8 grudnia
środa
Marii, Światozara, Makarego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pomorski Katyń 1939

Ocena: 0
611

Niemcy po I wojnie światowej mieli poczucie, że II RP powstała częściowo ich kosztem. - mówi Mariusz Gratkowski z Muzeum Ziemi Krajeńskiej w rozmowie z Moniką Odrobińską

fot. archiwum prywatne

Obserwujemy tendencję Niemców do „dzielenia się” z Polakami winą za II wojnę światową. Jak w tym kontekście rysuje się pomorski wrzesień 1939 r.?

Pierwszymi ofiarami zbrodni pomorskiej były polskie elity, masy oszczędzono jako materiał na niewolników. Wokół księży, nauczycieli, działaczy społecznych, powstańców wielkopolskich mógł koncentrować się ruch oporu wobec najeźdźcy, dlatego to na nich skupiła się Intelligenzaktion, trwająca od jesieni 1939 r. do wiosny 1940 r. Listy z ich nazwiskami od 1936 r. przekazywali Niemcom mieszkający na tych terenach ich rodacy. Na zbrodnię nie złożyły się więc spontaniczne działania pojedynczych żołnierzy, mszczących się rzekomo za swych kompanów. Szacuje się, że w 1939 r. zamordowano 60 tys. Polaków, głównie inteligentów.

 

Zbrodni dokonali członkowie Selbstschutz („Samoobrona”). Kim byli?

To byli miejscowi obywatele polscy pochodzenia niemieckiego. Szkolenie niemieckich cywilów, obywateli II RP, w zakresie partyzantki i sabotażu sięga 1938 r. Oficjalnie Selbstschutz powstał 26 września 1939 r. Pod koniec listopada 1939 r. na Pomorzu liczył 38 tys. członków, a w całej Polsce – 80 tys. Zdjęcia ze zbrodni w Piaśnicy dowodzą, że do Polaków strzelali ich nieumundurowani sąsiedzi. We wsi Paterek koło Nakła nad Notecią mordowali niemieccy mieszkańcy Paterka, Nakła i okolicznych wsi. Nakielski Selbstschutz liczył 48 członków. Znamy ich z imienia i nazwiska, wykonywanych zawodów. Często powodem zabójstwa była chęć przejęcia sklepu, zakładu rzemieślniczego. Morderstw dokonywano w okrutny sposób. Brutalność członków Selbstschutz niepokoiła nawet dowództwo SS.

Wykonanie wyroku śmierci poprzedzała parodia sądu. Generalnie wystarczyły zeznania trzech volksdeutschów o wrogości Polaka wobec III Rzeszy, ale w przypadku sądu nakielskiego wystarczyły zeznania dwóch. Do robienia porządku z Polakami na Pomorzu wysyłano zaufanych dygnitarzy z Berlina, jak np. Ludolf-Herrman von Alvensleben, osobisty adiutant szefa SS – Himmlera. Jednak za spust pociągali miejscowi Niemcy.

 

Na czym Niemcy opierali twierdzenie o przynależności Pomorza do Niemiec?

Niemcy po I wojnie światowej mieli poczucie, że II RP powstała częściowo ich kosztem. W 1920 r. granice państwa niemieckiego cofnęły się o setki kilometrów. Utracono Pomorze, Wielkopolskę i część Śląska. Trzeba jednak przypomnieć, że Pomorzem Gdańskim zawładnęli w 1772 r. w wyniku bezprawnego rozbioru Polski. Już wtedy postulowano utworzenie tu swego rodzaju kolonii, która by ich wyżywiła i dała miejsca zamieszkania. Szacuje się, że na politykę germanizacji tych ziem w XIX i na początku XX w. (wykup ziemi od polskich właścicieli, subsydia dla niemieckich gospodarzy, dodatki do pensji dla ściąganych tu niemieckich urzędników, by chcieli osiąść na tym „dzikim wschodzie”) przeznaczono równowartość dzisiejszych 500-700 mln euro. Krajna, czyli tereny między Wielkopolską a Kaszubami, miała być bowiem wzorcowo niemiecka, mimo że spis ludności z 1840 r. mówił o zamieszkiwaniu tych terenów przez jedną trzecią Niemców, jedną trzecią Polaków i jedną trzecią Żydów. Żydzi szybko zniknęli, a żywioł polski konkurował z Niemcami. Od 1920 r. Niemcy masowo opuszczali ziemie byłego zaboru, bo skończyły się ekstra warunki, jakie mieli za państwa niemieckiego czy pruskiego. Gdy w 1918 r. w powiecie wyrzyskim (Krajna nakielska) było ok. 60 proc. Niemców, to w 1939 r. już tylko ok. 10 proc. Był to upadek polityki germanizacji tych ziem.

Hitler od 1933 r. siał propagandę o niegdysiejszym niemieckim panowaniu nad tutejszymi Polakami i wzbudzał tęsknotę za „przywróceniem” tych ziem niemieckiemu „nadczłowiekowi” poszerzającemu swą „przestrzeń życiową”. W 1934 r. doprecyzował, że chodzi o tereny Polski i Czechosłowacji. Przedwojenna niemiecka propaganda, którą w Polsce uprawiali mieszkający tu Niemcy, podnosiła rzekome prześladowania mniejszości niemieckiej. Do dziś żyją jej zwolennicy.

 

W jaki sposób Niemcy w 1939 r. chcieli odzyskać te ziemie?

Do programu germanizacji powróciła NSDAP. „Eksperci rasowi” opracowali program całkowitego zniemczenia Pomorza. Hitler dał osiem–dziesięć lat na realizację tego planu Albertowi Forsterowi. Polaków podzielono na kilka grup. Pierwszą: inteligencję, działaczy społecznych, lokalnych liderów, osoby duchowne przeznaczono do całkowitej likwidacji, a część do obozów koncentracyjnych. Osoby nadające się do pracy, ale potencjalnie groźne dla planów germanizacji, przesiedlono do Generalnej Guberni. Trzecią grupę stanowiła zdecydowana większość mieszkańców. Miała „dobrowolnie” zrzec się polskiego obywatelstwa i stać się Niemcami. W tym celu z czasem stworzono III i IV grupę volkslisty. Germanizacji poddawano zwłaszcza wyrwane z rodzin polskie dzieci. W miejsce Polaków przybyli Niemcy, głównie z Besarabii.

 

Tę perfidię najlepiej chyba obrazuje „bydgoska krwawa niedziela”…

Już 2 września przebrani w polskie (!) mundury niemieccy dywersanci rozpowiadali o klęsce polskich wojsk w Borach Tucholskich i o rzekomym rozkazie wycięcia w pień całego miasta. Policja bydgoska zatrzymała niemieckich cywili przenoszących broń – o wiele lepszą od tej, którą dysponowali polscy żołnierze. Niemieccy działacze tymczasem grupowali się już m.in. w fabryce Persil, browarze Brauera i prywatnych mieszkaniach niemieckich. Pewni rychłego nadejścia Wehrmachtu, w 50 punktach miasta zaczęli strzelać do przechodzących polskich oddziałów wojska i uchodźców, wywołując tym samym zbrojną odpowiedź polskich wojsk – powtórzę: wyposażonych gorzej niż niemieccy dywersanci, o których mówi się, że był to Wehrmacht w cywilu.

 

Jednak to Polaków Niemcy uznali za sprawców „zbrodni”.

5 września, gdy do Bydgoszczy wkroczyły pierwsze oddziały piechoty niemieckiej, miasto się poddało. Na rozkaz Hitlera 9 września zorganizowano akcję represyjną. Do listopada zamordowano ponad 5 tys. Polaków, w tym uczniów. Choć po stronie Niemców było nie więcej niż 430 ofiar, Goebbels rozpowszechnił liczbę… 58 tys., co miało usprawiedliwiać niemiecką, jak to ujął Führer, „reakcję na polskie zbrodnie”. W październiku Hitler ogłosił amnestię dla morderców polskiej inteligencji. Niestety, także w procesach norymberskich nie obciążono za mord 1939 r. ani jednego Niemca.

Masowe aresztowania Polaków ruszyły 1 września. Tylko na Pomorzu Wehrmacht, niemiecka bezpieka i – podkreślmy – cywilny Selbstschutz zorganizowały dla nich aż siedemdziesiąt obozów. Wcielone do III Rzeszy Pomorze miało być oczyszczone z Polaków. To nie Żydzi więc, ale Polacy byli pierwszą ofiarą czystek na tle rasowym. I wbrew okupacyjnej propagandzie nie Polacy, ale Niemcy dopuszczali się tych zbrodni.

 

Na celowniku znaleźli się polscy duchowni.

W październiku 1939 r. na terenie sanktuarium maryjnego w krajeńskiej Górce Klasztornej powstał obóz. Pierwszymi jego więźniami było trzydziestu zakonników klasztoru. W listopadzie przewieziono ich do Paterka, gdzie ich zamordowano w okrutny sposób, podobnie jak kilkunastu okolicznych proboszczów i zakonnic oraz grupę 36 Żydów. Paterek pochłonął ponad 200 ofiar.

 

Z tego, co Niemcy urządzili z kolei w Piaśnicy, mogli zdaje się uczyć oprawcy z Katynia?

Od października 1939 do kwietnia 1940 r. Niemcy zamordowali nad dołami strzałem w tył głowy 12-14 tys. Polaków, głównie inteligentów, działaczy społecznych, osób znanych i szanowanych w społeczeństwie. Zabijano ich ze skrępowanymi z tyłu rękami. W 1944 r. w ramach „Akcji 1005” zacierano ślady zbrodni – spalono szczątki, ale zapomniano o jednym dole z 305 zabitymi, dlatego zbrodnia się wydała.

W Lasach Szpęgawskich w okolicach Stargardu Gdańskiego rozstrzelano 7 tys. osób, ok. 10 tys. osób w Mniszku koło Świecia. Podsumowując: tylko do grudnia 1939 r. i tylko na Pomorzu Niemcy wymordowali 50 tys. Polaków. Dodajmy 12 tys. z Kraju Warty, 2,5 tys. z Górnego Śląska, 1,2 tys. w Wieluniu i ofiary nalotów. Razem daje to liczbę ok. 70 tys. Świadectwa ocalałych mówią o nagminnych gwałtach na kobietach i dziewczynkach, dobijaniu łopatą czy zakopywaniu żywcem. Dodajmy do tego obóz dla dzieci w Potulicach, w którym panowały tragiczne warunki.

 

Okupanci znani są z zacierania śladów swej zbrodniczej działalności. Jak to robili na Pomorzu?

Gdy tylko w 1944 r. do granic Rzeszy zaczął się zbliżać front wschodni, Niemcy zaczęli rozkopywać groby ofiar, palić szczątki, a w młynie do mielenia kamieni drogowych mielili ludzkie kości. Wszystko to oczywiście rękami więźniów obozów koncentracyjnych, których na koniec jako świadków rozstrzelali.

Są miejsca w Krajnie, których nie zbezcześcili. Dlatego po wojnie ściągano tu Niemców, by przy okazji ekshumacji i czyszczenia kości pobierali edukację, co ich rodacy wyczyniali tu z ludźmi. Tak było m.in. w Paterku. Inne doły śmierci odkryto w Sadkach, Łobżenicy. Jak dotąd kultywowanie pamięci o ofiarach zbrodni pomorskiej ogranicza się tylko do Pomorza, ale po 80 latach pojawiają się pierwsze jaskółki szerszego popularyzowania wiedzy o niej.

W ustalaniu historii nie pomaga to, że w latach 1959-89 władze PRL – tajnie i bez wykonania kopii – przekazały Niemcom kilkaset tysięcy oryginalnych dowodów zbrodni na Polakach. Wskutek tego ofiara milczy, a morderca krzyczy o przesiedleniach.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 7 grudnia

Wtorek, II Tydzień Adwentu
Wspomnienie św. Ambrożego, biskupa i doktora Kościoła
Oto nasz Pan Bóg przyjdzie z wielką mocą.
+ Czytania liturgiczne (rok  C, II): Mt 18,12-14
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter