16 września
poniedziałek
Edyty, Korneliusza, Cypriana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Polsko-ukraińskie pojednanie

Ocena: 4.8
886

Jestem synem ziemi wołyńskiej. Urodziłem się w sierpniu 1942 r. we wsi Budy, powiat Dubno. Polacy mieszkający w tej wsi zostali napadnięci 15 kwietnia, a więc na trzy miesiące przed straszliwą „krwawą niedzielą” 11 lipca 1943 r.

fot. ks. Henryk Zieliński / Idziemy

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Warszawie

Chutor moich rodziców był szczęśliwie dość oddalony od wsi, i to nas ocaliło. Przybiegła do nas przerażona, znana rodzicom tylko z widzenia, Ukrainka, wołając, żebyśmy uciekali, bo na wsi mordują Polaków. W maju zostaliśmy wywiezieni do Niemiec i rodzice nie mieli okazji podziękować swojej wybawicielce ani nawet dowiedzieć się, jak się ona nazywa. Gdyby nie ta anonimowa Ukrainka, prawdopodobnie zakończyłbym życie jako ośmiomiesięczne niemowlę.


 

Patron pojednania

Dwa lata temu, 11 października 2017 r., w rzymskiej Bazylice św. Piotra podczas nabożeństwa ku czci św. Jozafata arcybiskup większy kijowsko-halicki Swiatosław Szewczuk ogłosił św. Jana Pawła II „patronem świętej sprawy pojednania polsko-ukraińskiego”.

Wybór św. Jana Pawła II na patrona świętej sprawy pojednania obu naszych narodów był decyzją ze wszech miar szczęśliwą. To za sprawą Jana Pawła II we wrześniu 1988 r. ukraiński Kościół tradycji wschodniej, przez władze sowieckie we własnej ojczyźnie skazany na nieistnienie i prześladowany, mógł jawnie i uroczyście świętować w Polsce na Jasnej Górze tysiąclecie chrztu Rusi Kijowskiej. Niespełna trzy lata później, gdy

2 czerwca 1991 r. (Związek Sowiecki formalnie wtedy jeszcze istniał) Jan Paweł II spotkał się w Przemyślu z wiernymi Kościoła greckokatolickiego, wyraził życzenie, aby tamte milenijne uroczystości na Jasnej Górze okazały się proroczą zapowiedzią pojednania Polaków z Ukraińcami. Ojciec Święty wyraził wówczas pragnienie, aby to, co wtedy stało się na Jasnej Górze, „Bóg raczył przyjąć jako symboliczną pieczęć pojednania i prawdziwego braterstwa Ukraińców i Polaków. Tyle goryczy i udręki przeszły oba nasze narody w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Niech to doświadczenie posłuży jako oczyszczenie, które ułatwi spojrzenie z dystansem na dawne spory, pretensje i wzajemne nieufności, a przede wszystkim ułatwi wzajemne przebaczenie dawnych krzywd. Dzisiaj dosłownie wszystko – a przede wszystkim wspólna wiara w Jezusa Chrystusa – wzywa do pojednania, braterstwa i wzajemnego szacunku; do szukania tego, co łączy”.

Kiedy Jan Paweł II mógł przyjechać z pielgrzymką do wolnej już Ukrainy (w czerwcu 2001 r.), problem ukraińsko-polskiego pojednania podjął zwłaszcza we Lwowie. Przypomniał wówczas, jak ważne jest oczyszczanie pamięci historycznej, zarazem jednak zwrócił uwagę na fałsz takich rozliczeń historycznych, które pogłębiają nienawiść i zamykają na pojednanie. „Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej – mówił wtedy święty papież – wszyscy będą gotowi stawiać to, co jednoczy, wyżej niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, na braterskiej wspólnocie, współpracy i autentycznej solidarności”.

Dopiero za dwa lata – na początku lipca 2003 r., w liście napisanym z okazji 60. rocznicy tragicznych wydarzeń na Wołyniu, a skierowanym do prymasa Polski oraz do obu kardynałów rezydujących we Lwowie – Jan Paweł II opublikuje swoje zdecydowanie bardziej konkretne wezwanie do pracy na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania.


 

Prawda i przebaczenie

Pojednanie możliwe jest tylko na gruncie prawdy. Można powiedzieć, że stoi na dwóch filarach. Te filary to, po pierwsze, rozliczenie, czyli rzetelne poznanie i uznanie prawdy, i po drugie, przebaczenie. Jedno i drugie jest niezbędne, żeby pojednanie mogło się dokonywać. Jednak nieustannie trzeba uważać, żeby jeden z tych filarów nie zdominował drugiego.

Jeśli będziemy mówili przede wszystkim o rozliczaniu, możemy jeszcze pogłębić nasze wzajemne wrogości i zaprzepaścić samą sprawę pojednania. Jeżeli z kolei będziemy mówili przede wszystkim o tym, żeby sobie wzajemnie przebaczyć, ryzykujemy nieautentyczność takiego nazbyt pospiesznego pojednania. Konieczne jest jedno i drugie. Zło musi być rozliczone. Ciałom niesprawiedliwie zamordowanych należy oddać szacunek i złożyć do grobów; cała prawda o dokonanych zbrodniach powinna być nazwana i uznana.

Cały ten proces niech się dokonuje z myślą o tym, żeby przyczyniać się do wzajemnego pojednania. Rozliczanie tak zawzięte, że pogłębiałoby tylko wzajemną wrogość, na pewno Bogu podobać się nie może. Jednak niedobre byłoby również pojednanie budowane na udawaniu, że nie było tego zła, które przecież było, albo na udawaniu, że to zło wcale nie było takie wielkie. Takie pseudopojednanie byłoby tylko jak plaster położony na ropiejącą ranę.


 

Nasze i cudze łzy

Wszyscy, nawet najuczciwsi, ulegamy – chcemy czy nie chcemy, świadomie lub bezwiednie – różnym egocentrycznym skrzywieniom. Kiedy pojawia się problem krzywd – zarówno tych, które my zadaliśmy innym, jak tych, których od nich doznaliśmy – to egocentryczne skrzywienie daje o sobie znać w sposób wręcz nieunikniony. Sens tego, co chcę teraz powiedzieć, znakomicie oddaje spopularyzowane przez Józefa Mackiewicza litewskie przysłowie: Tylko własne łzy są gorzkie, łzy cudze są jedynie mokre. Spróbujmy w perspektywie tego przysłowia skomentować twierdzenie zawarte w wydanym sześć lat temu, w 70. rocznicę „krwawej niedzieli” liście pasterskim Rzymskokatolickiego Episkopatu Ukrainy, że wobec zbrodni dokonywanych wówczas przez ukraińskich nacjonalistów „reakcją ze strony polskiej były podejmowane akcje obronne i sporadyczne akcje odwetowe, w których także zginęli niewinni Ukraińcy. Nie były to wszakże działania proporcjonalne ani pod względem liczby ofiar, ani barbarzyńskich metod”.

Owszem, patrząc od strony prawdy materialnej, faktycznie tak było. Jednak żadne to usprawiedliwienie dla zbrodni, jakich w tych akcjach dopuścili się Polacy przeciwko Ukraińcom. Zbrodniami żadnych rachunków się nie wyrównuje. Łzy, jakie wtedy wylewali skrzywdzeni Ukraińcy, też były gorzkie, a nie tylko mokre. My, Polacy, zdecydowanie więcej powinniśmy sobie tamte zbrodnie uświadamiać, obżałowywać je przed Bogiem i przepraszać za nie naszych Braci Ukraińców.

Patrząc z tej perspektywy, należy wyrazić najwyższy podziw dla kard. Lubomyra Huzara, który podczas wspomnianego spotkania narodu ukraińskiego z papieżem zdecydował się złożyć następującą deklarację: „Uznajemy, że w ubiegłowiecznej historii naszego Kościoła były też chwile mroczne i duchowo tragiczne. Stało się tak, że niektórzy synowie i córki Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego wyrządzali zło – niestety, świadomie i dobrowolnie – swoim bliźnim z własnego narodu i z innych narodów. W twojej obecności, Ojcze Święty, pragnę za nich wszystkich prosić o przebaczenie Boga, Stwórcę i Ojca nas wszystkich, oraz tych, których my, synowie i córki tego Kościoła, w jakikolwiek sposób skrzywdziliśmy. Aby nie ciążyła na nas straszliwa przeszłość i nie zatruwała naszego życia, chętnie przebaczamy tym, którzy w jakikolwiek sposób skrzywdzili nas. Jesteśmy przekonani, że w duchu wzajemnego przebaczenia możemy spokojnie przystąpić do wspólnego z Tobą sprawowania tej Eucharystii, ze świadomością, że w ten sposób wstępujemy ze szczerą i mocną nadzieją w nowe i lepsze stulecie”.

Na trzy szczegóły tej deklaracji warto zwrócić uwagę. Po pierwsze: kard. Huzar nie czuł się kompetentny – i chyba słusznie – żeby składać tę deklarację w imieniu całego ukraińskiego narodu; on ją składał w imieniu Kościoła, którego był pasterzem. Po drugie: o przebaczenie zwrócił się kardynał najpierw do „Boga, Stwórcy i Ojca nas wszystkich” – cóż bowiem warte byłyby jakiekolwiek tylko ludzkie prośby o przebaczenie, gdyby nie były przeniknięte nadzieją, że jeden tylko Bóg ma moc pojednać ze sobą tych, którzy się tak ciężko wzajemnie poranili. I po trzecie: zgodnie z prawdą historyczną, kardynał podkreśla, że krzywdy od „niektórych synów i córek Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego” doznali „bliźni z własnego narodu oraz z innych narodów”. Przypomina, że wiele zła wyrządzili również Ukraińcy innym Ukraińcom, i również te wydarzenia domagają się duchowego przepracowania.

Ten sam ton cechuje wspomniany list św. Jana Pawła II z 7 lipca 2003 r., wydany w 60. rocznicę tragicznych wydarzeń na Wołyniu, wzywający oba nasze narody do pełnego pojednania. Przytoczmy jego fragmenty: „W zawierusze drugiej wojny światowej, gdy pilniejsza powinna być potrzeba solidarności i wzajemnej pomocy, mroczne działanie zła zatruło serca, a oręż doprowadził do rozlewu niewinnej krwi. Teraz, w sześćdziesiąt lat od tamtych smutnych wydarzeń, w sercach większości Polaków i Ukraińców utwierdza się coraz bardziej potrzeba głębokiego rachunku sumienia”.


 

Testament papieża

Czytamy dalej świętego papieża: „Odczuwa się konieczność pojednania, które pozwoliłoby spojrzeć na teraźniejszość i przyszłość w nowym duchu. To skłania mnie do wdzięczności wobec Boga razem z tymi, którzy w zadumie i w modlitwie wspominają wszystkie ofiary tamtych aktów przemocy. Nowe tysiąclecie, w które niedawno wkroczyliśmy, wymaga, aby Ukraińcy i Polacy nie pozostawali zniewoleni swymi smutnymi wspomnieniami przeszłości. Rozważając minione wydarzenia w nowej perspektywie i podejmując się budowania lepszej przyszłości dla wszystkich, niech spojrzą na siebie nawzajem wzrokiem pojednania. Skoro Bóg przebaczył nam w Chrystusie, trzeba, aby wierzący umieli przebaczać sobie nawzajem doznane krzywdy i prosić o przebaczenie własnych uchybień, i w ten sposób przyczyniać się do budowania świata, w którym respektuje się życie, sprawiedliwość, zgodę i pokój”.

Słowa te mają w sobie coś z testamentu. Tak też próbujmy je przyjąć. A zatem:

1. W żalu i modlitwie polecajmy Bogu ofiary tamtych zbrodni. Zwłaszcza módlmy się za ofiary zbrodni popełnionych przez rodaków. Ukraińcy niech modlą się za pomordowanych wtedy na Wołyniu Polaków, Polacy – za pomordowanych przez siebie Ukraińców. Jako Polacy chciejmy uznać, że w fakcie, iż w polskich akcjach odwetowych zginęło bez porównania mniej niewinnych Ukraińców, niż niewinnych Polaków w trakcie rzezi wołyńskiej, w żadnym wypadku nie powinno się szukać usprawiedliwienia dla zabijania niewinnych ludzi.

2. Starajmy się patrzeć na siebie nawzajem wzrokiem pojednania. A mówiąc po prostu: niech Polacy starają się lubić Ukraińców mniej więcej tak, jak lubią samych siebie. Podobnie Ukraińcy – Polaków. A przynajmniej starajmy się bez niechęci myśleć jedni o drugich. I cieszmy się nawzajem sukcesami i osiągnięciami tych drugich.

Od tego, czy potrafimy uznać błędy przeszłości i przebaczać sobie wzajemnie, istotnie zależy to, czy naprawdę chcemy uczestniczyć w budowaniu świata, w którym respektuje się życie, sprawiedliwość, zgodę i pokój.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 16 września

"... nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. Lecz powiedz słowo, a mój sługa odzyska zdrowie"

Dziś w Kościele: poniedziałek, XXIV tydzień zwykły
+ wspomnienie świętych męczenników Korneliusza, papieża, i Cypriana, biskupa
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 1 Tm 2,1-8; Ps 28 (27),2.7.8-9, Łk 7,1-10
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

Lato z SalveNet - do końca lata zapraszamy do przeglądu filmów SalveNET prezentowanych podczas minionych wakacji.


- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -