17 stycznia
czwartek
Antoniego, Rościsława, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Sto lat temu

Ocena: 0
952

– I Piłsudski, i Dmowski twierdzili, że Polska musi być duża, inaczej nie utrzyma się między Niemcami i Rosją – mówi prof. Andrzej Nowak.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Z prof. dr. hab. Andrzejem Nowakiem, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Nauk, rozmawia Piotr Kościński

 

Przyjęliśmy datę 11 listopada jako dzień odrodzenia niepodległej Polski w 1918 r. Ale przecież wcześniej niepodległość ogłosiła Rada Regencyjna, a w różnych miastach Polski – Krakowie, Lublinie, Lwowie, Cieszynie i innych – Polacy przejmowali władzę niezależnie od wydarzeń tego dnia. Czy wybrana została właściwa data? I na ile nasza dzisiejsza wizja tamtych wydarzeń jest prawdziwa?

Jeśli ktoś uważa, że 11 listopada nie jest właściwą datą, niech zaproponuje inną. Monarchiści, a tacy również są w Polsce obecni, twierdzą, że kluczowy jest 7 października 1918 r., kiedy to Rada Regencyjna zadeklarowała dążenie do niepodległości i powołanie rządu z udziałem wszystkich sił politycznych i bez konsultacji z niemieckimi siłami okupacyjnymi. Ale gabinet Józefa Świerzyńskiego nie reprezentował całego polskiego społeczeństwa, a Rada Regencyjna była izolowana od kontaktów ze zwycięskimi w I wojnie światowej mocarstwami i traktowana jako przedłużenie władzy państw centralnych. Za PRL lansowano datę 6 listopada i powołanie w Lublinie rządu Ignacego Daszyńskiego. Jednak ten rząd reprezentował jedynie PPS i część zwolenników Józefa Piłsudskiego, a więc mógł liczyć na poparcie kilkunastu, może 20 proc. społeczeństwa – i nie miał szans na poparcie grupy kluczowej, bo bliskiej mocarstwom zachodnim, a kierowanej przez Romana Dmowskiego. To prawda: powstanie rządu lubelskiego pokazało, że lewica, robotnicy i chłopi, przedkładają niepodległość Polski oraz tożsamość narodową nad przywiązanie do określonych klas społecznych, a to wykluczało ich poparcie dla bolszewików. Kluczowym momentem był więc 11 listopada, bo wówczas to władza nad administracją stworzonego przez okupantów Królestwa Polskiego i nad zalążkiem Wojska Polskiego została przekazana Piłsudskiemu. On zaś, po kilkuletniej niewoli w Magdeburgu, uwolniony był od cienia kolaboracji z Niemcami. Cieszył się poparciem lewicy, dysponował tworzoną przez siebie tajną Polską Organizacją Wojskową. Dzięki temu w krótkim czasie zdołał podporządkować sobie dwa kluczowe miasta: Warszawę – stolicę okupacji niemieckiej, oraz Lublin – stolicę okupacji austro-węgierskiej; szybko też został uznany przez Kraków, trzeci ośrodek kluczowy dla odradzającego się Państwa Polskiego.

Jednak nie byłoby niepodległej Polski bez wielomiesięcznych, a może i kilkuletnich przygotowań prowadzonych przez Radę Regencyjną i rząd powołanego przez Niemcy i Austro-Węgry Królestwa Polskiego?

Zasługą Rady Regencyjnej, działającej przecież w warunkach braku suwerenności, było budowanie zrębów administracji państwowej. A jeszcze większą okazało się przekazanie – i to w sposób budzący podziw – swej władzy człowiekowi, który mógł odegrać rolę spajającą różne siły polityczne i nie orientował się na państwa centralne. Takim człowiekiem był właśnie Piłsudski.

11 listopada w Warszawie spontanicznie rozbrajano Niemców. Są relacje, że dochodziło do starć, ale też inne, mówiące, że istniała konieczność porozumienia się z Niemcami, choćby oddziałami stacjonującymi na warszawskiej Cytadeli, bo groził z ich strony zbrojny opór. Jak wyglądały tamte wydarzenia?

Piłsudski potrafił się porozumieć z obecnymi w Warszawie silnymi oddziałami niemieckimi w sprawie ich ewakuacji. W mieście stacjonowało 20 tys. żołnierzy niemieckich, czyli więcej niż wszystkie oddziały podporządkowane Radzie Regencyjnej oraz cała Polska Organizacja Wojskowa razem wzięte! Pamiętajmy, że 11 listopada Niemcy podpisały w Compiègne we Francji układ rozejmowy, a faktycznie kapitulację przed mocarstwami zachodnimi. Ale ten układ dotyczył wyłącznie frontu zachodniego. Na wschodzie wciąż stacjonowało kilkaset tysięcy żołnierzy niemieckich, a dla tych stacjonujących na terenach Białorusi i Ukrainy główny szlak do Niemiec wiódł właśnie przez ziemie polskie. Piłsudski poradził sobie z tym problemem. Owszem, od końca października dochodziło do rozbrajania Niemców w różnych miejscowościach Polski przez lokalne oddziały POW, a te działania nasiliły się właśnie 11 listopada. Ale potrzebny był układ z Niemcami, bo polskie siły nie miały szans na zwycięstwo, gdyby doszło do otwartej walki. Tak naprawdę, w tym momencie właśnie ta sprawa była najważniejsza.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -