8 sierpnia
sobota
Cypriana, Emiliana, Dominika
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Rzemieślnicy z pasją

Ocena: 0
3875

Marynarkę, czapkę i rękawiczki można dziś kupić nawet w supermarkecie. Wciąż są jednak rzemieślnicy, którzy robią je ręcznie. Czy ich praca jest jeszcze potrzebna?

Centrum Warszawy, ulica Marszałkowska. Wśród wielu kolorowych szyldów ledwo widać napis „Pracownia rękawiczek”. Choć zakład wydaje się nieco zapomniany, jego właściciel, Czesław Jamroziński, nie narzeka na brak klientów. Rękawicznictwem zajmuje się od czterdziestu pięciu lat – to nie tylko jego praca, ale także życiowa pasja. – Nawet kiedy już zamknę zakład i pójdę do domu, to wciąż jeszcze myślę o rękawiczkach. Można mnie obudzić w środku nocy i zapytać o dany rozmiar, a ja wyrecytuję wszystkie standardowe długości palców – śmieje się. Zawodu nauczył się od stryja, który swoją pracownię założył jeszcze przed wojną. – Sposób wykonywania rękawiczek nie zmienił się do dziś. Nie używam szablonów, wszystko kroję odręcznie – zapewnia.

 

Liczy się intuicja

Gdy do pracowni przychodzi klient, pan Czesław najpierw mierzy mu dłoń: obwód, wszystkie palce i odległości między nimi – w sumie dziesięć różnych długości. Później dobiera skórę, fason i dodatki. – Używam skór naturalnych, przeważnie koźlęcych, tych najdelikatniejszych. Sprowadzam je z Francji i Włoch, bo w Polsce niestety nie ma już garbarni białoskórniczej – wyjaśnia. Jak podkreśla, nie każda skóra nadaje się na rękawiczki. Na przykład ta sprowadzana z Chin może uczulać, bo przy jej produkcji używa się ołowiu i kadmu. W Unii Europejskiej jest to zabronione.

Pan Czesław demonstruje przygotowany fragment skóry, z którego powstanie kolejna para rękawiczek. – Najpierw trzeba wyrobić skórę – tłumaczy, rozciągając ją mocno kilka razy wzdłuż i wszerz. – Teraz muszę ją powymierzać i skroić. Grubą skórę szyję ręcznie, cieńszą na maszynie. Przy jednej parze spędzam kilka godzin, a nawet cały dzień. Rękawiczki można zamówić także przez Internet: trzeba tylko przesłać do pracowni swój obrys dłoni i podać obwód nadgarstka. – W dzisiejszych czasach klienci są inni niż kiedyś. Dawniej była taka moda, że bez rękawiczek i kapelusza nie wypadało wyjść z domu – opowiada Czesław Jamroziński. – Dzisiaj wystarczy pójść do sklepu i kupić gotowy produkt. Ale ludzie jednak wciąż cenią wysoką jakość, odchodzą od tandety i chińszczyzny. Rękawiczki wykonane z dobrej skóry wytrzymają nawet dziesięć lat.

Mimo to zawód rękawicznika stopniowo odchodzi w zapomnienie. Przed wojną w Warszawie było sto dwadzieścia pracowni mistrzowskich, w latach siedemdziesiątych zostało ich trzydzieści, a dziś są już tylko dwie. Od dawna nikt nie uczy się tego fachu. – W tej dziedzinie nie ma żadnego podręcznika, trzeba się uczyć bezpośrednio od mistrza. Niestety, wyszkolenie ucznia drogo kosztuje, a potem i tak nikt nie chce pracować w tym zawodzie, bo jest on za trudny – wyjaśnia pan Czesław. – To żmudna, fizyczna praca, nie można jej zastąpić maszynami ani komputerami, trzeba wszystko samemu wymyślić i wypracować. Zanim skroję rękawiczki, muszę je mieć w głowie. Ważna jest intuicja: nie potrzebuję nawet patrzeć na skórę, żeby ocenić, czy jest odpowiednia, wystarczy, że jej dotknę. Dopiero po wielu latach doświadczenia zaczyna się to wszystko rozumieć.

 

Coraz mniej kapeluszy

Na półkach zakładu Andrzeja Zaręby piętrzą się kolorowe damskie kapelusze i najróżniejsze fasony męskich czapek: belgijki, cyklistówki, hamburki, maciejówki ze skóry i z wełny, angielki, konfederatki i czapki Szwejka. – Mam stałych klientów, którzy przyjeżdżają po nie nawet z innych miast. Niektórzy używają ich do inscenizacji, inni noszą je na co dzień, bo są wygodne i ciepłe – tłumaczy pan Andrzej. Czapki szyje od lat na tej samej maszynie. Przy pracy nad jedną spędza kilka godzin. – Skórzaną czapkę po uszyciu nakładam na drewnianą formę, żeby nie straciła fasonu. Potem czyszczę i nasączam pastą, żeby nadawała się na jesienne słoty – tłumaczy. Drewniane formy pan Andrzej odziedziczył po swoim ojcu, który pracował w Warszawskiej Spółdzielni Kapeluszników i Czapników. – Mnie ciągnęło do tego, żeby mieć własny warsztat, w którym nie będę miał nad sobą żadnego kierownika – uśmiecha się.

Zakład przy ul. Kopernika otworzył w latach osiemdziesiątych. – Wtedy w tym zawodzie spokojnie można było się utrzymać – wspomina. Dziś ma o wiele mniej klientów. Duża część to zagraniczni turyści. – Kobiety wciąż jeszcze chodzą w kapeluszach, ale mężczyźni przestali. Nie ma już w Warszawie nikogo, kto by robił męskie kapelusze. Wykonuje się je inaczej niż damskie: mają podszewkę, są wykończone skórą, zrobione z innego rodzaju filcu – tłumaczy Andrzej Zaręba.

By zrobić damski kapelusz, najpierw trzeba namoczyć surowiec we wrzątku z dodatkiem dekstryny, żeby nabrał elastyczności. – Zanim wystygnie, rozciągam go, nakładam na drewnianą formę i przewiązuję sznurkiem, dbając o to, żeby na materiale nie było żadnej fałdki. Po dwóch dniach, kiedy kapelusz wyschnie, czyszczę go, doszywam dodatki i fasonuję rondo nad parą – opowiada pan Andrzej. Choć na ręcznie robiony kapelusz trzeba wydać 200-300 zł, na pewno będzie trwalszy niż ten pochodzący z masowej produkcji. – Często przychodzą do mnie klientki, które kupiły kapelusz w zwykłym sklepie i okazało się, że po deszczu się rozpadł, stracił fason albo pojawiły się plamy. Niestety, z kapeluszami wytwarzanymi fabrycznie to się zdarza.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 8 sierpnia

Sobota, XVIII Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Dominika, prezbitera
Nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus, śmierć zwyciężył,
a na życie rzucił światło przez Ewangelię.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ha 1, 12 – 2, 4; Ps 9, 8-13;Mt 17, 14-20
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

Nowenna do Matki Bożej Łaskawej w intencji Ojczyzny (5-14 sierpnia)
Dziś: parafia Najczystszego Serca NMP w Warszawie

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter