22 listopada
środa
Cecylii, Wszemily, Stefana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Szkoła na skrzydłach

Ocena: 0
1393

W Polsce 64 tys. dzieci uczy się w 567 szkołach katolickich, a z tych wiele właśnie świętuje dwudziestolecie

„A może któreś z was wie, co znaczą takie słowa: fides et ratio?” Ksiądz Jan Sikorski, zasłużonej sławy duszpasterz, rzucając od ołtarza to proste pytanie, chyba jednak nie spodziewał się natychmiastowej – i prawidłowej – odpowiedzi, wszak w wielkiej sali gimnastycznej siedziały przede wszystkim dzieci i młodsza młodzież. Ale wiedziały!

– I to jest właśnie katolicka szkoła! – ucieszył się ksiądz infułat, błyskawicznie wykorzystując odpowiedź do dydaktycznego zwrotu w kazaniu, w którym i tak chciał pokazać dzieciom, w czym tkwi sedno ich świętującej dwudziestolecie katolickiej szkoły. Chciał pokazać, że właśnie ona uczy je w sposób, który tak wspaniale opisał w encyklice jej patron, św. Jan Paweł II. Że daje im przez lata edukacji dwa skrzydła: wiarę i rozum – aby mogły w swoim życiu wzlecieć ku prawdzie. Przez wiarę i rozum wychowuje je do życia w prawdzie. – I właśnie po to tę szkołę mądrzy ludzie zbudowali, i właśnie po to rodzice was do niej zapisali – podkreślił, ku radości dzieci pokazując ramionami dwa skrzydła.

Dwudziestolecie Szkoły Przymierza Rodzin im. Jana Pawła II i zwłaszcza jej inicjatorka, faktyczna założycielka i niestrudzona wizjonerka Izabela Dzieduszycka, zasługują na wielki reportaż, a sam fenomen szkół katolickich w naszym kraju na wielką publicystykę, ale na początek niech będzie choćby skromny felieton. We Włoszech, jak ostatnio przeczytałam, działa ponad osiem tysięcy szkół katolickich różnego stopnia, a uczęszcza do nich 611 tys. uczniów. W Polsce – 64 tys. dzieci uczy się w 567 szkołach katolickich, a z tych wiele właśnie świętuje dwudziestolecie. Ktoś może powie, że to mało, i pewnie będzie miał rację. Ja jednak najpierw zaproponuję podziw i uznanie, szacunek i wdzięczność dla tych wszystkich, którzy – jak sędziwa dziś Izabela Dzieduszycka – porwali się z motyką na słońce i… zdobyli je! Bez żadnego praktycznie wsparcia ze strony państwa, a często z koniecznością usuwania rzucanych pod nogi kłód, umieli skupić wokół swej bardzo konkretnej wizji grono entuzjastów, współpracowników i – przede wszystkim – ofiarodawców, bez których nie byłyby możliwe żadne inwestycje, oraz sprzymierzeńców w samorządach czy innych ciałach życia obywatelskiego.

Bo krytyków czy wręcz wrogów nie brakowało, a niedouczonemu i oderwanemu od tradycji postkomunistycznemu społeczeństwu łatwo było wmawiać, że Kościół „wyciąga rękę” po to, co ma należeć do państwa! Wolne żarty! Kościół był przecież pierwszą instytucją, która – w Europie i w Polsce – organizowała i budowała edukację od najniższych szczebli po uniwersytety. Od najdawniejszych wieków w przyparafialnych szkółkach dzieci uczyły się pisać i czytać, o czym świadczą choćby dzieje polskich świętych.

Ale teraz do beczki miodu trzeba dołożyć łyżkę dziegciu: dlaczego w ostatnich latach przybyło tak mało szkół katolickich, skoro w 2009 r. było ich pięćset? Dlaczego „Bożym szaleńcom” brakuje już sił do ich zakładania? Dlaczego jest tak małe wsparcie ze strony państwa? I wreszcie: czy naprawdę chcemy to zmienić?

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Sekretarz redakcji tygodnika "Idziemy"



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły