23 marca
sobota
Pelagii, Oktawiana, Feliksa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Świat się śmieje

Ocena: 5
1757

Przyrostu demograficznego jak nie było, tak nie ma.

fot. Pixabay, CC0

Zanim usiedliśmy do niedzielnego obiadu, zdążyłam przeczytać felieton o demografii i odkrytymi tam liczbami podzieliłam się z rodziną. Liczby te można znaleźć na s. 8 w tym numerze „Idziemy”, ja przytoczę tylko wskaźnik dzietności w naszym kraju, który w 2017 r. wynosił 1,45. O przyroście demograficznym nie ma więc mowy, bo nawet do prostej zastępowalności pokoleń nam daleko – wtedy wskaźnik musiałby wynieść 2,1.

– Ale jak to? – wstrząsnęła się ciocia. – Przecież tyle dzieci tu u was się plącze!

Ale nawet ta plątanina chętnych do kopania piłki miłych nóżek, oblepionych ciastoliną rączek i bystrych oczu wpatrzonych w stare komiksy nie daje, proszę szanownej rodziny, prawdziwego przyrostu demograficznego.

Patrzę na fotografię z balu maturalnego naszej – naprawdę licznej – klasy: jedna tylko dziewczyna ma pięcioro dzieci, dwoje nas – po troje, i na tym koniec rodzin wielodzietnych, o ile troje dzieci można uznać za prawdziwą wielodzietność. Idę dalej i sprawdzam w pamięci: pierwsze studia, a zaczynało nas sto osób: jedna z koleżanek – czworo dzieci, dwie inne – po troje, reszta jak wyżej; drugie moje studia, też jednak liczne: dwie z nas miało po troje dzieci. To gdzie szukać tego przyrostu?

Ale skąd w takim razie świadomość, że jest nieźle? Że nie grozi nam – mimo ostrzeżeń, które były i jakby ucichły – zapaść demograficzna jak, nie przymierzając, na sąsiedniej Ukrainie lub na Węgrzech? Jak i kiedy się nam ta świadomość uśpiła?

A uśpiła się do tego stopnia, że kiedy obecny rząd zrealizował zapowiedź prorodzinnego programu 500+, otworzył się prawdziwy worek żartów, kpin, szyderstw i ostrzeżeń, że teraz to już tylko katastrofa. A tymczasem, owszem, jest katastrofa, ale w całkiem odwrotnym porządku: przyrostu demograficznego jak nie było, tak nie ma.

Teraz prezydent podpisał – jakże słusznie! – uchwaloną już przez sejm i zatwierdzoną przez senat tak zwaną emeryturę matczyną, dla matek w wieku powyżej 60 lat, które nie pracowały zawodowo lub pracowały tak krótko, że emerytura jest w wymiarze minimalnym. I już znowu podnosi się fala oburzenia i uwag co najmniej niewybrednych: a jeśli matka wychowała czworo dzieci, z których wszystkie mają wyroki, to co?

To jest dopiero dowód na ową uśpioną świadomość demograficzną, nie mówiąc o niewrażliwości społecznej ubranej w brutalny żart. Zaraz też upust swojej złości i zazdrości dały niezliczone trolle internetowe skryte pod żeńskimi imionami, choć są też, jak to zwykle bywa, prawdziwe głosy niechęci i klasycznej zawiści psa ogrodnika. A wydawałoby się, że najbardziej racjonalny ze wszystkich możliwych argumentów – ten o rękach do pracy i do wytwarzania PKB – przemówi do wszystkich. Każdy przecież chodzi po zakupy (wiem, wiem – można w internecie, tyle że tam też bez ludzi się nie obejdzie) i każdy korzysta ze służby zdrowia (a nawet najgorsza wymaga ludzi i nawet ta najwyżej opłacana potrzebuje rąk do pracy). A to tylko najbardziej niezbędne minimum. Ale, oczywiście, można śmiać się dalej…

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"

 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -