20 października
wtorek
Ireny, Kleopatry, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pomoc od bratanków

Ocena: 5
542

Inaczej mogła się potoczyć wojna polsko-bolszewicka, gdyby 12 sierpnia 1920 r. do Skierniewic nie dotarło 80 wagonów z 22 mln sztuk węgierskiej amunicji.

fot. st. szer. Wojciech Król/MON

Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak ze swoim węgierskim kolegą Tiborem Benkő w Skierniewicach 24 lutego br. podczas uroczystości upamiętniania transportu węgierskiej amunicji w 1920 r.

 

Tę bezcenną zawartość wagonów rozładowano w dwa dni i natychmiast dostarczono na przedpola Warszawy polskim żołnierzom, którzy broniąc stolicy przed zmasowanym atakiem bolszewików, z przerażeniem ładowali do karabinów ostatnie naboje. Nie jest więc przesadą stwierdzenie, że Węgrzy mają znaczący wkład w sukces bitwy warszawskiej.

Transport, na który tak czekało dowództwo polskiej armii, miał dotrzeć miesiąc wcześniej. Węgierskie zakłady Manfréda Weissa robiły, co w ich mocy, by w terminie zrealizować to jedno z najważniejszych wówczas zamówień polskiego rządu. Tymczasem władze Czechosłowacji ogłosiły neutralność wobec konfliktu polsko-sowieckiego i w Koszycach zatrzymały dwa zdążające do Warszawy pociągi towarowe. Po bezskutecznej ingerencji rządów Węgier, Polski, Francji, a także Wielkiej Brytanii pociągi musiały wrócić na Węgry. Dopiero zgoda Rumunii na tranzyt 80 wagonów umożliwiła dowiezienie węgierskiej amunicji obrońcom Warszawy. Dosłownie w ostatniej chwili!

 


Z CSEPEL DO POLSKI

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Węgrzy nie okazali się naszymi bratankami dopiero w 1920 r. Pamięć o chwalebnym udziale niemal 600 madziarskich ochotników w legionach Piłsudskiego, a nade wszystko kultywowana w społeczeństwie wiedza, że w minionych wiekach „zawsze byliśmy sobie (pomocni) w potrzebie”, sprawiła, że już 10 grudnia 1918 r. rząd premiera Mihálya Károlyiego zaoferował Polsce pomoc wojskową. W węgierskiej nocie skierowanej do rządu premiera Jędrzeja Moraczewskiego czytamy: „Jesteśmy dalecy od tego, by nawet w zamyśle udzielić najskromniejszego wsparcia temu, kto występuje przeciwko Polsce (…) Zapewniamy rząd polski, że staramy się i starać będziemy na wszystkie sposoby umacniać przyjaźń łączącą oba nasze narody. Rząd polski zawsze może liczyć na naszą przyjazną pomoc”.

Do realizacji powyższej deklaracji zobowiązały się władze kraju, który w jakże innym niż Polacy nastroju przyjął wiadomość o zakończeniu wojny. Jako część monarchii austro-węgierskiej Budapeszt płacił ogromną cenę za wojenne błędy Wiednia, tracąc kolejne terytoria wielkiego Królestwa Węgier. Jeszcze nie zapadły ostateczne decyzje zwycięskich mocarstw w Trianon (1920), więc dyplomacja węgierska dwoiła się i troiła, by powstrzymać rozpad swego tysiącletniego państwa. Mimo to już w styczniu 1919 r. ministerstwo honwedów zaprosiło Polaków na negocjacje. Po latach zaborów tworzona od podstaw polska armia potrzebowała właściwie wszystkiego. Braki w uzbrojeniu szczególnie były odczuwalne, więc złożona z wojskowych ekspertów delegacja z ppłk. Ludwikiem Monné, artylerzystą, natychmiast udała się do Budapesztu.

Nasi specjaliści dużo dobrego słyszeli o zakładach Manfréda Weissa, głównym zaopatrzeniowcu armii monarchii austro-węgierskiej. Teraz osobiście mogli poznać skalę i możliwości kompleksu fabrycznego, zatrudniającego 30 tys. pracowników. Wytwarzał on karabiny i samoloty, amunicję i pociski, sprzęt artyleryjski, wyposażenie okrętów wojennych, samochody, kuchnie polowe, maski gazowe... Jakość produktów potwierdzał fakt, że przed I wojną światową zakłady z wyspy Csepel były jednym z wiodących dostawców amunicji dla Serbii, Bułgarii, Hiszpanii, Portugalii, a także Meksyku i carskiej Rosji. Za swe dokonania Manfréd Weiss, właściciel największego na Węgrzech zakładu przemysłowego, uhonorowany został tytułem barona.

Komisja militarna ententy na prośbę Polski zdecydowała się wydać Węgrom zgodę, by jako koalicjant przegranej Austrii mogły dostarczać amunicję i sprzęt wojskowy Polakom. Międzyrządowa umowa w tej sprawie została podpisana 4 marca 1919 r., a pierwsze transporty, nadzorowane przez Francuzów, wyruszyły przez Czechosłowację nad Wisłę. Było to 10 tys. karabinów Mannlicher, 20 mln nabojów dla piechoty, 20 tys. pocisków artyleryjskich oraz kilkaset kuchni polowych. Historyk węgierski Endre László Varga, który jak nikt inny spenetrował polskie i węgierskie zasoby archiwalne tego okresu, twierdzi, że pociągi po wyładowaniu zawartości wróciły na Węgry z węglem kamiennym ze Śląska i ropą naftową z Galicji Wschodniej. Jeden wagon amunicji wymieniano na dziewięć wagonów węgla, a łącznie tylko w 1919 r. 3 tys. wagonów z „czarnym złotem” zamieniliśmy na 333 wagony węgierskiego sprzętu wojskowego.

Niebawem jednak w realizacji nowych zamówień pojawiły się poważne przeszkody. Oto 21 marca 1919 r. władzę na Węgrzech przejęli komuniści z Béli Kunem na czele, tworząc Węgierską Republikę Rad. Sprzymierzone z bolszewikami władze nie były zainteresowane niesieniem pomocy Rzeczypospolitej, odbudowującej kraj po zaborcach i wyniszczającej wojnie. I choć po 123 dniach, w sierpniu 1919 r. upadła komunistyczna dyktatura, to kolejny transport z Csepla nie ruszył w kierunku Polski.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 października

Wtorek, XXIX Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Jana Kantego, prezbitera
Bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego Pana...
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 2,12-22; Ps 85,9ab.10-14; Łk 12,35-38
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter