Trudno oddzielić duszę od ciała
Jestem bardzo zaniepokojony postawami tych lekarzy, którzy maja „weterynaryjne” podejście i nie uwzględniają specyfiki medycyny człowieka – o swoich doświadczeniach i obawach opowiada lekarz i duchowny abp Henryk Hoser SAC w rozmowie z Ireną Świerdzewską.
Jak to jest, kiedy się wstępuje do seminarium jako praktykujący lekarz? Zdarzało się Księdzu Arcybiskupowi leczyć swoich kolegów seminarzystów i księży?
Miałem swój gabinet w seminarium i przez lata studiów byłem seminaryjnym lekarzem. Oczywiście była to medycyna ambulatoryjna, a kiedy wymagała tego sytuacja, trzeba było robić transfery do szpitala. Potem, na misjach, przez ponad 20 lat praktykowałem medycynę różnych specjalności.
Były takie sytuacje, kiedy czuł się Ksiądz Arcybiskup bardziej lekarzem niż kapłanem?
Kiedy w danym momencie pełniłem funkcję lekarską, musiałem korzystać z kompetencji medycznych, wtedy bardziej czułem się lekarzem. Natomiast kiedy stałem przy ołtarzu czy głosiłem Słowo Boże, wówczas bardziej czułem się kapłanem. Niemniej, łączenie w sobie tych dwóch funkcji jest niezwykle trudne. Obydwie są o siebie „zazdrosne”, w tym znaczeniu, że zarówno kapłaństwo, jak i medycyna domagają się całego czasu i pełnego zaangażowania człowieka. Stąd też trzeba uważać, żeby nie zachwiać równowagi. Przez całe dziesiątki lat udawało mi się powołanie kapłańskie i zawód lekarski harmonijnie łączyć. Oczywiście, tym pierwszym i najważniejszym jest kapłaństwo. Kiedy staję przed człowiekiem z całym bagażem swojego doświadczenia i patrzę na potrzeby tego człowieka, w spojrzeniu tym oba powołania się przenikają. W człowieku trudno jest oddzielić duszę od ciała.
W jakim stopniu leczenie powinno być więc oddziaływaniem na ducha, a w jakim na ciało człowieka?
Uważam, że nie ma chorób „czysto somatycznych” i „czysto psychicznych”. Podłoże chorób jest zawsze psychosomatyczne, choć choroby w różnej proporcji dotykają człowieka, niektóre głównie w sferze cielesnej. Ale przecież fizyczne cierpienie człowieka jest jednocześnie cierpieniem duchowym. Skupienie się tylko na stronie somatycznej jest uprzedmiotowieniem człowieka. Nie chcę tu powiedzieć, że nie doceniam wszystkich możliwości diagnostycznych medycyny. Niemniej proces leczenia jest procesem holistycznym, obejmującym całego człowieka, nie tylko w jego jednostkowym istnieniu, ale również w jego relacjach z innymi. Lekarz musi widzieć ważne dla pacjenta relacje: z jego rodziną, ze środowiskiem zawodowym. W momencie choroby często ulegają one zaburzeniom, stąd poczucie zagubienia, zwłaszcza na początku tego doświadczenia.
Kiedy w Biblii czytamy o uzdrowieniach dokonywanych przez Jezusa Chrystusa, to zawsze warunkiem ich zaistnienia jest wiara. Uzdrawianie z chorób było połączone z wypędzaniem złego ducha. Myślę, że zły duch wykorzystuje „szczeliny” w duszy człowieka spowodowane chorobą. Wtedy wciska się w jego serce, duszę i umysł ze zwątpieniem, buntem, jakimś poczuciem niesprawiedliwości, a nawet chęcią zemsty. Na przykład choroba prowadząca do prób samobójczych jest niewątpliwie nasiąknięta działaniem złego ducha. Jak za czasów uzdrawiania przez Jezusa Chrystusa, tak i teraz doświadczamy szatańskiego działania. Dlatego chwile słabości powinny być momentem koniecznym, by starać się o umocnienienie nas przez Boskiego Lekarza za pośrednictwem sakramentów.
Jeden ze współbraci Księdza Arcybiskupa opowiadał mi, jak kiedyś zaczął się zwierzać doktorowi Hoserowi ze swoich dolegliwości i usłyszał: „Odstaw te pigułki, a weź się za Różaniec”. Czy modlitwa może zastąpić leczenie?
Modlitwa nie może zastępować medycyny, ma jej tylko towarzyszyć. Tak jak modlitwa samego pacjenta, równie ważna jest modlitwa lekarza za pacjenta. I dzięki tej modlitwie lekarz może oddziaływać na pomyślny przebieg leczenia. Zachęcam lekarzy do tego, by towarzyszyli swoim pacjentom modlitwą, nawet taką krótką jak akty strzeliste. By pamiętali, że są tylko narzędziem w ręku Boga. Tegoroczne orędzie Ojca Świętego na Dzień Chorego mówi o sakramentach uzdrowienia. Sakrament zakłada fizyczną obecność – nie można udzielić sakramentu korespondencyjnie, na odległość, za pośrednictwem Skype`a czy przez telefon. Znak sakramentalny musi być widzialny i wyczuwalny. Sakramenty uzdrowienia i przebaczenia, czyli pokuta, namaszczenie chorych, mówią nam coś ważnego o człowieku i o Bogu. Ukazują Boga jako odwiecznego lekarza, samarytanina, który do każdego przychodzi i w skrajnych przypadkach przeprowadza przez bramę śmierci. Stąd wypływa znaczenie wiatyku, który jednocześnie nobilituje chorobę. Choroba przeżywana z udziałem Jezusa staje się i Jego chorobą. Jezus identyfikuje się z osobą chorą, o czym można przeczytać w opisie Sądu Ostatecznego. Chrystus jest jednocześnie dla chorego uleczeniem.
Sakramentów uzdrowienia nie należy sprowadzać tylko do sakramentu pokuty i namaszczenia chorych. Zalicza się do nich także Eucharystię. Proszę zauważyć, przed przyjęciem Komunii Świętej czytana jest modlitwa kapłańska, która mówi o stawaniu się Eucharystii lekarstwem duszy i ciała. Podczas puryfikacji, po Komunii, również powraca motyw Eucharystii jako lekarstwa dla człowieka. My często zapominamy o tym wymiarze Eucharystii. Nawet w chorobach nieuleczalnych, prowadzących do śmierci, Eucharystia jest ciągłym kontaktem z życiem, które się nie kończy. Obiecuje uwolnienie od cierpienia i choroby.
Wstecz...
Miałem swój gabinet w seminarium i przez lata studiów byłem seminaryjnym lekarzem. Oczywiście była to medycyna ambulatoryjna, a kiedy wymagała tego sytuacja, trzeba było robić transfery do szpitala. Potem, na misjach, przez ponad 20 lat praktykowałem medycynę różnych specjalności.
Były takie sytuacje, kiedy czuł się Ksiądz Arcybiskup bardziej lekarzem niż kapłanem?
Kiedy w danym momencie pełniłem funkcję lekarską, musiałem korzystać z kompetencji medycznych, wtedy bardziej czułem się lekarzem. Natomiast kiedy stałem przy ołtarzu czy głosiłem Słowo Boże, wówczas bardziej czułem się kapłanem. Niemniej, łączenie w sobie tych dwóch funkcji jest niezwykle trudne. Obydwie są o siebie „zazdrosne”, w tym znaczeniu, że zarówno kapłaństwo, jak i medycyna domagają się całego czasu i pełnego zaangażowania człowieka. Stąd też trzeba uważać, żeby nie zachwiać równowagi. Przez całe dziesiątki lat udawało mi się powołanie kapłańskie i zawód lekarski harmonijnie łączyć. Oczywiście, tym pierwszym i najważniejszym jest kapłaństwo. Kiedy staję przed człowiekiem z całym bagażem swojego doświadczenia i patrzę na potrzeby tego człowieka, w spojrzeniu tym oba powołania się przenikają. W człowieku trudno jest oddzielić duszę od ciała.
W jakim stopniu leczenie powinno być więc oddziaływaniem na ducha, a w jakim na ciało człowieka?
Uważam, że nie ma chorób „czysto somatycznych” i „czysto psychicznych”. Podłoże chorób jest zawsze psychosomatyczne, choć choroby w różnej proporcji dotykają człowieka, niektóre głównie w sferze cielesnej. Ale przecież fizyczne cierpienie człowieka jest jednocześnie cierpieniem duchowym. Skupienie się tylko na stronie somatycznej jest uprzedmiotowieniem człowieka. Nie chcę tu powiedzieć, że nie doceniam wszystkich możliwości diagnostycznych medycyny. Niemniej proces leczenia jest procesem holistycznym, obejmującym całego człowieka, nie tylko w jego jednostkowym istnieniu, ale również w jego relacjach z innymi. Lekarz musi widzieć ważne dla pacjenta relacje: z jego rodziną, ze środowiskiem zawodowym. W momencie choroby często ulegają one zaburzeniom, stąd poczucie zagubienia, zwłaszcza na początku tego doświadczenia.
Kiedy w Biblii czytamy o uzdrowieniach dokonywanych przez Jezusa Chrystusa, to zawsze warunkiem ich zaistnienia jest wiara. Uzdrawianie z chorób było połączone z wypędzaniem złego ducha. Myślę, że zły duch wykorzystuje „szczeliny” w duszy człowieka spowodowane chorobą. Wtedy wciska się w jego serce, duszę i umysł ze zwątpieniem, buntem, jakimś poczuciem niesprawiedliwości, a nawet chęcią zemsty. Na przykład choroba prowadząca do prób samobójczych jest niewątpliwie nasiąknięta działaniem złego ducha. Jak za czasów uzdrawiania przez Jezusa Chrystusa, tak i teraz doświadczamy szatańskiego działania. Dlatego chwile słabości powinny być momentem koniecznym, by starać się o umocnienienie nas przez Boskiego Lekarza za pośrednictwem sakramentów.
Jeden ze współbraci Księdza Arcybiskupa opowiadał mi, jak kiedyś zaczął się zwierzać doktorowi Hoserowi ze swoich dolegliwości i usłyszał: „Odstaw te pigułki, a weź się za Różaniec”. Czy modlitwa może zastąpić leczenie?
Modlitwa nie może zastępować medycyny, ma jej tylko towarzyszyć. Tak jak modlitwa samego pacjenta, równie ważna jest modlitwa lekarza za pacjenta. I dzięki tej modlitwie lekarz może oddziaływać na pomyślny przebieg leczenia. Zachęcam lekarzy do tego, by towarzyszyli swoim pacjentom modlitwą, nawet taką krótką jak akty strzeliste. By pamiętali, że są tylko narzędziem w ręku Boga. Tegoroczne orędzie Ojca Świętego na Dzień Chorego mówi o sakramentach uzdrowienia. Sakrament zakłada fizyczną obecność – nie można udzielić sakramentu korespondencyjnie, na odległość, za pośrednictwem Skype`a czy przez telefon. Znak sakramentalny musi być widzialny i wyczuwalny. Sakramenty uzdrowienia i przebaczenia, czyli pokuta, namaszczenie chorych, mówią nam coś ważnego o człowieku i o Bogu. Ukazują Boga jako odwiecznego lekarza, samarytanina, który do każdego przychodzi i w skrajnych przypadkach przeprowadza przez bramę śmierci. Stąd wypływa znaczenie wiatyku, który jednocześnie nobilituje chorobę. Choroba przeżywana z udziałem Jezusa staje się i Jego chorobą. Jezus identyfikuje się z osobą chorą, o czym można przeczytać w opisie Sądu Ostatecznego. Chrystus jest jednocześnie dla chorego uleczeniem.
Sakramentów uzdrowienia nie należy sprowadzać tylko do sakramentu pokuty i namaszczenia chorych. Zalicza się do nich także Eucharystię. Proszę zauważyć, przed przyjęciem Komunii Świętej czytana jest modlitwa kapłańska, która mówi o stawaniu się Eucharystii lekarstwem duszy i ciała. Podczas puryfikacji, po Komunii, również powraca motyw Eucharystii jako lekarstwa dla człowieka. My często zapominamy o tym wymiarze Eucharystii. Nawet w chorobach nieuleczalnych, prowadzących do śmierci, Eucharystia jest ciągłym kontaktem z życiem, które się nie kończy. Obiecuje uwolnienie od cierpienia i choroby.
Wstecz...
wtorek, 22 maja 2012
- PODZWONNE DLA EUROPY? - ks. H. Zieliński
- ZAKONNICE XXI WIEKU - wywiad M. Glabisz-Pniewskiej z m. Jolantą Olech SJK
- KOCHANI MOI - I. Świerdzewska
- LEFEBRYŚCI: TRUDNY DIALOG - K. Gołębiowski (KAI)
- SERCE POWINNO WIDZIEĆ - wywiad o. S. Tasiemskiego OP (KAI) z kard. Robertem Sarahem
- ACH, JAKI BĘDZIE ŚLUB - E. Steczkowska
- WOBEC CHRYSTIANOFOBII - D. Kowalczyk SJ
- CZEKA NAS NOWE ROZDANIE? - K. Ziemiec
- ŚWIAT PANA STEFANA - J. Karnowski
- NARODOWE CAŁKIEM NOWE - I. Świerżewska
- PISARZ NAJBARDZIEJ WARSZAWSKI - L. Molak
- PATRONKA BAWARII - S. Meetschen
KOMENTARZE
Podzwonne dla Europy?
Sytuacja dzisiejszej Europy coraz bardziej przypomina tę, w której przed szesnastu wiekami znalazł się starożytny Rzym – pisze ks. Henryk Zieliński.
Więcej...
Wobec chrystianofobii
Do przemocy wobec katolików dochodzi również w krajach, w których znakomitą większość stanowią właśnie katolicy – pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.
Więcej...
Czeka nas nowe rozdanie?
Ekonomiści przewidują, że do końca roku co najmniej jeden kraj wyjdzie ze strefy euro – pisze Krzysztof Ziemiec.
Więcej...
Świat pana Stefana
Dziennikarz goniący za politykiem okazuje się nagle natrętem, którego można nawet uderzyć. Bo dziennikarz jest opozycyjny, a polityk rządzący – pisze Jacek Karnowski.
Więcej...
Patronka Bawarii
Od roku trwa wielkie pielgrzymowanie obrazu Matki Bożej po Bawarii – pisze Stefan Meetschen.
Więcej...



