27 listopada
piątek
Waleriana, Wirgiliusza, Maksyma
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Triumf, który ocalił Europę. "Wezyr miał nie zaznać spokoju, dopóki Bazyliki św. Piotra nie przerobi na stajnie sułtana"

Ocena: 2.9
2101

Tymczasem na arenie międzynarodowej trwały zabiegi o stworzenie antytureckiego aliansu. Już od schyłku lat siedemdziesiątych w Warszawie wiedziano, że kolejna wojna z Turcją jest tylko kwestią czasu. Było to tym bardziej oczywiste, że wszelkie nadzieje Jana III Sobieskiego na sojusz z nienawidzącą Habsburgów Francją zostały całkowicie zawiedzione. Już pod koniec 1681 r. poseł habsburski w Warszawie zabiegał o ostateczne odwrócenie polskich sojuszy i sprzymierzenie z Wiedniem. Obie strony były „skazane” na zawarcie takiego porozumienia. Swój pogląd wyraził sam król. „Jeśli Wiedeń zginie, kto ubezpieczy Warszawę? […] Lepiej w cudzej ziemi, o cudzym chlebie i w asyście wszystkich imperii, nie tylko samego cesarza sił, wojować aniżeli samym się bronić o swym chlebie i kiedy nas jeszcze przyjaciele i sąsiedzi odstąpią, gdy im w takim razie prędkiego nie damy sukursu” – podkreślał podczas obrad sejmowych. Nie wszyscy podzielali opinię Sobieskiego. Wielu polityków wskazywało, że we wcześniejszych latach Rzeczpospolita nie otrzymała jakiejkolwiek pomocy ze strony Habsburgów, kiedy sama walczyła z Turcją. 

Na sejmie warszawskim w styczniu 1683 r. król ostatecznie rozprawił się ze stronnictwem profrancuskim, jednocześnie darowując im możliwość oskarżenia o zdradę. Pretekstem miały być ich poufne kontakty z Wersalem. Jednocześnie uchwalono znaczące podatki, które miały wzmocnić zaniedbaną polską jazdę.

Sojusz przewidujący wzajemną pomoc w razie ataku tureckiego podpisano 31 marca 1683 r. Jego zapisy były korzystne dla Polski. Austria i Polska zobowiązywały się do prowadzenia wspólnej walki przeciw Turcji. Habsburgowie mieli wystawić 60-tysięczną armię. Nie znając kierunku uderzenia Turków, Austriacy zgodzili się, że będą bronić Krakowa, jeśli inwazja będzie zmierzać w kierunku polskiej stolicy. Cesarz zobowiązał się wypłacić Polsce 1,2 mln zł i zrzekł się pretensji do długów z czasów potopu szwedzkiego. Polska miała prowadzić rozmowy zmierzające do rozszerzenia sojuszu o Rosję, a Austriacy – o Wenecję. Gwarantem przestrzegania zapisów umowy został papież Innocenty XI. 

Niemiecki kronikarz nazwał sojusz „promieniem słońca”. Równie entuzjastycznie na wieść o sprzymierzeniu wymierzonym w Turcję zareagowała większość szlacheckiej opinii publicznej. Mobilizacja sił i wpływy z podatków były znacznie szybsze i bardziej skuteczne niż w przypadku innych kluczowych kampanii wojennych Rzeczypospolitej. Ostatecznie wystawiono ok. 47 tys. żołnierzy. Wzmocniono też nadgraniczne twierdze. Z kraju wydalono francuskiego ambasadora, który stale angażował się w antyhabsburskie intrygi.

Już 16 lipca do Warszawy dotarła informacja o zbliżaniu się wojsk tureckich do Wiednia. Wkrótce potem cesarski wysłannik hrabia Waldstein dostarczył do Wilanowa list, w którym cesarz Leopold pisał: „Nie tyle oczekujemy wojsk Waszej Królewskiej Mości, ile osoby waszej, pewni, że osoba wasza królewska na czele naszych wojsk i imię wasze, tak groźne dla wspólnych nieprzyjaciół, same zapewnią mu klęskę”. Cesarski poseł wręczał list, klęcząc przed Sobieskim. Król opuścił Wilanów 18 lipca. Cztery dni później był już w Częstochowie, gdzie spędził dzień na uroczystym nabożeństwie. 4 sierpnia przybył do Krakowa. Pod miastem zbierały się wszystkie siły mające iść na odsiecz stolicy cesarstwa. Większość wojsk ruszyła na południe w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Król zdecydował o przyspieszeniu wymarszu na Wiedeń z powodu alarmujących wieści, przekazywanych m.in. przez księcia Lotaryńskiego. Wiedziano również, że mimo dużych przygotowań stolica cesarstwa i jej kilkunastotysięczna załoga nie wytrzymają zbyt długiego oblężenia. Rozbudowywane od lat dwudziestych XVI w. umocnienia nie wytrzymałyby długiego starcia z artylerią turecką oraz minerami.

Podczas dwumiesięcznego oblężenia Turcy dzięki ciągłym atakom i pracom minerów zdobyli pierwsze fortyfikacje miasta, co groziło zajęciem twierdzy, której załoga uległa w czasie obrony znacznemu uszczupleniu. Brakowało także prochu oraz sprawnych dział. Mimo to austriaccy artylerzyści zadawali atakującym duże straty. W trakcie jednego z ostrzałów niemal zginął sam Kara Mustafa. Kłopoty Turków wzmogły ich brutalność. W drodze na Wiedeń w ręce wojsk osmańskich wpadły tysiące austriackich żołnierzy. Piętnaście tysięcy z nich zostało doprowadzonych pod mury twierdzy. Jeden z nich zamordował tureckiego żołnierza, którego miał być niewolnikiem. W odpowiedzi Mustafa nakazał wymordowanie wszystkich jeńców.

W drugiej połowie sierpnia armia Jana III Sobieskiego maszerowała przez Śląsk. Ziemie te po raz pierwszy od stuleci gościły polskiego władcę. Jego orszak był entuzjastycznie witany przez miejscowych Polaków. 31 sierpnia Sobieski spotkał się ze swoim byłym konkurentem do korony, księciem Lotaryńskim. 3 września w Stetteldorf odbyły się obrady rady wojennej z udziałem polskich dowódców i książąt niemieckich. Wysłuchawszy ich opinii, Sobieski rozkazał rozdzielenie sił i przejście przez Dunaj w dwóch punktach, a następnie marsz pod Wiedeń wzdłuż Dunaju i przez Las Wiedeński. Na koniec spotkania otrzymał buławę symbolizującą dowodzenie wszystkimi siłami chrześcijańskimi. Ostatecznie całość armii połączyła się 9 września pod Tulln, zaledwie 25 km od oblężonego miasta.

4 września Kara Mustafa otrzymał informacje o zbliżaniu się odsieczy. Zgodnie z przewidywaniami Sobieskiego zdecydował, że nie odstąpi od Wiednia i nie ruszy na spotkanie wojsk chrześcijańskich. Wzmógł ostrzał miasta, pragnąc zdobyć je przed nadejściem wojsk Sobieskiego. Dowódca połączonych sił zdawał sobie sprawę, że zdobycie Wiednia jest już tylko kwestią dni. W trakcie jednego z rekonesansów zrozumiał, że najlepszym miejscem do dowodzenia bitwą będzie wzgórze Kahlenberg. 11 września wojska obsadziły dziesięciokilometrową linię wzgórz Kahlenberg–Leopoldsberg. Roztaczał się z nich widok na obóz turecki i oblężone miasto. O godz. 22 przybycie odsieczy zostało uczczone wystrzeleniem rac z wieży katedry św. Stefana. Łączność z miastem utrzymywano przez kurierów przedzierających się do miasta. Wśród nich był Jerzy Franciszek Kulczycki, po bitwie założyciel pierwszej wiedeńskiej kawiarni.

W nocy z 11 na 12 września morale Turków zaczęło się załamywać. Kronikarze wspominają o dezercjach i rozprężeniu w obozie. Kara Mustafa rozkazał zajęcie pozycji u stóp wzgórz, aby nie dopuścić do rozwinięcia błyskawicznego natarcia na równinie u stóp miasta. O 4 rano rozgorzały pierwsze walki pomiędzy dragonią cesarską i janczarami. Właściwa bitwa rozpoczęła się po opadnięciu porannych mgieł i rozpoczęciu ostrzału z Kahlenbergu. Pierwszy do ataku na lewym skrzydle ruszył książę Lotaryński. Wraz z nimi ruszyła polska dragonia Hieronima Lubomirskiego. Kara Mustafa odpowiedział uderzeniem w centrum. Atak załamał się w ogniu artylerii.
W tym czasie król wziął udział w mszy, a następnie zjadł obiad. Na wieść o dotarciu wojsk cesarskich do równiny Sobieski przedefilował przed gotowymi do walki oddziałami. Pierwsza do ataku ruszyła piechota, której zadaniem było oczyszczenie wąwozów dla jazdy. Około 15 jasne stawało się, że klęska turecka jest przesądzona. Aby uniknąć utraty łupów, z pola bitwy uciekła jedna z ord tatarskich. Widząc rosnącą przewagę wojsk cesarskich na lewym skrzydle Sobieski rozkazał rozpoczęcie generalnego ataku. Początkowo planował, że będzie on miał miejsce dopiero następnego dnia, ale sytuacja na polu bitwy skłoniła go do podjęcia decyzji, która przypieczętowała los całej armii tureckiej. Do tego momentu Kara Mustafa miał jeszcze szansę wycofania dużej części wojsk i odejścia spod Wiednia. Wielki Wezyr wystawił przeciwko atakowi polskiej jazdy niemal wszystkie siły, które wciąż były zdolne do walki. Sobieski poprowadził atak, a następnie zatrzymał się i wraz z innymi dowódcami obserwował rozpędzanie się 20 tysięcy konnych, w tym 2,5 tys. husarii. Szeregi tureckie zostały błyskawicznie przełamane. Kluczowa część szarży trwało około pół godziny. Wieczorem zagrożony był już obóz i znajdująca się w namiocie wezyra chorągiew Mahometa. W obozie zapanował chaos. Turcy i Tatarzy grabili skarbiec znajdujący się wśród namiotów wezyra. Ten, wciąż kierował walką. Dopiero późnym wieczorem siłą został wsadzony na konia i uszedł z pola bitwy. Kara Mustafa dotarł do Belgradu. 25 grudnia został zamordowany na rozkaz sułtana.

„Porażka i przegrana – od której niech Allah zachowa – była to przeogromna, klęska taka jak od powstania państwa jeszcze się nie wydarzyła” – pisał turecki kronikarz. W bitwie poległo ok. 15 tys. Turków. Oddziały pod wodzą króla polskiego miały 3,5 tys. zabitych i rannych, w tym 1,3 tys. Polaków. „Takie przeprowadzenie operacji i bitwy było niewątpliwie dziełem mistrzowskim, przejawem geniuszu wojennego najwyższej miary” – podkreślał w 1933 r. historyk polskiej wojskowości gen. Marian Kukiel.
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 27 listopada

Piątek, XXXIV Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Nabierzcie ducha i podnieście głowy,
ponieważ zbliża się wasze odkupienie.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ap 20,1-4.11-21,2; Ps 84,3-6a.8a; Łk 21,29-33
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter