15 września
niedziela
Albina, Nikodema, Marii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Rocznica okrągłego stołu - rozmowa z ks. Sikorskim

Ocena: 4.8
1290

Przychodzili do mnie ci, których poznałem podczas ich internowania w Białołęce, a potem na Mszach Świętych za Ojczyznę odprawianych w kościele seminaryjnym w Warszawie. Spotykałem się z nimi na plebanii, kiedy przychodzili na tzw. „knucie” - mówi ks. infułat Jan Sikorski.

Irena Świerdzewska: Czy w 1989 r. miał Ksiądz kontakt z przedstawicielami opozycji, którzy uczestniczyli w obradach okrągłego stołu?

Ks. infułat Jan Sikorski: Tak. Przychodzili do mnie ci, których poznałem podczas ich internowania w Białołęce, a potem na Mszach Świętych za Ojczyznę odprawianych w kościele seminaryjnym w Warszawie. Spotykałem się z nimi na plebanii, kiedy przychodzili na tzw. „knucie”. Ponieważ nie pozwalałem palić w domu, wychodzili na zewnątrz i tak ich „tajne” spotkania odbywały się przed plebanią, w kłębach dymu. Jako gospodarz użyczałem im miejsca, ale w samych rozmowach nie uczestniczyłem, chyba że ktoś chciał porozmawiać ze mną jako kapłanem.

Jakie panowały wówczas nastroje społeczne?

Panował pozorny entuzjazm. Ja sam byłem optymistycznie nastawiony, chociaż miałem pewne wątpliwości. Przygotowania odbywały się z dużym rozgłosem, słyszeliśmy w mediach, jak duży będzie ten stół, jak go się buduje, z czego ma być wykonany. Miałem poczucie, że jak na klęskę jednej ze stron i niepewne jeszcze zwycięstwo drugiej, to wszystko ma zbyt uroczystą oprawę. I to wydawało mi się nieco podejrzane.

Dlaczego strona opozycyjna wchodziła w rozmowy na warunkach zaproponowanych przez władzę?

Myśmy wtedy nie wiedzieli, że komuna aż tak mocno się chwieje, iż wkrótce nastąpiłby niemalże samoistny jej koniec. Trudno mieć pretensję o naszą ówczesną niewiedzę, bo na tle innych krajów na drodze przemian ustrojowych byliśmy pionierami. Nie wiedzieliśmy naprawdę, czy te przemiany się nie cofną, czy Rosjanie nie wkroczą do Polski. Inne kraje, idąc naszymi śladami, miały ułatwioną sytuację. Z zazdrością potem patrzyłem na Czechów, którzy wydali ustawę zakazującą byłym partyjnym urzędnikom zajmować wysokie stanowiska. Nawet w NRD przefiltrowanej przez Stasi wszystko zostało załatwione jednym pociągnięciem pióra. Natomiast u nas do dziś brak rozliczeń z przeszłością i ujawnienia kolaborantów.

Strona kościelna też weszła w rozmowy z rządem.

Prymas Polski kard. Józef Glemp zgodził się, by Kościół był obserwatorem obrad. Dwaj kapłani katoliccy i biskup protestancki stali się doradcami w sprawach moralno-społecznych i służyli kapłańską pomocą. Ksiądz Bronisław Dembowski mówił np., że byli tam głównie po to, by wspierać modlitwą obrady tak, by z nich wynikło dobro. Kardynał Glemp zachowywał duży dystans do udziału opozycji w tych obradach.

Premier Jan Olszewski mówił po latach o atmosferze kolesiostwa między stronami podczas obrad okrągłego stołu.

Rzeczywiście, ci, którzy przeciwko sobie występowali na ekranach telewizyjnych, w prywatnych kontaktach wyglądali na zaprzyjaźnionych, choć koncepcje przyszłości Polski były bardzo różne.

Czy nie udało się rozpoznać, że komuniści do rozmów wyselekcjonowali spośród opozycjonistów ich lewe ramię?

W tamtym czasie liberalni działacze „Solidarności” nie pokazywali swojej twarzy do końca. Z biegiem czasu wszystko zaczęło wyglądać inaczej.

Co było dla Księdza wskaźnikiem, że sukces okrągłego stołu był w rzeczywistości układem „pod stołem”?

Dla mnie papierkiem lakmusowym był zawsze stosunek do Kościoła [w 1989 r. zamordowani zostali przez „nieznanych sprawców” trzej zaangażowani patriotycznie kapłani: w styczniu ks. Stefan Niedzielak i ks. Stanisław Suchowolec, a w lipcu ks. Sylwester Zych – przyp. red.]. Jeżeli zaczyna się Kościół atakować, to znaczy, że odchodzi się od pewnego obiektywizmu. Można mieć, jak dziś, zarzuty wobec postaw hierarchii, kapłanów, ale nie można odmawiać Kościołowi troski o polskość. Zawsze w historii wrogowie Polski uderzali w Kościół, bo wiedzieli że będzie on bronił najwyższych wartości, będzie nieprzekupny.

Można było zauważyć po 1989 r. utrudnienia choćby wobec powracającej do szkół religii, starano się odbierać Kościołowi autorytet, szerzono antyklerykalizm. Z jednej strony pokazywano w telewizji księży, czasem nawet za często, a z drugiej strony były problemy z krzyżami w szkołach czy szpitalach.

Czy po obaleniu trzy lata później rządu Olszewskiego było widać, że Polską nadal rządzą komuniści?

Wówczas nie było to takie jednoznaczne. Lista Macierewicza, która mogła być przełomem, została źle przyjęta. Społeczeństwo nie miało świadomości, gdzie jest prawda, bo propaganda przeżarta lewicowymi wartościami mocno mieszała w głowach. Prasa, telewizja, radio zostały w rękach byłych działaczy PZPR.

Czy mamy więc co świętować?

Chciałoby się świętować w pełni, ale za dużo jest tej warstwy wydarzeń i ustaleń dokonanych „pod stołem”. Ale mimo wszystko był to przełom i pewien rodzaj zwycięstwa. Żal, że dzisiaj wolność przysłonięta jest przez godne pożałowania spory, prowadzone do tego nieparlamentarnym językiem. Tego nie mogę zrozumieć i to dziś mnie boli: jak mogliśmy doprowadzić scenę polityczną do takiego stanu.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

NIEDZIELNY DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 15 IX



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -