczne szkolenia z zakresu kierowania walką konspiracyjną i dywersyjną oraz wyczerpujące kursy spadochronowe w „małpim gaju” w Largo House. Zajęcia prowadzili najwybitniejsi oficerowie polscy i brytyjscy. Piwnik chciał jak najszybciej przedostać się do Polski, a wydłużający się czas oczekiwania powodował jego niedający się ukryć smutek. Gdy mjr Maciej Kalenkiewicz zapytał Piwnika, jaki pseudonim wybierze sobie na czas konspiracyjnej walki, ten odrzekł: „Donat”, czyli „darowany przez Boga”. „«Donat»! – zaśmiał się major. – Przecież ty chodzisz teraz wściekły jak osa, że bardziej ci «Denat» pasuje. Jeśli ci pasuje coś ponurego, to wybierz «Ponury»”. I tak zostało.

 


PONURY UCZY BRAWURY

Na początku listopada 1941 r. Piwnik został zrzucony do okupowanej Polski. Początkowo został przydzielony do Komendy Głównej ZWZ jako koordynator przyjmowania kolejnych zrzutów cichociemnych. Wykorzystując jego przedwojenne doświadczenie, zaproponowano mu też szefostwo ochrony Delegata Rządu RP na Kraj. On jednak chciał walczyć z bronią w ręku. Konspiracja w stolicy była dla niego – jak to określał – „zbyt ciasna”. Został dowódcą II Odcinka „Wachlarza”, czyli wydzielonej organizacji ZWZ-AK, powołanej po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Prowadził dziesiątki akcji dywersyjnych na szlakach aprowizacyjnych niemieckiej armii, wysadzał i niszczył tory kolejowe, organizował ataki na posterunki żandarmerii, likwidował agentów gestapo. Jedną z najgłośniejszych operacji był atak na więzienie w Pińsku 18 stycznia 1943 r. W brawurowej kilkunastominutowej akcji oddział Piwnika uwolnił 43 więźniów, w tym aresztowanych przez Niemców oficerów AK. Akcja przyniosła „Ponuremu” wielką sławę i najcenniejsze dla Polaka odznaczenie – Order Virtuti Militari, nadany mu osobiście przez gen. Stefana Grota-Roweckiego.

Dwa miesiące później „Ponury” otrzymał zgodę na utworzenie oddziału partyzanckiego w rodzinnych stronach. W Górach Świętokrzyskich znał każdą ścieżkę, każdy las i zagajnik. W ciągu kilku miesięcy oddział nazwany „Zgrupowanie Partyzanckie AK Ponury” rozrósł się do siły 400 żołnierzy, a uroczysko Wykus nieopodal Wąchocka, gdzie kwaterowali partyzanci, stało się skrawkiem wolnej Polski. Oddziały „Ponurego” stoczyły w tym czasie trzy wielkie bitwy z doborowymi oddziałami SS i Wehrmachtu i blisko 70 potyczek i akcji zaczepnych. Pod nadzorem „Ponurego”, który pełnił zarazem funkcję szefa Kedywu w Okręgu Radomsko-Kieleckim AK, prowadzono akcje dywersyjne w niemieckich zakładach zbrojeniowych w Starachowicach i Suchedniowie. W tym ostatnim prowadzona była nawet tajna produkcja kopii brytyjskich karabinów Sten, które dozbrajały partyzantów. „Ponury” był też bezwzględny dla współpracowników gestapo: jego patrole likwidacyjne wykonały wyroki śmierci na 146 konfidentach i dziesiątki akcji pacyfikujących grabieżcze bandy rabunkowe, niosące spustoszenie w okolicznych wsiach.

Jednego „Ponury” nie przewidział. Okazało się, że kolaborantem gestapo jest jeden z jego najbliższych współpracowników, towarzysz akcji rozbicia więzienia w Pińsku por. Jerzy Wojnowski. W zgrupowaniu partyzanckim miał pseudonim „Motor”, w służbie dla nieprzyjaciela, od którego otrzymywał za współpracę pieniądze – „Garibaldi”. Jak wykazało śledztwo prowadzone przez wywiad AK, to on był odpowiedzialny za trzy wielkie niemieckie obławy, w których zginęło wielu partyzantów. Po zdekonspirowaniu i przyznaniu się do winy został wyrokiem państwa podziemnego skazany na karę śmierci i zastrzelony na Przełęczy Witosławskiej w styczniu 1944 r.

 


Z DALA OD SWOICH

Wtedy „Ponury” był już daleko. Ponieważ prowadzone przez niego działania przynosiły straszliwe akcje odwetowe, w których Niemcy mordowali bezbronną i niewinną ludność cywilną, dowództwo AK postanowiło przenieść Piwnika na Nowogródczyznę. Tam zaczynały się już przygotowania do akcja „Burza” i tacy odważni dowódcy jak „Ponury” byli bardzo potrzebni. Objął dowództwo kompanii w zgrupowaniu swojego mentora z czasów szkoleń w Wielkiej Brytanii ppłk. Macieja Kalenkiewicza ps. „Kotwicz”. Latem 1944 r. dowodził już siedmiusetosobowym batalionem w 77. pułku piechoty AK. I znów w lasach nowogródzkich tworzył skrawek wolnej Polski. Na swą ostatnią akcję wyruszył 80 lat temu – 16 czerwca 1944 r. Jej celem było rozbicie niemieckiego posterunku w Jewłaszczach. Ogień ostrzału nieprzyjaciela dosięgnął „Ponurego”. Gdy konał, wyszeptał do sanitariusza: „Powiedz żonie i rodzicom, że ich bardzo kochałem i że umieram jak Polak… I pozdrówcie Góry Świętokrzyskie”.

Wrócił do nich dopiero w 1988 r., gdy jego trumna, otoczona tysiącami weteranów AK, ludzi podziemia niepodległościowego, działaczy „Solidarności”, KPN i harcerzy spoczęła w krużgankach prastarego opactwa cysterskiego w Wąchocku. Kilkanaście kilometrów od Wykusu, gdzie budował wolną Polskę i gdzie jego legenda jest żywa po dziś dzień.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Historyk, doradca prezesa IPN, w latach 2016–2024 był szefem Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych


redakcja@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 lipca

Czwartek, XV Tydzień zwykły
Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Szymona z Lipnicy, prezbitera
Przyjdźcie do Mnie wszyscy,
którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 11, 28-30
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter